23 sty 2015

Było tak: bociana dziobał szpak

.... a potem  była zmiana i szpak dziobał bociana.

A ja donoszę, że na froncie luzakowania przekroczyłam barierę trzymania się schematu szpaka dziobiącego bociana.  Poprzednio Truskawka była luzakiem, w poniedziałek – Duszek.

Na początku było nieco trudniej niż ostatnio – byliśmy sami na ujeżdżalni i nie miałam komu oddać Duszka do potrzymania podczas wsiadania. Co prawda Truskawka jak zwykle pięknie ustawiła się przy piramidzie z opon wykorzystywanych przeze mnie jako schodki do wsiadania, ale rudy ją zaczepiał, co powodowało, że się odsuwała. Gdy w końcu dał jej spokój i mogłam wsiadać, ze swoimi pieszczotami przerzucił się na mnie i złapał mnie za kurtkę w momencie, gdy byłam w powietrzu.  Na szczęście nie ściągnął mnie na ziemię, trzymał delikatnie i zaraz puścił (on z upływem lat robi się coraz bardziej paszczowo-rozrywkowy).

A potem było już tylko super!  Duszek lepiej sprawdza się w roli konia podążającego, z kolei ona jako prowadząca nie rozprasza się co pół sekundy widząc plamkę na ziemi, przewalony słupek czy złamaną gałązkę. Nie przypadkiem  w Zielonym Zakątku ona go wyprowadziła z padoku i poprowadziła w siną dal, a on poszedl  za nią jak przysłowiowe ciele na rzeż.      

Jeżdziliśmy tylko stępem, bo po pierwsze chciałam się oswoić z nowym, a po drugie była taka gruda, że nawet gdym chciała, szybciej byśmy nie ruszyli. Ćwiczyliśmy zmiany kierunku, zatrzymywania, cofania – nudno nie było.  W trakcie wydzwoniłam stajennego, który porobił nam milion zdjęć.  Pod koniec tak oswoiłam się z ilością sznurków w łapach, że sama byłam w stanie zrobić oryginalne :) ujęcie „widok z konia na konia”.



Miałam jeszcze jeden powód do radości. Ostatnie kilka wsiadań na Truskawkę było totalną porażką. Przeżywam jakiś regres – znowu się usztywniałam i bolał mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić i świadomość, że dyskomfort przenosił się na nią zganiała mnie z konia po 15 – 20 minutach. Tymczasem  w poniedziałek jeździłam ponad godzinę i jak zeszłam, dotarło do mnie, że kręgosłup ani przez chwilę nie bolał. Taki dodatkowy bonus!      


Poniżej zdjęcia z tego wydarzenia:  niby ich dużo, ale nie mogłam się powstrzymać, a poza tym jest to tylko jakiś tam procent tego, co mam.  Na żadnym zdjęciu Duszek nie napinał liny! 

























Brak komentarzy: