Wczoraj dotarło
do mnie, że w mojej jeździe na Truskawce nastąpiła zmiana. A mianowicie mam cel! Nie jest to już jazda „żeby przetrwać”,
ale jazda w celu skierowanym na nią, nie na moje emocje. Na razie cel jest dość
mizerny, ale ważne że w ogóle jest, bo to kroczek do przodu.
Kobyła ma się nie
rozpędzać. W odróżnieniu od rudego ona lubi szybko się poruszać. Generalnie chodów samodzielnie nie zmienia,
ale w ramach danego chodu przyspiesza. Jak przyspieszy, robimy kółka, ósemki, serpentyny, a gdy na prostej nie
rozwinie prędkości nadświetlnej, chwalę i pozwalam wyciągnąć głowę. Wczoraj udało mi się uzyskać kilka ładnych, spokojnych
kłusów. Jeśli dziś będzie jak wczoraj,
spróbuję zrobić to samo w galopie w wersji limitowanej. Limitowanej, bo nie
chcę jej zanudzić – w galopie mamy mniej strzał w kołczanie, spowalniaczem mogą
być tylko kółka; ósemki i serpentyny wykraczają poza zakres moim umiejętności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz