Dwa lata temu Truskawka postanowiła, że moim przeznaczeniem są występy na rodeo. Zafundowała mi trening w tym kierunku, tyle że zamiast robić to w learning zone, od razu wrzucila mnie w red zone, co zaowocowalo taką traumą, że dopiero w tym roku na wiosnę odważyłam się na nią wsiadać.
W sobotę był dzień Truskawki (staram się trzymać schematu jeden dzień czarna, kolejny dzień rudy i tak na zmianę). Jak to na Truskawce, jeździło się lekko, łatwo i przyjemnie: kłus, galop, drążki, wolty, zmiany kierunku, zmiany tempa w stępie i kłusie. Znowu miałam wrażenie, że potrafię jeździć. Wrażenie okazało się mylne. Czarna wyprowadziła mnie z błędu zmieniając się ze spokojnie galopującego konia w roller coaster. Coś zrobiłam (niestety, nie wiem co) i oprotestowała to zaproszeniem na rodeo. Ale tym razem zdarzył się cud i bryki wysiedziałam. Nie wiem, czy zatrzymała się sama, czy ja jakoś jej w tym pomogłam, bo mam mgliste wrażenie manewrów wodzami. Tak czy siak zatrzymała się, a wtedy mnie jakaś dzika odwaga ogarnęła, bo nawet nie pomyślałam, żeby z niej zsiadać. Ruszyłam stępem, potem jeszcze kłusowałyśmy i znowu potrafiłam jeździć. Ale już na galopy zabrakło mi jaj.
W niedzielę byla kolej na Duszka, ale postanowiłam przynajmniej na trochę wsiąść na Truskawkę, żeby sprawdzić, czy psychicznie dam radę, czy trauma nie wróci. Nie wróciła. Nawet ciekawość pchnęła mnie do krótkiego galopu, chociaż w planie tego nie miałam.
A ze świeżym obrazem jazdy lekkej, łatwej i przyjemniej udało mi Duszka zmotywować do wykrzesania ruchu bardziej energicznego i porzucenia trybu „co mi zrobisz jak nie zrobię”.
Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
23 lip 2012
9 lip 2012
Deja vu
Pestka i Donos
Pestkę i Donosa poznałam ileś lat temu w jednej z podwarszawskich stajni. Pestka była koniem, których w szkółkach ze świecą szukać. Bez względu na to, kto na niej siedział, zgadywała jego myśli i reagowała tak, jak jeździec – lepszy, gorszy, kiepski, byle jaki – chciał. Żadnego oporu, sprzeciwu, kombinowania. No i niestety była nadmiernie eksploatowana, bo na niej miało się wrażenie, że umie się jeździć, więc każdy chciał Pestkę, każdy chciał czuć się super jeźdźcem.
Donos z kolei był typowym koniem szkółkowym – czyli „co tu zrobić, żeby się nie narobić”. Ponieważ miał różne pomysły na nierobienie, nie należał do stawki najbardziej pożądanych koni, chociaż nie powiem, miał kilku zagorzałych wielbicieli. Z jakiś względów ja byłam taką wielbicielką. Jaka byłam szczęśliwa, gdy po raz pierwszy zagalopował mi ze stępa! Na Pestce wszystko było pestką.
Truskawka i Duszek
Dlaczego o tym piszę? Bo dotarło do mnie, że Truskawka i Duszek to jakby wcielenie Pestki i Donosa. Teraz coraz więcej jeżdżę na Truskawce i zaczynam myśleć, że potrafię jeździć. Ona jest koniem, na którym jest po prostu łatwo. Prosisz – ona to robi wzorcowo, na podniesioną energię, i robi tak długo, dopóki nie poprosi się o coś innego.
Duszek kombinuje. Taki ma cykl: kombinuje, widzi, że kombinowanie nie wyszło, przez pewien czas jest podporządkowany, a potem znowu kombinuje. Poza tym jest koniem krótszym niż Truskawka i mniej chętnie się rusza. Te dwie cechy powodują, że na przykład trudno jest mi utrzymać na nim galop na dłuższym odcinku. Przechodzi do kłusa, ja mu mówię „o nie kochany”, znowu galopuje, znowu dwa kroki kłusa. Powoli wydlużamy odcinki galopu, ale na Truskawce po prostu płynie się w galopie, a na nim trzeba czuwać, żeby nie płynął tak, jak sam chce.
Pestkę i Donosa poznałam ileś lat temu w jednej z podwarszawskich stajni. Pestka była koniem, których w szkółkach ze świecą szukać. Bez względu na to, kto na niej siedział, zgadywała jego myśli i reagowała tak, jak jeździec – lepszy, gorszy, kiepski, byle jaki – chciał. Żadnego oporu, sprzeciwu, kombinowania. No i niestety była nadmiernie eksploatowana, bo na niej miało się wrażenie, że umie się jeździć, więc każdy chciał Pestkę, każdy chciał czuć się super jeźdźcem.
Donos z kolei był typowym koniem szkółkowym – czyli „co tu zrobić, żeby się nie narobić”. Ponieważ miał różne pomysły na nierobienie, nie należał do stawki najbardziej pożądanych koni, chociaż nie powiem, miał kilku zagorzałych wielbicieli. Z jakiś względów ja byłam taką wielbicielką. Jaka byłam szczęśliwa, gdy po raz pierwszy zagalopował mi ze stępa! Na Pestce wszystko było pestką.
Truskawka i Duszek
Dlaczego o tym piszę? Bo dotarło do mnie, że Truskawka i Duszek to jakby wcielenie Pestki i Donosa. Teraz coraz więcej jeżdżę na Truskawce i zaczynam myśleć, że potrafię jeździć. Ona jest koniem, na którym jest po prostu łatwo. Prosisz – ona to robi wzorcowo, na podniesioną energię, i robi tak długo, dopóki nie poprosi się o coś innego.
Duszek kombinuje. Taki ma cykl: kombinuje, widzi, że kombinowanie nie wyszło, przez pewien czas jest podporządkowany, a potem znowu kombinuje. Poza tym jest koniem krótszym niż Truskawka i mniej chętnie się rusza. Te dwie cechy powodują, że na przykład trudno jest mi utrzymać na nim galop na dłuższym odcinku. Przechodzi do kłusa, ja mu mówię „o nie kochany”, znowu galopuje, znowu dwa kroki kłusa. Powoli wydlużamy odcinki galopu, ale na Truskawce po prostu płynie się w galopie, a na nim trzeba czuwać, żeby nie płynął tak, jak sam chce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)