Dziś wszystko było krótko: w stajni mogłam być krótko, więc wzięłam konie na krótki spacerek. Krótki spacerek był tym małym kroczkiem: po raz pierwszy wyszliśmy poza teren stajenny w wersji Truskawka pod siodłem-Duszek na sznurku. Daleko nie poszliśmy, bo czasu brakło, ale ważne, że w ogóle poszliśmy i że było spoko!
Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
31 sty 2015
23 sty 2015
Było tak: bociana dziobał szpak
.... a potem była zmiana i szpak dziobał bociana.
A ja donoszę, że na
froncie luzakowania przekroczyłam barierę trzymania się schematu szpaka
dziobiącego bociana. Poprzednio Truskawka
była luzakiem, w poniedziałek – Duszek.
Na początku było nieco
trudniej niż ostatnio – byliśmy sami na ujeżdżalni i nie miałam komu oddać
Duszka do potrzymania podczas wsiadania. Co prawda Truskawka jak zwykle pięknie
ustawiła się przy piramidzie z opon wykorzystywanych przeze mnie jako schodki
do wsiadania, ale rudy ją zaczepiał, co powodowało, że się odsuwała. Gdy w
końcu dał jej spokój i mogłam wsiadać, ze swoimi pieszczotami przerzucił się na
mnie i złapał mnie za kurtkę w momencie, gdy byłam w powietrzu. Na szczęście nie ściągnął mnie na ziemię, trzymał
delikatnie i zaraz puścił (on z upływem lat robi się coraz bardziej
paszczowo-rozrywkowy).
A potem było już
tylko super! Duszek lepiej sprawdza się
w roli konia podążającego, z kolei ona jako prowadząca nie rozprasza się co pół
sekundy widząc plamkę na ziemi, przewalony słupek czy złamaną gałązkę. Nie
przypadkiem w Zielonym Zakątku ona go
wyprowadziła z padoku i poprowadziła w siną dal, a on poszedl za nią jak przysłowiowe ciele na rzeż.
Jeżdziliśmy tylko
stępem, bo po pierwsze chciałam się oswoić z nowym, a po drugie była taka
gruda, że nawet gdym chciała, szybciej byśmy nie ruszyli. Ćwiczyliśmy zmiany
kierunku, zatrzymywania, cofania – nudno nie było. W trakcie wydzwoniłam stajennego, który porobił
nam milion zdjęć. Pod koniec tak oswoiłam się z ilością sznurków w łapach, że
sama byłam w stanie zrobić oryginalne :) ujęcie „widok z konia na konia”.
Miałam jeszcze jeden
powód do radości. Ostatnie kilka wsiadań
na Truskawkę było totalną porażką. Przeżywam jakiś regres – znowu się
usztywniałam i bolał mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić i świadomość,
że dyskomfort przenosił się na nią zganiała mnie z konia po 15 – 20 minutach. Tymczasem w poniedziałek jeździłam ponad godzinę i jak
zeszłam, dotarło do mnie, że kręgosłup ani przez chwilę nie bolał. Taki dodatkowy
bonus!
Poniżej zdjęcia z
tego wydarzenia: niby ich dużo, ale nie
mogłam się powstrzymać, a poza tym jest to tylko jakiś tam procent tego, co mam.
Na żadnym zdjęciu Duszek nie napinał
liny!
17 sty 2015
Są miejsca
Są miejsca, gdzie koniom stawia się pomniki
Sedona, Arizona
Są miejsca, gdzie konie tak spędzają "czas wolny od człowieka"
Rezerwat Indian Navajo, Arizona
Subskrybuj:
Posty (Atom)









