__________
... ale niestety zapomina, a jak sobie przypomni, nie może się pozbierać. No i w tym roku nadszedł czas przypomnienia. Brrrrr
Czas przypomnienia nie jest łaskawy dla moich końskich zajęć. Najpierw padał śnieg – mokre było, to co góry leciało. Potem śnieg zalegał – głęboko było. A jak się trochę uleżał – mróz chwycił.
Czasami jednak przełamuje opór wywołany warunkami pogodowymi i wdrapuję się na konia, bo na górze jednak trochę cieplej niż na dole. Ale ponieważ podłoże nie zachęca do szybszego poruszania się, głównie ćwiczę przejścia w dół i cofanie – bez wodzy. Cofanie wychodzi już nam na fazę drugą. Przejścia w dół – na trzecią, niestety potrzebna bywa też czwarta. Staram się też wyrobić w sobie odruch,żeby prosić o zatrzymanie-cofanie. Powoli nam to wszystko idzie, ale przynajmniej mam jakieś zadanie, którym mogę się zająć. Żeby konia nie znudzić, przeplatamy to chodami bocznymi, zwrotami na zadzie i froncie bez wodzy („wodza bezpośrednia i pośrednia bez wodzy”), czasami proszę go o zagalopowanie, ale zaraz przechodzimy do kłusa, bo pod nogami kiepsko. I myślę, że tak przeturlamy się do wiosny.
W niedzielę zmobilizowałam się trochę naziemnie. Naziemnie jest o tyle trudno, że zabawki leżą gdzieś przysypane śniegiem i przymarznięte do ziemi. Ale udało mi się wyciągnąć rurę, wzięłam oba rumaki i poszliśmy. Na widok rury Duszek bardzo się ożywił. Obwąchał, sprawdził, zaakceptował i się zaczęło. Popycha nosem, patrzy na mnie i pyta „O to chodzi? Nie? To może o to?” i postukuje kopytem. „Też nie to?” I staje w rozkroku nad rurą. „Nadal nie to? A jak drugą nogę postawię za rurą, lepiej będzie?”
Strasznie mnie wzruszył tą swoją chęcią zrobienia czegoś. Nie mam złudzeń, że celem jego działań była ciasteczkowa nagroda, ale co mi tam. Motywator służy, żeby motywować. A jak zafundował mi chody boczne nad rurą na wolności w obie strony, byłam już całkowicie pewna, że jest genialny.
Co prawda jego miłość do rury szybko odbiła mi się czkawką. Wzięłam Truskawkę na linę, porobiłyśmy różne rzeczy, ustaliłyśmy kto jest kim i kto tu rządzi i przyszedł czas na rurę. Do Duszka nie mogło dotrzeć, że jego rura time już minął. Zakotwiczył się przy niej na dobre. Odganiam go, odchodzi, ja do Truskawki, robimy CG w ruchu, zbliżamy się do rury, a tam kto? Dusik naturalnie. Odganiam go, do Truskawki .... i tak w kółko Macieju. Nawet jeśli z rurą nic nie robil, przynajmniej przy niej stał. Mimo żywej przeszkody raz udał nam się squeeze nad rurą w kłusie – pewnie właśnie dlatego, że w kłusie, bo żywa przeszkoda na widok biegnącej Truskawki lekko w bok się usunęła. I dzięki temu mogłam sesję zakończyć – z ulgą wielką, bo zamiast twarzy miałam tekturę, a końce palców tak mnie bolały, jakby stado koni po nich przebiegło.