Jesienią Duszek tak mi dał do wiwatu, że byłam już zdeterminowana, żeby od wiosny przerzucić się na Truskawkę. „Do wiwatu” w sensie, że szybsze poruszanie było wymęczone, a ja po jeździe na nim czułam się, jakbym w kamienistym gruncie doły kopała. Tylko zimę przeczekać ... Nie miałam odwagi zaczynać truskawkować w śniegu, błocie czy ślizgawicy (kilka stępów na T. i krótkich kłusów nie zaliczam do truskawkowania).
Tymczasem zimą Duszek przeżył metamorfozę - nagle przeniósł się na szybszą stronę mocy. Owszem, nadal są momenty wlokącego się kłusa, ale coraz częściej kłusuje w sensownym tempie, jest chętny do galopowania. Przedtem galop to było wydarzenie na miarę kwalifikacji do IO :), teraz nie trzeba go do tego zachęcać, a czasami wręcz przeciwnie, sam proponuje galopy i trzeba go hamować. W ostatnią sobotę po kilku bardzo żwawych przekłusowaniach przez drągi chyba doszedł do wniosku, że jak długo można tak się wlec i w kolejnym najeździe przegalopował. Zaskoczył mnie tym zupełnie, mimo że ostatnio jestem wyczulona na jego propozycje galopów. Tu moja czujność była uśpiona, bo przez drągi nigdy nie galopowaliśmy. O właśnie, na drągach pięknie podnosi nogi, prawie jak Truskawka, przestał pukać, co kiedyś było nagminne.
No i teraz nie wiem, co robić. Czas Truskawki czy nadal czas Duszka?
Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
10 kwi 2012
8 kwi 2012
5 kwi 2012
Przeciskanie w dwóch wersjach
Miejsce akcji:
Pomieszczenie w centralnej części stajni. Stajnia jest tak zbudowana, że ciąg boksów angielskich jest rozdzielony na dwie części pomieszczeniem, które ma drzwi wychodzące na tę samą stronę, na którą otwierają się boksy. Z tyłu za tym pomieszczeniem i za boksami biegnie wąski korytarz, służący do roznoszenie słomy i pasz do boksów.
Okoliczności:
Zwyczajowo wieczorem, jak wszystkie konie są już w stajni, wypuszczam Duszka i Truskawkę na teren przystajenny, gdzie sobie swobodnie chodzą, a ja zajmuję się sprawami końsko-gospodarczymi.
Wersja LBI
Kręcąc się po stajni zapomniałam zamknąć drzwi do tego pomieszczenia. Nagle widzę, że nie ma Truskawki. Szukam i gdzie ją znajduję? Nie, nie w tym pomieszczeniu. Weszła tam, widocznie nic ciekawego nie znalazła, poszła dalej, tzn tym ciasnym korytarzykiem i zaparkowała przy swoim boksie, tyle że od tyłu. Było tam tak ciasno, że nie dałam rady przejść obok niej, żeby znaleźć się przed nią. Musiałam wejść przez boks i od przodu ją wycofałam. Gdy doszłyśmy do części szerszej, gdzie mogła się obrócić, wykorzystała tę możliwość dla swoich celów i skręciała w drugą stronę, tam, gdzie stoi jej wielbiciel Kaper. Tym razem nie chcialam przechodzić przez obce boksy, żeby ją zajść od przodu, więc na ogromnym wdechu i z wciągniętym brzuchem przepchałam się między nią a ścianą, co jej w ogóle nie przeszkodziło w kontemplowaniu urody jej chłopaka . Parelli mówi, że konie są klaustrofobikami. Ona nie jest.
Wniosek dla mnie: uczymy się cofania jeżem za ogon.
Wersja RBI
Jak wchodzę do tego pomieszczenia, Duszek często wsuwa kawałeczek nosa i patrzy, co tam robię. Postanowiłam to wykorzystać. Stanęłam pod przeciwną ścianą zupełnie zrelaksowana, bokiem do wejścia żeby zdjąć z niego presję i łypałam, co on robi. A on robił dużo: w ruch poszła gęba i uszy. Przeżuwał, a uszy chodziły naokoło. Po jakimś czasie malutki kroczek do przodu i znowu gęba i uszy. Nie wie, ile czasu to trwało, ale w końcu wszedł i powolutku, robiąc sobie przerwy przeżuwająco-uszaste dotarł do mnie. Bardzo byłam z niego dumna, bo od początku do końca była to jego decyzja. Naturalnie, dostał cukierka.
Wniosek dla mnie: będziemy to powtarzać, bo jest to fanatstyczna zaprawa do wchodzenia do przyczepy. Mam nadzieję, że korytarzyk też Duszek zdobędzie.
Pomieszczenie w centralnej części stajni. Stajnia jest tak zbudowana, że ciąg boksów angielskich jest rozdzielony na dwie części pomieszczeniem, które ma drzwi wychodzące na tę samą stronę, na którą otwierają się boksy. Z tyłu za tym pomieszczeniem i za boksami biegnie wąski korytarz, służący do roznoszenie słomy i pasz do boksów.
Okoliczności:
Zwyczajowo wieczorem, jak wszystkie konie są już w stajni, wypuszczam Duszka i Truskawkę na teren przystajenny, gdzie sobie swobodnie chodzą, a ja zajmuję się sprawami końsko-gospodarczymi.
Wersja LBI
Kręcąc się po stajni zapomniałam zamknąć drzwi do tego pomieszczenia. Nagle widzę, że nie ma Truskawki. Szukam i gdzie ją znajduję? Nie, nie w tym pomieszczeniu. Weszła tam, widocznie nic ciekawego nie znalazła, poszła dalej, tzn tym ciasnym korytarzykiem i zaparkowała przy swoim boksie, tyle że od tyłu. Było tam tak ciasno, że nie dałam rady przejść obok niej, żeby znaleźć się przed nią. Musiałam wejść przez boks i od przodu ją wycofałam. Gdy doszłyśmy do części szerszej, gdzie mogła się obrócić, wykorzystała tę możliwość dla swoich celów i skręciała w drugą stronę, tam, gdzie stoi jej wielbiciel Kaper. Tym razem nie chcialam przechodzić przez obce boksy, żeby ją zajść od przodu, więc na ogromnym wdechu i z wciągniętym brzuchem przepchałam się między nią a ścianą, co jej w ogóle nie przeszkodziło w kontemplowaniu urody jej chłopaka . Parelli mówi, że konie są klaustrofobikami. Ona nie jest.
Wniosek dla mnie: uczymy się cofania jeżem za ogon.
Wersja RBI
Jak wchodzę do tego pomieszczenia, Duszek często wsuwa kawałeczek nosa i patrzy, co tam robię. Postanowiłam to wykorzystać. Stanęłam pod przeciwną ścianą zupełnie zrelaksowana, bokiem do wejścia żeby zdjąć z niego presję i łypałam, co on robi. A on robił dużo: w ruch poszła gęba i uszy. Przeżuwał, a uszy chodziły naokoło. Po jakimś czasie malutki kroczek do przodu i znowu gęba i uszy. Nie wie, ile czasu to trwało, ale w końcu wszedł i powolutku, robiąc sobie przerwy przeżuwająco-uszaste dotarł do mnie. Bardzo byłam z niego dumna, bo od początku do końca była to jego decyzja. Naturalnie, dostał cukierka.
Wniosek dla mnie: będziemy to powtarzać, bo jest to fanatstyczna zaprawa do wchodzenia do przyczepy. Mam nadzieję, że korytarzyk też Duszek zdobędzie.
Tematyka:
LBI,
porcupine game (jeż),
RBI,
squeeze game (przeciskanie)
3 kwi 2012
Nie bawić się z czyimś koniem?...
Przecież zawsze kończy się tak samo. Przychodzi czas rozstania i tęsknię. Mam wątpliwości. Te myśli - czy gdzieś tam, kiedy go nie widzę, jest szczęśliwy? Przecież tego chciałam, tego chcę. Pomogłam coś? Udało się? Czy, pokazując mu inny świat, zrobiłam coś dobrego, czy może krzywdę?
Jeden bardzo specjalny Czarny Koń trafił w końcu do nas, choć nie wierzyłam, że to będzie możliwe. Mam nadzieję, że zostanie, choć na jakiś czas. Jeśli pójdzie, to tylko w Naprawdę Dobre Ręce.

Pozostałym wysyłam myśli: bądźcie szczęśliwe... Albo chociaż - wybaczcie.
Może mi się uda nie pchać palców między drzwi na przyszłość.
Ewentualnie tylko między takie otwierane fotokomórką :P
[mamrot mamrot, niewyuczalna! uparta! odpuść! sztorcuje mnie moje rozsądniejsze Ja. Pewnie znowu nie posłucham... czym jest życie bez emocji? Pustka przed telewizorem... Hmm... ale przecież ja nie mam telewizora? No właśnie... To już chyba nie będę żyć normalnie.]
Pięknie dziś księżyc świeci, mocny już, rozjaśnia chmurki. Za trzy dni pełnia. Może dlatego mam taki nastrój na wycie do księżyca. A może to ten Mars Lwiego Regulusa dręczy.
Jeden bardzo specjalny Czarny Koń trafił w końcu do nas, choć nie wierzyłam, że to będzie możliwe. Mam nadzieję, że zostanie, choć na jakiś czas. Jeśli pójdzie, to tylko w Naprawdę Dobre Ręce.

Pozostałym wysyłam myśli: bądźcie szczęśliwe... Albo chociaż - wybaczcie.
Może mi się uda nie pchać palców między drzwi na przyszłość.
Ewentualnie tylko między takie otwierane fotokomórką :P
[mamrot mamrot, niewyuczalna! uparta! odpuść! sztorcuje mnie moje rozsądniejsze Ja. Pewnie znowu nie posłucham... czym jest życie bez emocji? Pustka przed telewizorem... Hmm... ale przecież ja nie mam telewizora? No właśnie... To już chyba nie będę żyć normalnie.]
Pięknie dziś księżyc świeci, mocny już, rozjaśnia chmurki. Za trzy dni pełnia. Może dlatego mam taki nastrój na wycie do księżyca. A może to ten Mars Lwiego Regulusa dręczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
