Powrócił
stary pomysł jazdy z luzakiem. Fajnie by było na tyle się z nim oswoić, żeby
przynajmniej na stępa pojechać w teren z dwoma końmi. Prawdę powiedziawszy wątpię,
czy się na to kiedyś odważę, ale to nie znaczy, żeby przynajmniej dla urozmaicenia
nie próbować na terenie ograniczonym.
Na pierwszy
rzut Duszek poszedł pod siodło, Truskawka na sznurku. Duszek najpierw nie
wiedział o co chodzi, szedł bokiem, w stronę od Truskawki. Ale po kilku
minutach załapał i poszliśmy do przodu. Truskawka od początku podeszła do
nowego zadania ze stoickim spokojem: szła za nami jak cielę. Ciekawe, czy tak
samo spokojnie zachowa się po zmianie ról.
Głównie
stępowaliśmy, za zmianami kierunku i zatrzymywaniem. Ale parę razy zakłusowaliśmy.
Generalnie było dobrze, lepiej niż się spodziewałam. Zaliczyliśmy też jedno spłoszenie
Duszka. Przestraszył się dwóch dziewczynek, które pokazały się na horyzoncie i
rzucił się galopem. Odruchowo puściłam sznurek z przyczepioną do niego Truskawką.
W terenie bylby to duży kłopot, bo myślę, że by poleciała przed siebie, w
kierunku przez nią ocenionym jako kierunek-stajnia (nie jestem pewna, czy
zawsze byłby to prawdziwy kierunek-stajnia). Duszek w takiej sytuacji by został
przy nas. Tutaj ona po prostu się zatrzymała – nie zaraziła się nastrojem
Duszka.
Jak się
okazalo, dziewczynki w ocenie Duszka były straszne: podjechałam do nich, a Duszek
nastroszył się, nafukał. Chwilę zajęło, żeby zdecydował się je powąchać.
Wnioski na
przyszłość:
1. Opracować
jakiś sensowny sposób skrócenia liny. Musiałam ją skrócić, żeby Truskawka szła
z boku, nie z tyłu. Trzymanie czterech warstw (bo wtedy na tyle się skróciła, że
miała odpowiednią długość i końcówka nie dyndała) + wodze było dość niewygodne.
Pamiętam, że kiedyś Berni pokazywał Kasi na kursie, jak trzymać luzaka.
2. Błędem było,
że Duszka wzięłam na wędzidle, nie na kantarza. Jak Truskawka zostawała na
sekundę w tyle (np. przy ruszaniu czy przejściu do kłusa), automatycznie
przekladało to się na opór na prawej wodzy. Starałam się trzymać rękę sztywno, żeby
się nie cofała, ale na pewno nie udało mi się uniknąć kilku szarpnięć. Kantar dla konia pod siodłem będzie bardziej
komfortowy, a ja sama nie będę musiała się na tym tak mocno skupiać.
3. Muszę być
w swoich sygnałach bardziej wyrazista dla konia-luzaka. Ten koń też musi
wiedzieć, że coś się zmienia, nie powinien tylko naśladować konia pod siodłem.
Bo efektem jest właśnie to opóźnienie reakcji skutkujące szarpnięciem wodzy.
Niestety, nie
było nikogo, kto by mógł fotką uwiecznić nasze wyczyny.