.... a potem była zmiana i szpak dziobał bociana.
A ja donoszę, że na
froncie luzakowania przekroczyłam barierę trzymania się schematu szpaka
dziobiącego bociana. Poprzednio Truskawka
była luzakiem, w poniedziałek – Duszek.
Na początku było nieco
trudniej niż ostatnio – byliśmy sami na ujeżdżalni i nie miałam komu oddać
Duszka do potrzymania podczas wsiadania. Co prawda Truskawka jak zwykle pięknie
ustawiła się przy piramidzie z opon wykorzystywanych przeze mnie jako schodki
do wsiadania, ale rudy ją zaczepiał, co powodowało, że się odsuwała. Gdy w
końcu dał jej spokój i mogłam wsiadać, ze swoimi pieszczotami przerzucił się na
mnie i złapał mnie za kurtkę w momencie, gdy byłam w powietrzu. Na szczęście nie ściągnął mnie na ziemię, trzymał
delikatnie i zaraz puścił (on z upływem lat robi się coraz bardziej
paszczowo-rozrywkowy).
A potem było już
tylko super! Duszek lepiej sprawdza się
w roli konia podążającego, z kolei ona jako prowadząca nie rozprasza się co pół
sekundy widząc plamkę na ziemi, przewalony słupek czy złamaną gałązkę. Nie
przypadkiem w Zielonym Zakątku ona go
wyprowadziła z padoku i poprowadziła w siną dal, a on poszedl za nią jak przysłowiowe ciele na rzeż.
Jeżdziliśmy tylko
stępem, bo po pierwsze chciałam się oswoić z nowym, a po drugie była taka
gruda, że nawet gdym chciała, szybciej byśmy nie ruszyli. Ćwiczyliśmy zmiany
kierunku, zatrzymywania, cofania – nudno nie było. W trakcie wydzwoniłam stajennego, który porobił
nam milion zdjęć. Pod koniec tak oswoiłam się z ilością sznurków w łapach, że
sama byłam w stanie zrobić oryginalne :) ujęcie „widok z konia na konia”.
Miałam jeszcze jeden
powód do radości. Ostatnie kilka wsiadań
na Truskawkę było totalną porażką. Przeżywam jakiś regres – znowu się
usztywniałam i bolał mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić i świadomość,
że dyskomfort przenosił się na nią zganiała mnie z konia po 15 – 20 minutach. Tymczasem w poniedziałek jeździłam ponad godzinę i jak
zeszłam, dotarło do mnie, że kręgosłup ani przez chwilę nie bolał. Taki dodatkowy
bonus!
Poniżej zdjęcia z
tego wydarzenia: niby ich dużo, ale nie
mogłam się powstrzymać, a poza tym jest to tylko jakiś tam procent tego, co mam.
Na żadnym zdjęciu Duszek nie napinał
liny!










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz