31 gru 2014

4+4+2

Pora roku nie sprzyja dwukonnym: organizacyjnie ciężko jest mi ruszyć dwa konie.  Ujeżdżalnia nie do użytku - najpierw było błoto, teraz fragmentami kamiennie-twardo, fragmentami lodowisko. Dzień krótki - nie mam szans, żeby przed zmrokiem pojechać dwa razy w teren. 

Zostały spacerki na własnych nogach. Tu znowu podziękowania dla Kasi Promykowej, że mnie zachęciła i przekonała do chodzenia z dwoma końmi (dawno to było, oj dawno).   







Za póżno (w stosunku do warunków pogodowych) zaczęłam uczyć się jazdy z drugim koniem jako luzakiem. Bardzo tego żałuję. Mam nadzieję, że ten żal zmotywuje mnie do regularnych ćwiczeń. Nie mam ambitnych zamiarów - wystarczy, że będziemy mogli w takim zestawie pojechać do lasu na stępa. Może w 2015 to mi się uda?   :)     

15 gru 2014

Sz

Sz jak szaleństwo...
...sz jak szczęście.

Z luzakiem

Powrócił stary pomysł jazdy z luzakiem. Fajnie by było na tyle się z nim oswoić, żeby przynajmniej na stępa pojechać w teren z dwoma końmi. Prawdę powiedziawszy wątpię, czy się na to kiedyś odważę, ale to nie znaczy, żeby przynajmniej dla urozmaicenia nie próbować na terenie ograniczonym.

Na pierwszy rzut Duszek poszedł pod siodło, Truskawka na sznurku. Duszek najpierw nie wiedział o co chodzi, szedł bokiem, w stronę od Truskawki. Ale po kilku minutach załapał i poszliśmy do przodu. Truskawka od początku podeszła do nowego zadania ze stoickim spokojem: szła za nami jak cielę. Ciekawe, czy tak samo spokojnie zachowa się po zmianie ról. 

Głównie stępowaliśmy, za zmianami kierunku i zatrzymywaniem. Ale parę razy zakłusowaliśmy. Generalnie było dobrze, lepiej niż się spodziewałam. Zaliczyliśmy też jedno spłoszenie Duszka. Przestraszył się dwóch dziewczynek, które pokazały się na horyzoncie i rzucił się galopem. Odruchowo puściłam sznurek z przyczepioną do niego Truskawką. W terenie bylby to duży kłopot, bo myślę, że by poleciała przed siebie, w kierunku przez nią ocenionym jako kierunek-stajnia (nie jestem pewna, czy zawsze byłby to prawdziwy kierunek-stajnia). Duszek w takiej sytuacji by został przy nas. Tutaj ona po prostu się zatrzymała – nie zaraziła się nastrojem Duszka.

Jak się okazalo, dziewczynki w ocenie Duszka były straszne: podjechałam do nich, a Duszek nastroszył się, nafukał. Chwilę zajęło, żeby zdecydował się je powąchać.

Wnioski na przyszłość:

1. Opracować jakiś sensowny sposób skrócenia liny. Musiałam ją skrócić, żeby Truskawka szła z boku, nie z tyłu. Trzymanie czterech warstw (bo wtedy na tyle się skróciła, że miała odpowiednią długość i końcówka nie dyndała) + wodze było dość niewygodne. Pamiętam, że kiedyś Berni pokazywał Kasi na kursie, jak trzymać luzaka.

2. Błędem było, że Duszka wzięłam na wędzidle, nie na kantarza. Jak Truskawka zostawała na sekundę w tyle (np. przy ruszaniu czy przejściu do kłusa), automatycznie przekladało to się na opór na prawej wodzy. Starałam się trzymać rękę sztywno, żeby się nie cofała, ale na pewno nie udało mi się uniknąć kilku szarpnięć.  Kantar dla konia pod siodłem będzie bardziej komfortowy, a ja sama nie będę musiała się na tym tak mocno skupiać.

3. Muszę być w swoich sygnałach bardziej wyrazista dla konia-luzaka. Ten koń też musi wiedzieć, że coś się zmienia, nie powinien tylko naśladować konia pod siodłem. Bo efektem jest właśnie to opóźnienie reakcji skutkujące szarpnięciem wodzy.


Niestety, nie było nikogo, kto by mógł fotką uwiecznić nasze wyczyny.