15 paź 2013

Co w koniu piszczy

Nie udało się “nie odpuścić gadowi”.  Ani w niedzielę ani w poniedziałek nie dał mi na to szansy i nie powtórzył sobotnich wyczynów. Galopował cudownie (chociaż wczoraj z mniejszym animuszem, bo trochę zapas swojej energii wcześniejszymi ekscesami nadwerężył, o czym poniżej). Co chciał mi powiedzieć w sobotę?

Nie wiem, co w koniu piszczy.

W poniedziałek moje oba rumaki wybrały trawę po drugiej stronie ogrodzenia, bo wiadomo, że tam najlepsza, a potem dały nogę i pobiegły w nieznane.* Po długich i męczących poszukiwanich zostały zlokalizowane na łące, gdzie spokojnie spożywały długi zasłużony posiłek. Niestety, nie doceniły faktu, że za chwilę miały być ocalone przez ekipę ratunkową i na widok tejże ekipy odbiegły w  krzaczasto-łąkową siną dal, a następnie ruszyły dostojnym stępem w wybranym przez siebie kierunku  (przeciwnym do kierunku stajnia) po wybranym przez siebie podłożu (asfaltówka). Na szczęście ta szosa jest bardzo mało ruchliwa, a dwa czy trzy samochody, które je minęły, albo zwalniały albo się zatrzymywały, bo jest na tyle wąska, że dwa konie idące równo ramię w ramię zajmowały prawie całą jej szerokość. Obok łąka, od asfaltówki odbijają drogi ziemne, czyli wszystko, co wydawaloby się bardziej atrakcyjne dla konia, a one wędrują po asfalcie!       

Nie wiem, co w koniu piszczy.


*Teraz piszę o tym lekko, ale jak ganiałam po tych łąkach i nigdzie ich nie było, pożegnalam już się z nimi w myślach i przysięgałam, że koni nigdy więcej. 

2 komentarze:

Milena pisze...

Zew wolności, ot co ! :D

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

W takim razie rudy nie jest stworzony do wolności. W dzień ucieczki i następnego dnia był zamknięty w sobie i nieufny. Przestał gadać, a to jest koń, który gada prawie bez przerwy: do mnie, do Truskawki, do stajennego i wybiórczo do innych. Wczoraj go nie widziałam, zobaczymy, jak będzie dzisiaj.