Tegoroczne tereny
na Truskawkce otworzyły mi oczy na oczywistą oczywistość, czyli że są rzeczy,
do których konie mają predyspozycje i są
rzeczy, do których nie są stworzone. Nie mówię tu o fizycznych uwarunkowaniach
do konkretnych dziedzin sportowych, ale o zwykłym, rekreacyjnym współżyciu z
koniem. Owszem, można konia nauczyć
wielu rzeczy, oswoić z wieloma sytuacjami , podnieść jego poziom
akceptowalności pewnych zadań, ale nie ma w tym swobodnej wewnętrznej lekkości.
Jeżdżąc tylko na Duszku nie zdawałam
sobie z tego sprawy, bo nie miałam porównania.
Dopiero teraz
widzę, jakim obciążeniem psychicznym były dla Duszka samotne wyjazdy w
teren. Jego wahania, zatrzymania, przypatrywanie
się otoczeniu – pokazywał, jaki był to dla niego wielki psychiczny wysiłek. Przez to, że nigdy go na siłę nie wpychałam w
trudne dla niego obszary i pozwalałam mu podjąć decyzję, kiedy idziemy dalej,
zaakceptował te wyzwania, ale nigdy nie osiągnął stanu całkowitej swobody. W terenie za innym koniem Duszek jest super:
idzie równo, nie płoszy się, jest rozluźniony, w dodatku ma bardzo wygodne chody (kłus
nieporównanie wygodniejszy niż Truskawka), więc jedzie się na nim jak na
kanapie. Schody zaczynają się, gdy jest sam. Wtedy skupia się na śledzeniu
swoich strachów, spina się, czasami porusza się jak w gęstej mazi. A ona?
Ona oczywiście
też ma momenty, kiedy musi się pogapić czy czegoś się przestraszy, w końcu jest
koniem (np. gdy po raz pierwszy zobaczyła zjawisko pod tytułem „zbieracz runa
leśnego”). Ale jest to zupełnie inne
zachowanie, ten strach nigdy nie ma takiego natężenia, jak u Duszka, szybko
przemija, a idąc do przodu po prostu idzie, a nie przepycha się przez
niewidzialne zasysające błocko. Już podczas
naszych pierwszych wypraw zachowywała się tak, jak Duszek nie potrafi po tylu
latach. Swoboda podróżowania na niej jest po prostu niesamowita. W dodatku ona
ma kompas w głowie – na każdym skrzyżowaniu ścieżek wiedziała, która droga
prowadzi do domu i pytała: czy mamy to skręcić?
Nie wątpię, że Duszek też tak potrafi (podobno każdy koń tak potrafi),
ale myślę, że w jego zajętym strachami umyśle nie ma miejsca na takie
szczegóły, jak wybieranie kierunku jazdy. Z jednym wyjątkiem: jak jest w
nastroju „pokazywania piły”, usiłuje wymusić zmianę kierunku o 180 stopni, bez
względu na to, dokąd ten zwrot by miał doprowadzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz