
U nas słońce trochę zza chmur wylazło, i dosłownie, i metaforycznie... Kobyłka z zatrucia właściwie "już" wyszła - nadal jest na specjalnej paszy, ale z meszem codziennie nie jeżdżę chociaż :P
Grzyby też schodzą, łyse placki troszkę porosły:

Za to mamy inne łyse placki - wygolona szyja po wkłuciach dożylnych i hmmm... pamiątka na ganaszu od sąsiada z boksu obok, który nie wytrzymał w końcu wiecznego "szczurzenia się" Campi i oddał z zęba ;) Także prawa strona wygląda jak małe pobojowisko...:

Powoli mniej czasu schodzi na leczenie i jedzenie (meszu), więcej na zabawy. Głównie chodzimy w tereny. Staram się, o ile towarzystwo to umożliwia, żeby młoda szła w miarę żwawym krokiem. Czasami się udaje, czasami - szczególnie jeśli towarzyszy nam Brysia - wychodzi emerycki spacerek ;) Pilnuję "trzymania pozycji" względem mnie, ćwiczymy przejścia stój-stęp-kłus we wszystkich konfiguracjach, dokładając po kilka kroków cofania. Poza tym - w przerwach na łące - ćwiczymy sobie to, na czym skończylyśmy ostatnio, czyli ustępowanie zadem i przodem w moim kierunku. Docelowo ma to być krok w bok do mnie - no i ostatnio nawet się udało :) Trochę przypadkiem wyszło, poprosiłam o przysunięcie zadu, potem przeszłam do przodu i dostałam sideways :) Wzmocnienie pozytywne zupełnie chore jak na styczeń - czyli pozwolenie na pasienie ;)

Usiłuję wyobserwować, kogo teraz Campi ma w stadzie za kumpla. Czasu na obserwację stada nie ma za wiele, ale ostatnie spotrzeżenia (z tego weekendu) + spójne z nimi wrażenia Ani, nieco mnie zdziwiły. Otóż Campina, spuszczona ze sznurka po zabawach, przegoniona przez któregoś wałacha, poleciała do... Wiedźmina i Brytanii!

Przy nich na chwilę zaparkowała, potem Wieśka ktośtam przestawił, za chwilę ona sobie gdzieś poszła... ale jednak. Dzisiaj jak przyszłam, pasła się sama, ale niedaleko stadka, w którym były te dwa.
5 komentarzy:
Jak robisz ustępowanie zadem i frontem do siebie?
super, że wszystko na dobrej drodzie:))
a jak w końcu wyleczyłaś grzyba?
Aniu - ustępowanie do mnie robię tak, że stojąc po jednej stronie konia, przekładam karota na drugą i lekko pukam w zad/łopatkę. W tej chwili na "wycieraczkę" po drugiej stronie zwierza już czasami reaguje ustąpieniem w bok do mnie. Szczególnie jeśli za poprzednie ustąpienie dostała kawałek marchewki :P (tak, wprowadzam wzmocnienie pozytywne do nauki nowych elementów - Napiszę o tym next time ;))
Magda - grzybek jeszcze resztkowo jest, doleczymy na wiosnę, jak się sierść zmieni na krótszą i będzie można kąpać i jakby co podgolić, nie ryzykując przeziębienia. Leczenie do tej pory: szczepionka "ogólnoodpornościowa" z bakterii Priopionibacterium acnes + jedna kapiel w Mycoficie na jesień. No i dieta - młoda jest teraz na paszy + mesz 2 x w tygodniu, widać z zachowania i wyglądu, że jej to służy :)
Kurczę, ale w zestawie wyższy koniem + niska osoba może być cięzko. Ja przesuwam tak Duszka jak chcę go lepiej ustawić przy schodkach, ale wtedy jestem wyżej. Z ziemi nie dam rady.
To może poćwiczyć jeża? Najpierw osobno np. savvy string po "tej drugiej stronie" wokół szyi i uczymy ustąpienia przodem, potem to samo z zadem, potem wokół kłody jako sideways?
Mnie się ostatecznie marzy taki efekt jak widziałam na kilku filmikach - człowiek stoi przodem do boku konia, zarzucenie stringa na grzbiet, cofnięcie się i "ciagnięcie konia na stringu" (oczywiście bez ciągnięcia, bo drugi koniec wolny, potem już koń idzie nawet jak SS spadnie mu z grzbietu).
A przydatność oczywista do wsiadania właśnie... Ja próbowałam z podwyższenia z rudą ćwiczyć, ale ponieważ sięgam z ziemi i z ziemi jest wygodniej, to uczę z ziemi. Jak juz to wypracujemy bez problemu, to przy podwyższeniu będziemy ćwiczyć "sweet point" ;)
Prześlij komentarz