29 lip 2009

Rękawica, part two




W nawiązaniu do tego posta, w którym opisywałam nieudaną diagnostykę znieczuleniami Campinowej kulawizny oraz moje "podniesienie rękawicy" rzuconej przez naszego przemiłego Pana Doktora, oznajmiam iż pojedynek PNH kontra dutka się odbył. Odbył się z dużym opóźnieniem - nie ze względu na słabość PNH, tylko na "przygody z Brytanią", o których nieco tu pisałam. Brysieńka nie za wiele dawała mi wytchnienia i czasu na trenowanie z Campi, myślę, że sam stan gotowości do zastrzyków był po około 2 tygodniach osiągnięty - potem wzięłam kurs na klinikę, potem była walka z kolkami, ostatnio nabrałam nieco oddechu i umówiłam się wreszcie na diagnostykę.

Campina pozwoliła sobie zrobić (bez dutki, stojąc na luźnej linie na korytarzu stajni) 4 zastrzyki podskórne, jeden głębszy "dość nieprzyjemny" oraz jeden wybitnie głęboki, na przyczep mięsnia międzykostnego "bardzo nieprzyjemny" (mówił doktor, krzywiąc się boleśnie), absolutnie nie podskakując, lekko tylko podkarmiana marchewkami. Następnego dnia zero opuchlizny. Pan doktor z przykrościa powiadomił, iż zwraca mi (i PNH) honor. No.

Cóż mam rzec, ja tortury wymyślałam. Nauczyłam Campinę akceptacji całkiem konkretnego wbijania wkręta w nogę. Zastrzyk naprawdę jest mniej nieprzyjemny :P Poza tym potrafię teraz bardzo dokładnie określić, kiedy ona nogę zabierze, a kiedy nie - i igła niewiele tu zmienia. Bardzo to przydatne, pracuję jeszcze nad asertywnością w stosunku do pana doktora. Powiedziałam mu ostatnio (wczoraj miała powtarzane pierwsze znieczulenia dla pewności), że "teraz nie ma sensu kłuć, bo wyrwie" - a on, że igła dobrze siedzi, podłączył strzykawkę i... wyrwała. Chwilę później posmyrałam nogę, powiedziałam, że nie wyrwie - nawet nie drgnęła. Trzeba go było sprać po łapach. Następnym razem tak zrobię. Naprawdę trochę znam tego konia. Lepiej niż on i jego dutki. Kropka.

To drugi koń w naszej stajni tą metodą nauczony bezstresowego podejścia do zastrzyków w nogę. Ludzie podglądają i wierzą, że tak się da - o to chodzi :) Nikt już się nie śmieje z wariatów z uporem maniaka kłujących wkrętami, wykałaczkami i sprzączkami swoje zwierzaki na korytarzu stajni.

Mały Lucyferek trochę już opanowany, nie jest takim dzikim taranem, chociaż oczywiście do wrażliwości na sygnały naszej świętej trójcy mu jeszcze daleko. Pracujemy też nad nastawieniem do pakowanej w paszczę strzykawki, regularnie karmiony bobofrutem nadal ma uraz! To niesamowite, jak można brutalnym traktowaniem solidnie zrazić konia do prostych zabiegów :( Daje się całkiem spokojnie kąpać, robić sobie kopytka - o ile ma na oku inne konie. Całkiem sympatyczne z niego diablątko :) i przestał kryć wszystko co się rusza - tylko z Campiną boję się go puścić, chodził już z Brytanią i z Wiedźminem.

Dalej będzie weterynaryjnie, więc niezainteresowani mogą pominąć tę część postu.

Najpierw o efektach znieczuleń Campiny: międzykostny czysty, znieczulenia wskazały na pęcinę - czyli też staw, podobnie jak u Wiedźmina (swoją drogą jestem coraz bardziej przekonana, że "czegoś" z minerałów brakuje im w żarciu). Ponieważ kulawizna była nieznaczna, a mamy taką wspaniałą możliwość, zaczęłam leczenie fizykoterapią: naświetlanie laserem i krioterapia. Efekty były świetne, po 3 dniach chodziła praktycznie czysto. Niestety później była kolejna "afera" w stajni, w efekcie której kulawce fruwały dzikim galopem przez jakieś 5-10 minut - no i jest gorzej niż było na początku, w związku z czym wraca niestety opcja zastrzyku dostawowego ze sterydu. Zobaczymy czy się nie poprawi w ciągu tygodnia po fizykoterapii, na co po cichu bardzo, bardzo liczę...

Brytania nie kolkuje od dwóch tygodni. Nie ma biegunek. Czuje się dobrze, wcina siano na sucho w dużych ilościach, powoli dostaje też suchą paszę "treściwą", chociaż na razie jest to bezziarnowy granulat (prasowana trawa). Testowałam tę paszę na Campinie po zatruciu, bardzo jej służyła jako przejściowa. Młoda zjadła też opakowanie Pronutrinu, zgodnie z zaleceniami z kliniki, terapia hormonami również już zakończona. Nawet suplementów bakterii jelitowych jej chwilowo nie daję, za to wprowadzam trawę. Jedyne dziwne urozmaicenie w diecie, to codzienny mesz, myślę, że jeszcze jakiś czas ją na tym meszu potrzymamy. No i na ściółce niesłomianej - skończyły nam się wióry, niedługo przestawiamy się na torfik i zobaczymy jak się sprawdzi. Co pomogło? Moim zdaniem odrobaczanie... po raz n-ty, a może nawet n+pierwszy. Dostała Equimax - co wskazywałoby jednak na tasiemca. Na wszelki wypadek jej powtórzę to odrobaczenie jeszcze, teraz się łamię - po 4 czy po 6 tygodniach?

Poza tym trzeba dać sobie kopa i zacząć, oprócz wideł, bawić się też z końmi. Brysia nie ma przeciwwskazań do ćwiczeń, a z Wiedźminem i Campiną w stępie też można delikatnie pracować.

28 lip 2009

Zainspirowana i zmotywowana piknikiem

__________
W sobotę mieliśmy naturalsowy piknik. Zorganizowany przez Sylwię, odbył się w jej stajni, czyli Olendrze. Zabawa była super, ale nie była to tylko zabawa. Też nauka i źródło wielu pomysłów.

Moja nauka zaczęła się od Indiego, konia Kasi. Kasia przywiozła dwa swoje konie, ja ze względu na koszty transportu byłam bezkonna, więc zadeklarowałam chęć zabawy z Indim. Nie wiem, skąd wzięło się moje przekonanie, że Indi to oaza spokoju. Myślałam, że to taka wersja Truskawki minus zapędy dominacyjne. Oj, jak się myliłam. Prawopółkulowiec w stopniu, z jakim nie miałam do tej pory do czynienia. Tak właściwie przez większą część naszych kontaktów był to koń-żyrafa, z wytrzeszczonymi oczami wypatrujący jakiś strachów na biegnącym wzdłuż placu zabaw wale. W sumie trudno mu się dziwić, znalazł się w nowym miejscu, wokół pełno ludzi i dziwacznych przedmiotów i jeszcze obca baba się uczepiła. Sukcesem moim było, że mnie nie stratował i że po pewnym czasie zrobił kilka rzeczy, o które go poprosiłam: slalom pomiędzy pachołkami, squeeze nad przeszkodą, squeeze pod fruwającymi taśmami i postawił nogę na podeście. Co prawda nie wkładał serca w to, co robił, był nadal mocno rozproszony, ale coś jednak się udało. Zdecydowanie największym sukcesem było, gdy stanął przy mnie, opuścił zrelaksowany głowę i zaczął przeżuwać. W tym momencie zakończyłam naszą sesję.

Ciąg dalszy nauki nastąpił dziś, gdy postanowiłam wykorzystać na własnych śmieciach pomysły piknikowe.

Pomysł nr 1 – przejeżdżanie pod fruwającymi taśmami. Nie wiem, dlaczego nigdy mi to nie przyszło do głowy. Robiliśmy to wielokrotnie z ziemi, ale nigdy z siodła. Udało się! Najpierw w stępie, potem w kłusie. Galopu nie próbowałam, bo galop na małej ujeżdżalni, gdzie mam zgromadzone zabawki, jest jak na razie poza zasięgiem naszych możliwości. Introwertyczność Duszka potrzebuje długich linii.

Pomysł nr 2 – wchodzenie na podest (znowu z siodła). Ten pomysł nie był dla mnie nowy, próbowałam kilkakrotnie, ale nigdy nie udało mi się przekazać Duszkowi, o co mi chodziło. A dziś – podjechaliśmy, skupiłam się na podeście i Duszek dumnie stanął przednimi nogami. Przećwiczyliśmy zejścia do przodu, zejścia cofaniem – żaden problem, Duszek mówił „chcesz, to masz”. Tak naprawdę nie wiem, co zrobiłam, że akuart dziś zadziało.

Rozsiodłałam Duszka i wypuściłam na chwilę na ujeżdżalnię. Jak wypuściłam, pomyślałam, że zobaczę, czy uda nam się coś zrobić na wolności. I oto co nam wyszło:

1. przywołałam, przykłusował, pokazałam ręką podest, wszedł – w każdej wersji: dwoma kopytami, czterema, po długiej linii, po krótkiej
2. squeeze nad przeszkodą
3. ósemka w stępie.

No cóż, nie będę dłużej ukrywać tej oczywistej oczywistości. On jest po prostu genialny.

13 lip 2009

50%

_________
Mycie Duszka. Kubełek, woda, gąbka, Manusan i idziemy na padok, bo tam wygodnie. Duszek łyp na gąbkę, wącha. Wyciągam gąbkę w jego kierunku, a Duszek w nogi, odsuwa się. W tym momencie otworzyła mi się w głowie jakaś klapka i z zakamarków umysłu wyfrunęły dwie uwagi Berniego. Zapytany kiedyś, dlaczego nagle podczas siodłania Duszek zaczął uciekać od siodła, odpowiedział „Maybe he was questioning your leadership”. I druga: „zawsze macie 50% szans na trafienie, dlaczego koń odmawia wykonania czegoś”. Do tej pory moim pierwszym strzałem było założenie, że Duszek się boi, a ponieważ to taki słodki chłopczyk, trzeba go utulić. Tym razem pomyślałam: o nie, koniu, gąbka to żadna nowość, nice try, jak mówią bracia Amerykanie, ale nie będzie żadnych approach-and-retreat. I, jak mawia Zbyszek-Oblubieniec, „zrobiłam lidera”. Duszek znowu łyp i jeszcze jedna próba. Znowu robimy lidera. Bingo! Chłopak spojrzał i wyraźnie w jego oczach widziałam, że mówi: trudno, tym razem się nie udało, jesteś górą. I stanął spokojnie, całkowicie zrelaksowany. W rezultacie mogłam go umyć na wolności, a potem na wolności opłukać wodą ze szlaucha. Bardzo ważna lekcja dla mnie.

Do następnego razu, Dusiaczku.

Przy okazji dzisiejszego mycia zauważyłam, że proces jaśnienia Duszka postępuje. Na początku roku zaczęła Duszkowi jaśnieć grzywa, dziś zauważyłam, że u nasady pojaśniał ogon. Może z rudego zrobi się izabelek? Byłoby cudnie, bo to moja ulubiona maść.

10 lip 2009

Brytania: walczymy.



Kolejne hipotezy:
1. Boleści wynikają z dolegliwości jajnika, nie jelit. Sprawdzenie: USG kontrolne, lekarka wykonujaca badanie nie widzi nieprawidłowości w jajnikach. Zrobione zdjęcia, wyślę dzisiaj do kliniki, zobaczymy co wyniknie z porównania. Ogólnie: nisko prawdopodobna opcja. Nadal nie wiadomo skąd u niej cyce jak u mlecznej krowy... Prolaktyna, podwzgórze, OK - ale skąd rozregulowanie podwzgórza?! Jedynej opcji, która mi się kojarzy, nawet tu nie napiszę. Niech będzie, że coś jest rozregulowane i się ureguluje...
2. Tasiemiec. Zawsze opieraliśmy się na badaniach kału, a tam wychodziły stadami robaki obłe - słupkowce małe, duże, glisty. Odrobaczenie było celowane w te własnie pasożyty. Prazikwantel (srodek na tasiemce) ostatnio był podawany młodej w listopadzie. Tasiemca ciężko wykryć. Artykuły w koniach polskich i innych podobnych "fachowych pismach weterynaryjnych" wspominają, że to niedoceniany problem... Pasożyt przenoszony jest przez roztocza, jaja roztoczy w kale też miała stwierdzone. Tereny podmokłe, blisko lasu, może to jest to?? Działanie: dostała kolejne odrobaczanie, tym razem dawkę Equimaxa na 1,5 swojej wagi. Zobaczymy. Wg dr. Samsela też nisko prawdopodobne.
3. Wrzody, ale w dalszym odcinku przewodu pokarmowego - za radą dr Samsela podamy jednak jedno opakowanie Pronutrinu. Zamówiony, już przyszedł, zobaczymy.

W tej chwili młoda ma masakryczną biegunkę. Krowie placki to mało powiedziane... Wetka która była u nas z USG sugeruje, że może to byc spowodowane dopaszcznymi hormonami. Skonsultuję tę możliwość z dr. Samselem dzisiaj... Poza tym czuje się dobrze, jest żwawa i wesoła, najchętniej by coś zbroiła. No i wiecznie głodna.

Poza tym Bryś testuje siatke na siano naszej produkcji, z sieci rybackiej tkanej na zamówienie :) Wygląda optymistycznie, dużo się mieści, koń radzi sobie z wybieraniem siana (moczonego), tylko strasznie szarpie te siatkę. Nie wiem jak długo "sieć rybacka" to wytrzyma. Zobaczymy.

Od poniedziałku dostaje też co wieczór mesz (z enterofermentem). O dziwo zaczął jej smakować i przestało jej przeszkadzać, że klei ryjek. Wcina chętnie.

Poza tym chodzimy na spacery, staramy się chociaz raz dziennie ją przewietrzyć. Wychodzi też na piasek, żeby się poruszać.

...od trzech dni bez kolki...

5 lip 2009

Przecież miało już być dobrze!!



...a dzisiaj Brytania znowu ma brzuchowe bóle. Tętno skoczyło do 55, spocona, brzuch duży. Dostaje tylko siano, 15 minut była na trawie. Jestem szczerze załamana :( :( :( i siedzę jak na szpilkach, bo jestem w domu a nie w stajni, czekam na wieści... co z nią w końcu jest?.. :(