28 sie 2013

Obijanie pod znakiem Truskawki czyli dwa przełomy

... albo relacji powakacyjnych część pierwsza.

Konio-wakacje rozpoczęłam standardowo: na Duszku teren lub ujeżdżalnia, na Truskawce ujeżdżalnia, bo teren wciąż był nie tylko poza moją zieloną strefą (strefą komfortu), ale także poza pomarańczową (strefą nauki).

Ale miałam motywację do zmiany: na Duszku trudno jest prowadzić teren, ze względu na jego, mówiąc dyplomatycznie, oszczędzające energię tempo poruszania, spowodowane temperamentem i budową (nie jest to zbyt duży koń, 160 cm jakoś przekłada się na jego szybkość). Raz prowadziliśmy dwuparowy teren i górna część pary jadącej za mną nieustannie na mnie pokrzykiwała i popędzała, a z kolei dolna część tej pary, pomimo sprzyjających warunków fizycznych,  psychicznie nie nadawała się na czołową pozycję.

Przełom nastąpił, gdy pojechałam z Ulą (właścicielką i instruktorką). Najpierw jechałam jako druga, żeby sprawdzić, jak Truskawka będzie się zachowywać. Było O.K., więc spróbowałam poprowadzić. Też było O.K. 

No i się zaczęło.  Ujeżdżalnia, hala i wszystko, co przy domu, poszło w odstawkę. Od tej pory jeżdziłam na niej tylko w tereny. W tereny samotne i w grupie, była wtedy koniem prowadzącym.  Ona jest urodzonym koniem terenowym, nawet taka d ... nie jeździec jak ja nie potrafi tego popsuć. Było super. Pobiłyśmy nawet rekord Truskawki pod siodłem: 4 godziny!

To był przełom numer jeden. Przełom numer dwa też związany jest z terenowaniem. Ja generalnie mam bardzo słabą orientacjęw terenie. Pomimo tylu lat jeżdżenia po okolicznych lasach nie potrafiłam poruszać się w nich swobodnie i nie zgubić się.  Z tego powodu jeździłam głównymi szlakami, żeby zawsze była możliwość powrotu tą samą drogą.  A w tym roku zaczęłam zapuszczać się w boczne ścieżki i ku swemu wielkiemu zdziwieniu zawsze potrafiłam znaleźć właściwy kierunek. Przyjemność z terenowania zdecydowanie wzrosła.  Mam już plan eksploracji dalszych obszarów na rok przyszły!

Brak komentarzy: