31 sty 2015

Mały kroczek to i notka krótka


Dziś wszystko było krótko:  w stajni mogłam być krótko, więc wzięłam konie na krótki spacerek. Krótki spacerek był tym małym kroczkiem:  po raz pierwszy wyszliśmy poza teren stajenny w wersji Truskawka pod siodłem-Duszek na sznurku.  Daleko nie poszliśmy, bo czasu brakło, ale ważne, że w ogóle poszliśmy i że było spoko!  

23 sty 2015

Było tak: bociana dziobał szpak

.... a potem  była zmiana i szpak dziobał bociana.

A ja donoszę, że na froncie luzakowania przekroczyłam barierę trzymania się schematu szpaka dziobiącego bociana.  Poprzednio Truskawka była luzakiem, w poniedziałek – Duszek.

Na początku było nieco trudniej niż ostatnio – byliśmy sami na ujeżdżalni i nie miałam komu oddać Duszka do potrzymania podczas wsiadania. Co prawda Truskawka jak zwykle pięknie ustawiła się przy piramidzie z opon wykorzystywanych przeze mnie jako schodki do wsiadania, ale rudy ją zaczepiał, co powodowało, że się odsuwała. Gdy w końcu dał jej spokój i mogłam wsiadać, ze swoimi pieszczotami przerzucił się na mnie i złapał mnie za kurtkę w momencie, gdy byłam w powietrzu.  Na szczęście nie ściągnął mnie na ziemię, trzymał delikatnie i zaraz puścił (on z upływem lat robi się coraz bardziej paszczowo-rozrywkowy).

A potem było już tylko super!  Duszek lepiej sprawdza się w roli konia podążającego, z kolei ona jako prowadząca nie rozprasza się co pół sekundy widząc plamkę na ziemi, przewalony słupek czy złamaną gałązkę. Nie przypadkiem  w Zielonym Zakątku ona go wyprowadziła z padoku i poprowadziła w siną dal, a on poszedl  za nią jak przysłowiowe ciele na rzeż.      

Jeżdziliśmy tylko stępem, bo po pierwsze chciałam się oswoić z nowym, a po drugie była taka gruda, że nawet gdym chciała, szybciej byśmy nie ruszyli. Ćwiczyliśmy zmiany kierunku, zatrzymywania, cofania – nudno nie było.  W trakcie wydzwoniłam stajennego, który porobił nam milion zdjęć.  Pod koniec tak oswoiłam się z ilością sznurków w łapach, że sama byłam w stanie zrobić oryginalne :) ujęcie „widok z konia na konia”.



Miałam jeszcze jeden powód do radości. Ostatnie kilka wsiadań na Truskawkę było totalną porażką. Przeżywam jakiś regres – znowu się usztywniałam i bolał mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić i świadomość, że dyskomfort przenosił się na nią zganiała mnie z konia po 15 – 20 minutach. Tymczasem  w poniedziałek jeździłam ponad godzinę i jak zeszłam, dotarło do mnie, że kręgosłup ani przez chwilę nie bolał. Taki dodatkowy bonus!      


Poniżej zdjęcia z tego wydarzenia:  niby ich dużo, ale nie mogłam się powstrzymać, a poza tym jest to tylko jakiś tam procent tego, co mam.  Na żadnym zdjęciu Duszek nie napinał liny! 

























17 sty 2015

Są miejsca


Są miejsca, gdzie koniom stawia się pomniki

Sedona, Arizona



Są miejsca, gdzie konie tak spędzają "czas wolny od człowieka"





Rezerwat Indian Navajo, Arizona