Weekend upłynął nam nad zabawami okołosiodłowymi.
Terenowo
Terenowałyśmy w sobotę. Wplatamy coraz więcej kłusa, obie czujemy się w nim coraz pewniej. Ostatnio stwierdziłam, że koń wystarczająco sterowny jest, żeby poza główną drogą też jechać, nie leźć obok. Więc dojechałam prawie do stajni. Prawie - bo na koniec jest kilka dość wyraźnych zejść w dół i rude pod siodłem mi zakłusowuje automatycznie (myślę, że ze mną jeszcze nie ma równowagi i "leci"), a to mi się nie podoba. Muszę nad tym popracować (na mniejszych pochyłościach i jak się sygnały do hamowania/przejść w dół utrwalą lepiej). Póki co - stosuję unikotechnikę. To znaczy tam, gdzie idzie nam dobrze - siedzę na koniu, jak zaczynają się problemy - zsiadam. Strefa 1 się poszerza, więc w sumie wygląda, że działa ;) Na plus - po trawie już sobie jedziemy bez problemu i sięgania do jedzenia nie ma w takiej ilości, żeby się nie dało jechać. Raz, dwa razy próbuje, ale jeśli zastosuję naziemnie wypracowaną sygnalizację "nie jedz", to przestaje się kłócić i idzie. Na drugi plus, coraz lepiej kuma sygnał do zakłusowania. Na minus - psuje się sterowanie i ruszanie/hamowanie na sygnał ;) To porządkujemy...
Na placu
Wczorajsza sesja nastawiona była na pracę nad sygnałami do ruszania i hamowania. W tle była Druga Ściana placu i większość sesji (dość długiej i sądząc po zachowaniu rudzielca - intensywnej psychicznie) odbyła się na ziemi, ale... za koniem (piąta strefa). Taką sobie wymyśliłam wizję, uczenie reakcji na sygnały "oddechowe" (dźwiękowe), kiedy koń mnie nie widzi - po pierwsze, po drugie - nie ma mnie obok konia, więc podobne wymaganie jeśli chodzi o jej pewność siebie. To był strzał w dziesiątkę. Po przepracowaniu drugiej ściany w ten sposób do poziomu, na którym ruszała na wdech zza ogona, a zatrzymywała się na wydech - natychmiast, wsiadłam i dostałam dokładną powtórkę tego zachowania w siodle. Nie było próby dyskusji, zawahań na ścianie. Pojechałam sobie więc do dalszego rogu, tam zatrzymałyśmy się na siodłowe pasionko (trawa jest, całkiem ładna tam akurat ;)), wróciłam do bramy, ćwicząc zatrzymania - bezproblemowe, później jeszcze drugi kurs - tak samo, bez wahania. Cel uznałam za osiągnięty. Następnym razem będziemy sprawdzać trzecią ścianę, może i czwartą też. Włączam zatrzymania (lub ich brak) na sygnał między narożnikami (w narożnikach póki co zawsze jest stop na chwilę), później mam w planie dokładać proste manewry - zawracanie półwoltą i powrót daną ścianą. Albo zakręt i pojechanie dalej kolejną. Później będą przejazdy przez wnętrze placu - przekątną i po linii środkowej. Z tego już można całkiem niezłe klocki układać, z elementem "sterowanie". Takie klasyczne "manewry maneżowe". Woltę póki co odbieram jako zbyt trudną i potencjalnie frustrującą, na razie postaramy się o prostość na prostych i prostość w zakrętach. Pewnie przy woltach też sobie z ziemi pomożemy (circling game na wolności w określonych miejscach). Takie mam plany :)
Przemyślenie: koń nie idzie po prostej/tam gdzie człowiek chce, bo brak mu pewności siebie... tak myślę. Rudzielca wężykowanie zanika, jak wie, jaki jest cel i nie obawia się tego, co przed nią.
A naszym kompanem placowym była w tym tygodniu... Czarna. Mam nadzieję, że Młoda choć fotki na swój blog wstawi. Z pierwszego przewieszania przez siodło :) Skoro Bryś nadal na sarkoidowym L-4 (chlip...) to inne futra idą w robotę. Bryś sfrustrowana brakiem pracy, niestety. Smutna. Jedyne co ludzie przy niej teraz robią, poza karmieniem i czyszczeniem, to inspekcja i obsługa rany po sarkoidzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz