10 cze 2013

Dojrzewanie do Truskawki


Gdy wczoraj przesiadłam się z Duszka na Truskawkę, taka myśl przyszła mi do głowy: tam orka na ugorze, tu piórko na wietrze.  Po raz pierwszy potrafiłam się cieszyć z lekkości, jaką ona oferuje. Może to nic wielkiego, ale dla mnie to kolejny mały kroczek w dojrzewaniu: zamiast się spinać udalo mi się  poddać jej ruchowi. Płynęłyśmy.

Wygląda na to, że metoda pracy działa: z instruktorką jeżdżę na wędzidle, sama z reguły jeżdżę na kantarku.  Wtedy wymagam od niej tylko utrzymania chodu i kierunku, co pomaga mi się rozluźnić i skupić na własnych emocjach. Jasiek (świadomy moich strachów) fajnie to podsumował: jazda na kantarku to taki odpowiednik jazdy na lonży bez osoby na drugim końcu lonży.

W sobotę trochę popatrzyłam na Truskawkę z dołu. Jak ona pięknie wyciąga łapy w kłusie... Jak pięknie macha łapami kłusując przez drągi. Doszłam do wniosku, że ze mną się marnuje. 

Brak komentarzy: