Skoro Kasia jest
na bieżąco, to ja postanowiłam też się „apdejtować”.
Jakiś czas temu
pisałam, że nęci mnie nowa stajnia, ale aktualna (wtedy aktualna!) mnie nie
odstraszała. To drugie się zmieniło, gdy po raz kolejny powrócił temat jej rozbudowy.
Stajnia-wtedy-aktualna
jest bardzo mała, 7 boksów. Nawet te 7 to za dużo na to, co stajnia oferuje. O
ile padok zimowy dla siedmiu koni jest wystarczający, to już ujeżdżalnia
zdecydowanie nie. Trzech jeźdźców jeszcze
jako tako może tam pracować, czterech – ciężko. Większej ilości nie zaznałam, bo
na szczęście wtedy dwa konie były na na emeryturze, a dwa inne były użytkowane sporadycznie.
No i w tych
warunkach miały zostać dobudowane nowe boksy. Najpierw mówiło się o jednym,
potem o trzech, a potem o przystosowaniu całego gospodarczego budynku dla
koni - ilu? Nie wiem. Zresztą na pewnym poziomie ilość przestaje być
istotna. W dodatku konie emeryty zostały
zabrane, a trudno było liczyć, że inne emeryty przyjdą do stajni, która ani
cenowo ani warunkami emerycka nie jest.
Decyzja zapadła i
w połowie kwietnia przeniosłam konie do nowej stajni.
Po raz pierwszy (poza
zeszłorocznymi wakacjami) jestem w stajni z halą. Hala co prawda namiotowa, ale
jednak jest to luksus.
Druga duża zaleta
to fizyczne i psychiczne samopoczucie Duszka. Tu prawie w ogóle nie kaszle – ostatnio
nawet na hali, gdzie się kurzyło, nie kaszlał. Poza tym mniej tu się płoszy. W stajni-wtedy-aktualnej
notorycznie płoszył się na ujeżdżalni, tu nie ruszył go nawet powiewający czarny
sweter wiszący na słupku, koło którego przejeżdżaliśmy. Myślę, że to kwestia przestrzeni, którą widzi
wokół siebie. Tam przestrzeń była zamknięta.
Kolejna zaleta to
wyjazd ze stajni bezpośrednio w teren, nie trzeba jechać ulicami. Co prawda
wyjazd nie do lasu, a na łąki, do lasu kawałek (nie wiem jaki, jeszcze nie
byłam), ale czy to wada? Po moim bliskim spotkaniu z drzewem jakoś przestało mi
na lesie zależeć.
Naturalnie cena
wyższa niż w stajni-wtedy-aktualnej, ale wyższa niewiele. Dopiero teraz zdałam
sobie sprawę, jak tam przepłacałam. W dodatku miałam stawkę specjalną! (bo dwa
konie?). Nie, nie niższą – wyższą! No cóż,
głupich nie sieją i nie orzą (to o mnie! nie o właścicielach).
Oczywiście nie ma
stajni idealnych. Ale ta jest najlepsza ze wszystkich, w których do tej pory
stałam.
Po tej przeprowadzce
myślałam, że pobiłam Sylwię w ilości stajni zasiedzianych, ale okazało się, że jeszcze
mi do niej daleko. Czyli wszystko przede mną. Bo niewykluczone, że długo tu nie
zabawię, gdyż budynek mieszkalny właścicielki i stajnia są wystawione na
sprzedaż. Po raz pierwszy żałuję, że nia
mam na coś pieniędzy. Gdybym miała, byłaby moja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz