Do galopów nam jeszcze daleko, ale zdecydowanie czuję przyrost wzajemnego zaufania i zrozumienia z siodła z rudzielcem. Niesamowite jest uczucie, że w siodle już nie tylko pojedyncze literki omawiamy, ale zaczynamy dyskutować, rozwiązywać zagadki.
1. Misja "objechać plac"
Pisałam o tym (prostym) zadaniu, jakby było skakaniem przez płonące obręcze, prawda? ;) Czułam, że to dla nas ważne, wiec skupiłam się na nim i pozwoliłam mu zająć tyle czasu ile trzeba. Jak zwykle, nie chodzi o konkretne zadanie czy też zdanie potencjalnej loży szyderców - chodzi o relację, a nad tą właśnie, tym razem w wariancie "z siodła", pracujemy. Poprzednia sesja na placu zakończyła się objechaniem wszystkich czterech ścian, z jednym minimalnym zawahaniem, w obu kierunkach. Zdecydowanie usatysfakcjonowana, zakończyłam. Zarówno sesję, jak i długoterminowe zadanie.
2. Terenowo
Poprzedni teren: próby wsiadania na drodze, na której wcześniej nie wsiadałam. Rude ogólnie dość niespokojne, co objawiało się niemożnością ustania w miejscu. A może to ja niespokojna... Dwa razy kobyła wtuptała w boczną drogę podczas postoju "na pasienie". Ja, później myślałam, że sama nie wiem dlaczego, zawróciłam ją na "bezpieczną pozycję za Wieśkiem". Wczorajszy teren: ponieważ w międzyczasie przeżułam i stwierdziłam, że przecież nie boję się swojego konia, przecież mnie tym dzikim stępem nie poniesie do samej stajni, postanowiłam tym razem jej pozwolić iść bez końskiej d. na wizji. Zaczęłam od wyjechania na pozycję czołową. Rude nastawiło uszy i ruszyło zupełnie bez problemu. Wyraźnie nabrała pewności siebie. W dwóch miejscach nawet zaproponowała kłus, ale na razie chcę, żeby utrzymywała chód, więc poprosiłam o przejście do stępa - bez problemu. Tamta droga jeszcze była znana, tylko ostatnio rzadko odwiedzana. Zza zakrętu wyłonił się morderczy Głaz. Jasny (te są najgorsze!). Zatrzymała się - OK. Poprosiłam o ruszenie - krok w stronę kamienia, a potem nieee, nie dam rady i zawraca. Postanowiłam nie wymagać za wiele i nie pchać - i tak była dzielna. Nie pozwoliłam jednak oddalić się w stronę stajni - wjechałam za Wieśka i za jego bezpiecznym zadem podeszłyśmy do Głazu. Nieco się wahała, ale powąchała i odpuściła. Pierwszy straszak z siodła pokonany :) Za głazem bez problemu wyjechała znów na czoło. Kawałek dalej skręciłyśmy w drogę, którą nigdy nie szła. Również bez problemu, bez zawahania. Jedyne z czym zaobserwowałam problem, to stanie dłuższą chwilę w miejscu po zatrzymaniu. Jednak tym razem czułam, że to nie kwestia niepokoju, a raczej niezrozumienia co oznacza ten sygnał.
3. Placowo - sterowność i zatrzymania
Dzisiaj powrót na plac. Wymyśliłam sobie, że skoro ściany już mamy opanowane, to może poćwiczymy jakieś proste manewry, typu jajowata wolta. No i kolejne pozytywne zaskoczenie. Proszę konia, by skręcił, a on po prostu skręca, bez dyskusji, wjeżdża na koło, potem wraca na ścianę. Żadnych protestów, oporów, koło nawet dość okrągłe. Jeszcze do niedawna (przed "rozpracowaniem ścian") kucyk był całkowicie niesterowny. Żeby zakręcić, musiałam albo ciągnąć sznurki (czego zdecydowanie nie chcę) albo wspomagać się karotem. Poza tym taka "zmuszona" robiła się wyraźnie nerwowa, kręciła się, przyspieszała, nawracała do bramy. Teraz już wiem - nie chciała tego robić, bo nie była pewna. W tej chwili pewność na śladzie wokół placu mamy opanowaną. Pewność wielkości wolty też nie wygląda najgorzej. Mamy też pewność w kierowaniu się na pachołek i równolegle do ściany, w odległości mniej więcej dziesięciu-dwudziestu metrów. Próba przecięcia placu w jednej trzeciej długości zakończyła się spływaniem, wiec na samym środku pewności jeszcze nie mamy - ale jest naprawdę wspaniale. Mój koń jest sterowny! Na dodatek naprawiło się to samo, jak to często bywa, przy okazji czegoś zupełnie innego. Do tej sesji dołożyłam też tłumaczenie koniowi, że sygnał do zatrzymania nie oznacza: zatrzymaj się, odbierz marchewkę i spiesznie ruszaj znowu, tylko zatrzymaj się i stój, zanim nie odbierzesz sygnału do ruszenia znowu. Na koniec sesji było już wyraźnie lepiej. Ciekawe na ile przeniesie się to na teren.
Jeszcze ciekawostka o spływaniu. Otóż oba kuce nie spływają w stronę koni, stajni czy bramy. Spływają w stronę... pachołków. Największe poczucie bezpieczeństwa konia: podejść do pachołka i postawić na nim kopyto. Wiesiek praktykował jajowate okrążanie - wydłużone w stronę pachołka (odwrotną niż konie, stajnia, brama). Naprawdę podoba mi się, że plac jest dogłębnie oswojony. Czuję, że to dużo ułatwi na przyszłość.
Podsumowując: mój koń jest wspaniały. Rozmawia! Relacja z siodła buduje się zupełnie od zera, ale bazujemy sobie na naziemnej z dużym powodzeniem. Coraz rzadziej mam potrzebę zsiadać i tłumaczyć coś z ziemi - mamy podstawowy siodłowy alfabet. Bardzo, bardzo mi się to podoba. Ruda chyba też lubi robotę. Jak widzi, że idę po nią na pastwisko, to melduje się przy bramce, rozgania towarzystwo i czeka.
4. Plany
Sprawdzić, jak wyglądają zatrzymania w terenie.
Sprawdzić, jak wygląda zachowanie nie w lesie, a na polu - bo ostatnio polna droga rudzielca pokonała. Rudzielec tuptał w miejscu, nieszczęśliwy i usiłował zawrócić do stajni (nawet kosztem zostawienia towarzyszy spaceru). Ale to było dawno - przed czterema ścianami ;)
Ćwiczenia kontrolowanych zakłusowań w lesie - oczywiście na czołowej pozycji, bo za innym koniem to już mamy opanowane.
...a na placu będziemy sobie dalej "rozmawiać". Zatrzymania, sterowanie, cofanie, ustąpienie zadem i przodem, wodza "direct i indirect". Muszę sobie przypomnieć jak to wszystko dokładnie wyglądało.
Jak nie będę mieć najmniejszych zastrzeżeń do tego, to praca nad tym samym w kłusie - najpierw "ściany".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz