Miejsce akcji:
Pomieszczenie w centralnej części stajni. Stajnia jest tak zbudowana, że ciąg boksów angielskich jest rozdzielony na dwie części pomieszczeniem, które ma drzwi wychodzące na tę samą stronę, na którą otwierają się boksy. Z tyłu za tym pomieszczeniem i za boksami biegnie wąski korytarz, służący do roznoszenie słomy i pasz do boksów.
Okoliczności:
Zwyczajowo wieczorem, jak wszystkie konie są już w stajni, wypuszczam Duszka i Truskawkę na teren przystajenny, gdzie sobie swobodnie chodzą, a ja zajmuję się sprawami końsko-gospodarczymi.
Wersja LBI
Kręcąc się po stajni zapomniałam zamknąć drzwi do tego pomieszczenia. Nagle widzę, że nie ma Truskawki. Szukam i gdzie ją znajduję? Nie, nie w tym pomieszczeniu. Weszła tam, widocznie nic ciekawego nie znalazła, poszła dalej, tzn tym ciasnym korytarzykiem i zaparkowała przy swoim boksie, tyle że od tyłu. Było tam tak ciasno, że nie dałam rady przejść obok niej, żeby znaleźć się przed nią. Musiałam wejść przez boks i od przodu ją wycofałam. Gdy doszłyśmy do części szerszej, gdzie mogła się obrócić, wykorzystała tę możliwość dla swoich celów i skręciała w drugą stronę, tam, gdzie stoi jej wielbiciel Kaper. Tym razem nie chcialam przechodzić przez obce boksy, żeby ją zajść od przodu, więc na ogromnym wdechu i z wciągniętym brzuchem przepchałam się między nią a ścianą, co jej w ogóle nie przeszkodziło w kontemplowaniu urody jej chłopaka . Parelli mówi, że konie są klaustrofobikami. Ona nie jest.
Wniosek dla mnie: uczymy się cofania jeżem za ogon.
Wersja RBI
Jak wchodzę do tego pomieszczenia, Duszek często wsuwa kawałeczek nosa i patrzy, co tam robię. Postanowiłam to wykorzystać. Stanęłam pod przeciwną ścianą zupełnie zrelaksowana, bokiem do wejścia żeby zdjąć z niego presję i łypałam, co on robi. A on robił dużo: w ruch poszła gęba i uszy. Przeżuwał, a uszy chodziły naokoło. Po jakimś czasie malutki kroczek do przodu i znowu gęba i uszy. Nie wie, ile czasu to trwało, ale w końcu wszedł i powolutku, robiąc sobie przerwy przeżuwająco-uszaste dotarł do mnie. Bardzo byłam z niego dumna, bo od początku do końca była to jego decyzja. Naturalnie, dostał cukierka.
Wniosek dla mnie: będziemy to powtarzać, bo jest to fanatstyczna zaprawa do wchodzenia do przyczepy. Mam nadzieję, że korytarzyk też Duszek zdobędzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz