6 cze 2013

Na bieżąco


Skoro Kasia jest na bieżąco, to ja postanowiłam też się „apdejtować”.

Jakiś czas temu pisałam, że nęci mnie nowa stajnia, ale aktualna (wtedy aktualna!) mnie nie odstraszała. To drugie się zmieniło, gdy po raz kolejny powrócił temat jej rozbudowy.

Stajnia-wtedy-aktualna jest bardzo mała, 7 boksów. Nawet te 7 to za dużo na to, co stajnia oferuje. O ile padok zimowy dla siedmiu koni jest wystarczający, to już ujeżdżalnia zdecydowanie nie.  Trzech jeźdźców jeszcze jako tako może tam pracować, czterech – ciężko. Większej ilości nie zaznałam, bo na szczęście wtedy dwa konie były na na emeryturze, a  dwa inne były użytkowane sporadycznie.

No i w tych warunkach miały zostać dobudowane nowe boksy. Najpierw mówiło się o jednym, potem o trzech, a potem o przystosowaniu całego gospodarczego budynku dla koni  - ilu? Nie wiem.  Zresztą na pewnym poziomie ilość przestaje być istotna.  W dodatku konie emeryty zostały zabrane, a trudno było liczyć, że inne emeryty przyjdą do stajni, która ani cenowo ani warunkami emerycka nie jest.  
  
Decyzja zapadła i w połowie kwietnia przeniosłam konie do nowej stajni.

Po raz pierwszy (poza zeszłorocznymi wakacjami) jestem w stajni z halą. Hala co prawda namiotowa, ale jednak jest to luksus.

Druga duża zaleta to fizyczne i psychiczne samopoczucie Duszka. Tu prawie w ogóle nie kaszle – ostatnio nawet na hali, gdzie się kurzyło, nie kaszlał. Poza tym mniej tu się płoszy. W stajni-wtedy-aktualnej notorycznie płoszył się na ujeżdżalni, tu nie ruszył go nawet powiewający czarny sweter wiszący na słupku, koło którego przejeżdżaliśmy.  Myślę, że to kwestia przestrzeni, którą widzi wokół siebie. Tam przestrzeń była zamknięta.

Kolejna zaleta to wyjazd ze stajni bezpośrednio w teren, nie trzeba jechać ulicami. Co prawda wyjazd nie do lasu, a na łąki, do lasu kawałek (nie wiem jaki, jeszcze nie byłam), ale czy to wada? Po moim bliskim spotkaniu z drzewem jakoś przestało mi na lesie zależeć.

Naturalnie cena wyższa niż w stajni-wtedy-aktualnej, ale wyższa niewiele. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak tam przepłacałam. W dodatku miałam stawkę specjalną! (bo dwa konie?). Nie, nie niższą – wyższą!  No cóż, głupich nie sieją i nie orzą (to o mnie! nie o właścicielach). 

Oczywiście nie ma stajni idealnych. Ale ta jest najlepsza ze wszystkich, w których do tej pory stałam.

Po tej przeprowadzce myślałam, że pobiłam Sylwię w ilości stajni zasiedzianych, ale okazało się, że jeszcze mi do niej daleko. Czyli wszystko przede mną. Bo niewykluczone, że długo tu nie zabawię, gdyż budynek mieszkalny właścicielki i stajnia są wystawione na sprzedaż.  Po raz pierwszy żałuję, że nia mam na coś pieniędzy. Gdybym miała, byłaby moja.             

Brak komentarzy: