12 paź 2013

Zagadka


Odkryłam (a raczej wpadłam na takie zastosowanie, bo odkryłam już dawno) coś, co koło stajni może służyć za tor do galopów. Mianowicie jest to droga jak w ... strzelił wzdłuż kanałku. Prosta, długa, równa, bo obu stronach kanałku. Akurat dla Duszka, konia krótkiego potrzebującego długich prostych. 

Galopowaliśmy tam już w zeszłym tygodniu. Super ćwiczenie na skoncentrowanie się na dosiadzie, bo nie trzeba koniowi przypominać, co robimy. 

Dziś znowu tam się wybrałam. Zagalopowałam, po kilku krokach Duszek wsadza łeb między nogi.  Oooo, nieźle, myślę. Podniosłam mu łeb, po kilku krokach przeszliśmy do kłusa. Znowu zagalopowanie, wszystko dobrze, więc do kłusa, potem stępa, chwalę, głaszczę, głaszczę, chwalę. Kolejne zagalopowanie, kilka kroków dobrych, za chwilę łeb między nogi i zanim zdążylam zareagować, seria baranów.  

Wiem, że jak barany, należy jechać do przodu, aż koniowi się odechce. Ale z drugiej strony było to takie niepodobne do Duszka (to przywilej czarnej mamby, nie rudego słodziaka), że pomyślalam, że może coś go boli czy uciska.  Wybrałam w moim pojęciu mniejsze zło,  tzn. zamiast przejechać, postanowiłam sprawdzić w miejscu kontrolowalnym, tzn. na ujeżdżalni. Jak mnie zwali, przynajmniej nigdzie nie poleci. 

Wróciliśmy na ujeżdżalnię. A tam galop jako marzenie. Równiutki, bez poganiania,  żadnych baranów czy nawet prób baranów. Znaczy, nic go nie bolało. Znaczy, nie wiem, o co mu chodziło. 

Jutro i w poniedzialek (bo w pracy dzień wolny!!!!! hurra) kolejne podejście. Jak już wiem, że nie boli, nie odpuszczę gadowi!

Brak komentarzy: