A w terenie trzy ciekawe obserwacje.
Kałuże sobie oswajamy. Problemu z kałużami Campina nie ma, ale to nie znaczy, że nie można zrobić z nich "tematu do rozmowy". Pracuję nad tym, żeby koń naprawdę bez wahania wchodził w kałużę, którą jej wskażę. Jeśli nie daję innych wskazówek, może szukać własnej trasy, przejść przez (czasem to robi) albo pójść bokiem. Poziom wyżej - jesli kłusujemy i proszę o przejście kałuży, to koń ma kałużę przekłusować. Jest zdecydowanie dobrze. Moje prośby nie są kwestionowane, a jeśli nawet, to bez przekonania - po chwili, dwóch-trzech próbach udaje się uzyskać zamierzony efekt.
Kolejny powód - poza samą radochą z drogi ;) - dla którego to robię: liczę na to, że przeniesie się to na siodło. Bo druga obserwacja dotyczy siodła. Wsiadam wreszcie na rude po naprawdę długim czasie! Słabe osiągnięcie dla obserwatora z zewnątrz, ale ja się cieszę każdym krokiem, bo wreszcie do tego doszłyśmy. Wsiadam również w terenie na początek, z jakimś drugim koniem (najczęściej jest to Bryś) i innym człowiekiem jako "baza". Rude rozumie już, że trzeba toczyć się przed siebie. Jakoś komunikujemy się co do sterowania. Przez kałuże przechodzi nienajgorzej, choć nie tak idealnie jak z ziemi. Ostatnio nawet wykonałam z siodła manewr złożony: wprowadzić konia na trawę, dać sygnał, że może żreć, chwila popasu z siodła, a następnie dać sygnał, że żarcie skończone i wyjechać z trawy na drogę - ruszyć dalej. Nie było prosto, trochę dyskusji było, ale nie tak dużo jak myślałam. Zaczynam wierzyć, ze kiedyś będziemy naprawdę na nich jeździć ;) Czyli tu też relacja na plus - mamy podstawową komunikację z siodła! (przeżywam jak mrówka okres, wiem).
Trzecia obserwacja była dziś. Z racji nieciekawych okoliczności rodzinnych, byłam w stajni sama. No dobrze, nie sama, z Arcusem. Ja, pies i Campina - w takim zestawie poszliśmy dziś do lasu. Spodziewałam się chociaż na początku kilku zatrzymań z głową w górze, podskoków, większej ilości spłoszeń. A co było? Nic. Odrobinę furczący oddech na pierwszym odcinku. Raz w miejscu podskoczyła, jak Arcus wyskoczył z krzaka wybitnie dynamicznie. Szła ze mną tak samo, jak wtedy, kiedy idziemy większą grupą. Zrobiłyśmy sobie 9 km traskę i nawet mam loga GPS na potwierdzenie :)
Do tego obserwacja kopytna: Campina pięknie chodzi z piętki i regularnie przekracza o kopytko. Przestałam z lękiem patrzeć na każdy jej krok. Tereny z Brytanią, zdecydowanie o (co najmniej) dwa rozmiary większą, dobrze jej zrobiły na wyciąganie macek przed siebie. Nie mam kucykowej maszyny do szycia! Jupi! Strzałki są w związku z tym niebrzydkie. Wyglądają jakby pracowały. Żeby nie było tak pięknie, w nowej stajni ogólnie się towarzystwu podeszwy pobetonowały. Ruda do niedawna jeszcze tego nie miała, dziś już widziałam u niej klasyczne betony. Nie mam pojęcia z czego to wynika. No nic, grunt, że chodzi w tej chwili po wszystkim, kłus po kamyczkach sama proponuje. Może to cukier? Niestety znowu utyła i ściany trochę popłynęły - nie tak jak u Wieśka, ale jednak... Najważniejsze - nie kuleje! Wiesiek też nie!
Wiesiek... ostatnio był z nami w terenie na kantarku, nie pierwszy zresztą raz. Nawet zrobiłam coś, czego myślałam, że nigdy nie zrobię - wsiadłam na rudą, kiedy jedynym towrzystwem był właśnie on. Na kantarku. I nawet nie obawiałam się, że skończy się to malowniczą katastrofą. Taaak... wieśkowe relacje też bardzo wyraźnie skoczyły w górę, ale o tym już Młoda musi napisać u siebie. O tym i o postępach w zajeżdżaniu Brysieńki. Cała trójka ostatnio "punktuje". Byle tak dalej. Na czarną i glutka czasu wiecznie brak. Czasem się załapią na spacer albo zaplatanie grzywy w warkoczyki.
...właśnie, jutro dzień "techniczny", kowalsko-fryzjerski. Już mnie przeraża, ile jest do roboty "przy koniach", a prawdopodobnie znowu będę sama. Na terenik pewnie czasu nie starczy. Muszę jutro wrócić wcześniej do domu. Dyplom dłubać. Bo to ostatnio moje główne zajęcie domowe. Może zdążę.
Jeszcze wniosek końcowy: siodło rudej, kantarek terenowy Wieśka (i nie tylko), samotny teren rudej - to wszystko po prostu przyszło, zrobiło się samo, kiedy relacja pozowoliła. Nie wymagało "wymęczenia tematu".
No, czas znikać. Dobranoc :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz