Na obu frontach.
Duszek
Po przerwie
pojechałam na Duszku na spacer. Porażka – ciagłe próby zawrócenia do stajni.
Już nie pamiętam, kiedy tak się między nami działo, było to tak dawno temu.
Podejrzewam, że brak regularnej pracy z jakimiś konkretnymi wymaganiami
sprawił, że rudy poczuł potrzebę sprawdzenia, kto rządzi.
Wzięłam go na
lekcję ustawiania do pionu – tzn. jedziesz tam, gdzie ja chcę. Na jednej
ścianie ujeżdżalni na śladzie były kałuże, Duszek tam pięknie spływał i
przechodził obok. Wykorzystałam to na zabawę
„jedziemy po kałużach”. Pojeździliśmy
po tych kałużach, ale przyznam, że serca do tego ćwiczenia (ani żadnego innego)
nie miałam.
Truskawka
Po przerwie
pojechałam na Truskawce na ujeżdżalnię (ostatnio jeżdziłam na niej tylko w
teren). Pojeździłam trochę i poczułam, jak bardzo się usztywniam – wrócił ból
kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Pamiętam, kiedy tak było – mniej więcej dwa
lata temu, kiedy zaczęłam na niej jeździć.
Nie mogłam
wzbudzić w sobie entuzjazmu do rozlużniania siebie i kobyły.
Wnioski niczego nie zmieniają
Wszystko to
bierze się z braku instruktora oraz związanego z tym braku motywacji i
dyscypliny. Kolejny demotywator to
przymusowa zmiana stajni. Moja aktualna stajnia się zamyka. Od lutego będziemy w nowym domu.
Sflaczałam jak
balon bez powietrza, napompowany na krótko przedświątecznym tygodniem w
azjatyckim słońcu, przedziurawiony wiadomością o zamknięciu stajni.