19 paź 2013

Pozytywny dzień

Campinie najwyraźniej się ostatnie zabawy podobają. Dziś, kiedy zobaczyła, że ludzie zbliżają się do ich wybiegu, rozgoniła towarzystwo od bramki na cztery wiatry - i czekała.

Jako rozgrzewka przed czyszczeniem pod siodło, były zabawy na placu zabaw - dawno niepraktykowane. Od zeszłego roku, kiedy to naraziłam się rudzielcowi nieudaną pochylnią (przypomnienie tu i tu), byłyśmy na tymże placu może 4, 5 razy. Ostatnio mocno uparłam się na mostek - i po dość długiej dyskusji doszłam do etapu wejścia czterema nogami bez natychmiastowej ewakuacji. Dziś mamy sukces - najpierw przypomnienie ostatniej sesji, a później prośba o przejście od drugiej (bardziej stromej) strony. Weszła, doszła do środka, zatrzymała się i zawahała hmm... tu już byłam... - już wtedy wiedziałam, że wygrałam tę grę. Faktycznie, moment zastanowienia i koń ruszył, spokojnie przeszedł przez mostek. Nie prosiłam o powtórkę. Czułam, że tym razem lepiej skończyć po jednym przejściu. Wiem, że następnym razem będzie już przechodziła bez wahania (może poza pierwszym podejściem) - wreszcie czuję, że ten problem jest rozwiązany...
Ruda też to poczuła - była wyraźnie zadowolona z siebie. Sznurki poszły na trawę i reszta zabaw była już na wolności, prośba-odpowiedź-chwila na trawę - bardzo chętnie współpracowała. Kłus po plandece, wskok na bankiet, zagalopowania, przeciskanie między dwoma rzędami opon - nie chciałam wymagać niczego wielkiego, ale ogólnie już na placu nie mamy zabawek, które byłyby dla nas problematyczne.

Później czyszczenie i pod siodło. Znałam jej nastrój (bardzo pozytywny i energiczny), więc rozgrzewki "psychicznej" szczególnie długiej nie musiałyśmy robić. Tyle co kilka zakłusowań, żeby dociągnąć popręg, i obejście placu, żeby się upewnić, że nigdzie się potwory nie czają. Energiczne zabawy były na placu zabaw - przed wsiadaniem jednak, w związku z planowanymi zadaniami, wolałam trochę ją "uśpić". Sukcesy: po poprzedniej sesji koń zrozumiał, że można stać z człowiekiem na grzbiecie. Stoi spokojnie, rozluźniona i rusza dopiero na sygnał. Drugi sukces to ustępowanie zadem w prawo, bardzo ładnie jej wychodzi. W lewo jest gorzej - denerwuje się trochę, kilka razy zabierała głowę. Kombinuję, że to może być przez moją asymetrię dosiadu, bo jak się starałam pilnować, żeby poprawnie siedzieć, to było jakby lepiej. W każdym razie nad tym trzeba będzie jeszcze popracować. Testowo poprosiłam o kłus na długiej ścianie, ale jeszcze na to za wcześnie. Czułam, że sygnał odebrała, zrozumiała, wyciągnęła stęp, ale coś ją przytrzymało. Nie chcę pchać, więc podziękowałam za to, co dostałam. Na razie wystarczy. Spróbujemy rozkręcić się w terenie - tam z zakłusowaniem nie ma problemu, droga ciągnie - i wtedy wrócimy na plac.

Zimę się już czuje w powietrzu wyraźnie... Rano są przymrozki. Mam nadzieję, że trawa nie zaszkodzi kucom. Póki co, nie widać, żeby miały z nią problem. Suplementowane kopytka rosną elegancko. Żadnego macania nie obserwuję.

2 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Skąd masz taki mostek? Ja w obecnej stajni nie mam żadnych zabawek. Kiedyś miałam podest, ale Dawid-właściciel w stajni poprzedniej-poprzedniej przejechał go samochodem i podest zginął śmiercią tragiczną. Z kolei w poprzedniej były pieńki, na tyle duże że można było na nie włazić. Tu nic nie mam. Ostatnio Truskawka zapytała, czy ma włazić na plastikowe krzesełko, z którego zamierzałam na nią wsiąść. Nie był to dobry pomysł.

dea pisze...

Zabawki są elementem wystroju stajni - stajnia jest nastawiona pronaturalsowsko i są plany rozkręcenia m.in. końskiego agility, stąd taki "tor przeszkód". Jak się ogarnę z dyplomem, to mam nadzieję, że będziemy brać udział - co najmniej z kucami. A póki co, ćwiczymy sobie bez publiki, co nam przyjdzie do głowy, dzieląc się wrażeniami tylko ze sobą nawzajem :)

Brakuje mi jeszcze starych dobrych drągów i kawaletek. Trzeba będzie pogadać na ten temat. Ruda uwielbia drągi. Niewiele jest rzeczy, przy których ona wygląda, jakby naprawdę chciała pracować - nie tylko zasłużyć na marchewkę/trawę.