3 kwi 2012

Nie bawić się z czyimś koniem?...

Przecież zawsze kończy się tak samo. Przychodzi czas rozstania i tęsknię. Mam wątpliwości. Te myśli - czy gdzieś tam, kiedy go nie widzę, jest szczęśliwy? Przecież tego chciałam, tego chcę. Pomogłam coś? Udało się? Czy, pokazując mu inny świat, zrobiłam coś dobrego, czy może krzywdę?

Jeden bardzo specjalny Czarny Koń trafił w końcu do nas, choć nie wierzyłam, że to będzie możliwe. Mam nadzieję, że zostanie, choć na jakiś czas. Jeśli pójdzie, to tylko w Naprawdę Dobre Ręce.

Pozostałym wysyłam myśli: bądźcie szczęśliwe... Albo chociaż - wybaczcie.

Może mi się uda nie pchać palców między drzwi na przyszłość.
Ewentualnie tylko między takie otwierane fotokomórką :P
[mamrot mamrot, niewyuczalna! uparta! odpuść! sztorcuje mnie moje rozsądniejsze Ja. Pewnie znowu nie posłucham... czym jest życie bez emocji? Pustka przed telewizorem... Hmm... ale przecież ja nie mam telewizora? No właśnie... To już chyba nie będę żyć normalnie.]

Pięknie dziś księżyc świeci, mocny już, rozjaśnia chmurki. Za trzy dni pełnia. Może dlatego mam taki nastrój na wycie do księżyca. A może to ten Mars Lwiego Regulusa dręczy.

3 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Trzymam kciuki, żeby została na zawsze. Nie znam jej, ale ją lubię. Bo to Sekwana, tak?

Anonimowy pisze...

Dokądkolwiek pójdzie, On nigdy nie zapomni.
A Mars, wojowniczy z natury, upoluje Lwa i popędzi w kierunku Panny.

dea i Campina pisze...

Tak, to Sekwana. Zobaczymy jak będzie, sytuacja jest daleka od stabilnej. Masz wyczucie, Czarnulka daje się lubić, masowo podbiła serca w nowej stajni - wyglądem, zachowaniem, ruchem. Jakby nas życie zmusiło, to już raczej jestem spokojna, że dobry dom się znajdzie :)



...mógłby ten Mars porwać Pannę i przywlec Lwu na pożarcie!... No chyba że Lew zostanie skutecznie upolowany, to już mu wszystko jedno będzie, odda się robakom i zapomni o głodzie.