Nie udało się “nie
odpuścić gadowi”. Ani w niedzielę ani w
poniedziałek nie dał mi na to szansy i nie powtórzył sobotnich wyczynów. Galopował cudownie (chociaż wczoraj z
mniejszym animuszem, bo trochę zapas swojej energii wcześniejszymi ekscesami nadwerężył,
o czym poniżej). Co chciał mi powiedzieć
w sobotę?
Nie wiem, co w
koniu piszczy.
W poniedziałek moje
oba rumaki wybrały trawę po drugiej stronie ogrodzenia, bo wiadomo, że tam
najlepsza, a potem dały nogę i pobiegły w nieznane.* Po długich i męczących poszukiwanich
zostały zlokalizowane na łące, gdzie spokojnie spożywały długi zasłużony posiłek.
Niestety, nie doceniły faktu, że za chwilę miały być ocalone przez ekipę
ratunkową i na widok tejże ekipy odbiegły w
krzaczasto-łąkową siną dal, a następnie ruszyły dostojnym stępem w wybranym
przez siebie kierunku (przeciwnym do
kierunku stajnia) po wybranym przez siebie podłożu (asfaltówka). Na szczęście ta
szosa jest bardzo mało ruchliwa, a dwa czy trzy samochody, które je minęły,
albo zwalniały albo się zatrzymywały, bo jest na tyle wąska, że dwa konie idące
równo ramię w ramię zajmowały prawie całą jej szerokość. Obok łąka, od asfaltówki odbijają drogi
ziemne, czyli wszystko, co wydawaloby się bardziej atrakcyjne dla konia, a one wędrują
po asfalcie!
Nie wiem, co w
koniu piszczy.
*Teraz piszę o
tym lekko, ale jak ganiałam po tych łąkach i nigdzie ich nie było, pożegnalam
już się z nimi w myślach i przysięgałam, że koni nigdy więcej.
2 komentarze:
Zew wolności, ot co ! :D
W takim razie rudy nie jest stworzony do wolności. W dzień ucieczki i następnego dnia był zamknięty w sobie i nieufny. Przestał gadać, a to jest koń, który gada prawie bez przerwy: do mnie, do Truskawki, do stajennego i wybiórczo do innych. Wczoraj go nie widziałam, zobaczymy, jak będzie dzisiaj.
Prześlij komentarz