21 sty 2008

Cz.1: w zimowej szacie. Cz.2: dla Pauliny

______
Zimowa szata Truskawki "ofutrzyła ją hucułowato". Ale imponujące uwłosienie to nie tylko futro. Jakie ta dziewczynka ma rzęsy! No i nie jest to część zimowej szaty, ale ozdoba całoroczna.






A teraz długo obiecywany Paulinie hoof jack. W końcu zmobilizowałam siebie i męża i zdjęcia są. Kończyny końskie należą oczywiście do Dusiaczka, ludzkie do mnie. W zestawie jest jeszcze taka okrągła końcówka, na której stawia się kopyto, ale jeszcze jej nie używaliśmy. Ciekawostką hoof jacka jest plastik, z którego został wykonany. Duszek już wielokrotnie stanął na podstawie i nie było to jakieś delikatne postawienie nóżki. A plastik cały. Niestety, nie okazał się odporny na plamy a dziegciu.


18 sty 2008

wesoło jest














Mój koń jest bardzo wesołym chłopakiem. Wszystko bierze do pyska. Cokolwiek nie powiesze na boksie jest uślinione. Jeśli się da to bierze w zęby i zrzuca. Wszystko go ciekawi. Uwielbia zciągać mi czapkę za pompon i gumkę do włosów jak mam kucyka. Jeszcze bardziej uwielbia odpinać rzepy. Jak stoi przy boksie wystarczy, że się nieco oddalę a on natychmiast zaczyna wędrować. Przeszukuje torbę, która stoi przy boksie. Idzie do Promyka i zaczepia go. Czasem wsadza łeb do jego boksu i liże jego lizawkę. Sprawdza co tam stoi obok innych boksów. Jak ma otwarty boks i przechodzi jakiś koń to musi go dotknąć, skubnąć. W terenie jak idzie jakiś przed nim próbuje ugryźć go w tyłek. Na padoku z innymi końmi to skubacz i zaczepiacz nr 1. Ciągle utytłany, z dziarami na pysku i szyi.
Uwielbiam go za to. Jest uroczy i bardzo mnie bawi. Nie chcę w nim zabijać tej radości życia, ciekawości, zadziorności. Mam nadzieję, że nie wyrosnie z tego.

13 sty 2008

Kilka słonecznych dni :)

Photobucket
U nas słońce trochę zza chmur wylazło, i dosłownie, i metaforycznie... Kobyłka z zatrucia właściwie "już" wyszła - nadal jest na specjalnej paszy, ale z meszem codziennie nie jeżdżę chociaż :P

Grzyby też schodzą, łyse placki troszkę porosły:
grzyb prawy
grzyb lewy

Za to mamy inne łyse placki - wygolona szyja po wkłuciach dożylnych i hmmm... pamiątka na ganaszu od sąsiada z boksu obok, który nie wytrzymał w końcu wiecznego "szczurzenia się" Campi i oddał z zęba ;) Także prawa strona wygląda jak małe pobojowisko...:
Photobucket

Powoli mniej czasu schodzi na leczenie i jedzenie (meszu), więcej na zabawy. Głównie chodzimy w tereny. Staram się, o ile towarzystwo to umożliwia, żeby młoda szła w miarę żwawym krokiem. Czasami się udaje, czasami - szczególnie jeśli towarzyszy nam Brysia - wychodzi emerycki spacerek ;) Pilnuję "trzymania pozycji" względem mnie, ćwiczymy przejścia stój-stęp-kłus we wszystkich konfiguracjach, dokładając po kilka kroków cofania. Poza tym - w przerwach na łące - ćwiczymy sobie to, na czym skończylyśmy ostatnio, czyli ustępowanie zadem i przodem w moim kierunku. Docelowo ma to być krok w bok do mnie - no i ostatnio nawet się udało :) Trochę przypadkiem wyszło, poprosiłam o przysunięcie zadu, potem przeszłam do przodu i dostałam sideways :) Wzmocnienie pozytywne zupełnie chore jak na styczeń - czyli pozwolenie na pasienie ;)
Photobucket

Usiłuję wyobserwować, kogo teraz Campi ma w stadzie za kumpla. Czasu na obserwację stada nie ma za wiele, ale ostatnie spotrzeżenia (z tego weekendu) + spójne z nimi wrażenia Ani, nieco mnie zdziwiły. Otóż Campina, spuszczona ze sznurka po zabawach, przegoniona przez któregoś wałacha, poleciała do... Wiedźmina i Brytanii!
Photobucket
Przy nich na chwilę zaparkowała, potem Wieśka ktośtam przestawił, za chwilę ona sobie gdzieś poszła... ale jednak. Dzisiaj jak przyszłam, pasła się sama, ale niedaleko stadka, w którym były te dwa.

6 sty 2008

Wieści z frontu

______
Od wczoraj Duszek stoi ze stadem. Obeszło się „bezkolizyjnie”. Wszedł i po prostu tam jest. Żadnych walk, żadnego odganiania, żadnych ran. Raz tylko w nieświadomości ruszył jako pierwszy do świeżo wyłożonego siana, a tam jest jeden koń, który musi jako pierwszy wybrać swoją kupkę siana, a wszystko inne jest mu obojętne. Więc Duszek został o tym poinformowany, zaakceptował ten fakt i dalej już było bez zgrzytów.

Wczoraj wzięłam go na krótki spacer do lasu, a potem poszliśmy trochę poruszać się na round penie i ujeżdżalni. Był bardzo spięty. Ale dzisiaj już luzak. Pobawiliśmy się na ujeżdżalni, pobiegał trochę na round penie, nie było szyi żyrafy czy gotowości do odfrunięcia. Było tak fajnie, że szkoda mi było kończyć, ale wypłoszył mnie padający śnieg.

4 sty 2008

Teraz my w nowej stajni

_______
Przyszła nasza kolej na zmianę stajni. Tam, gdzie byliśmy, było dobrze i blisko – mogłam wpadać tylko po to, żeby zrobić cmok w chrapki. Niestety, w okresie deszczowym błoto, w okresie mroźnym gruda, czyli niewielle można z koniem podziałać. W teren też nie, bo trzeba kawałek przejechać po dość ruchliwej ulicy, Duszek się boi, ja też się boje, czyli dla nas zakazane rewiry.

No więc od wczoraj jesteśmy w nowej stajni. Stajnia położona w wyższym rejonie, więc suchszym. Pierwsze odwiedziny zaliczyłam w ulewnym deszczu, a błota nie było. Czyli teraz nie ma grudy. Podłoże takie, że można z ziemi pracować bez problemu, a na jednej ujeżdżalni spokojnie można jeździć, bo tam ziemia nie zamarza. No i stajnia położona w lesie, więc można terenować.

Na razie Duszek stoi sam na padoku. Jutro będzie próba włączenia do stada.