30 maj 2013

Moda na Ściany

...czyli serial w trzech częściach (z pilotem i epilogiem)
o naszych czterech ścianach :)


Z czterech ścian pierwsza jest Łatwa. Jest to ściana najbliższa stajni, mająca na jednym końcu bramę wyjściową. Ściana krótka. Jazdę wzdłuż niej opanowałyśmy w miarę szybko - nie ma problemu, jak wsiądę i zasugeruję koniowi, że to jest zadanie na teraz, to otrzymuję kurs wzdłuż płota do samego narożnika, zwykle bez zatrzymania i zawahania, powrót też jest OK. Nieważne, czy w stronę bramy, czy też w drugą - równo idzie. Fajnie. Chciałabym, żeby tak było ze wszystkimi ścianami (do tego dążymy).

Druga ściana zaczynająca się bramą jest już większym wyzwaniem - bo jest długa i odchodzi od stajni. Nad nią pracujemy.

Pozostałe dwie nie przylegają do bramy i na dodatek w zimie (więc w momencie wiekszej części akcji dzisiejszego odcinka) były w totalnie kopnym śniegu, takim ponad nadgarstki miejscami dla Campiny. Te dwie ściany chwilowo nie wchodzą w zakres wymagań. Coś mi mówi, że jak ściana numer 2 będzie w 100% przepracowana, to tamte dwie nie będą problemem - albo będą niedużym i szybko je pokonamy.



1. Prezent od konia
...czyli wspieraj, dobrze pochwal, a dostaniesz - może nawet więcej niż chcesz


Zaczęło się standardowo - rozgrzewka z ziemi, wsiadamy i próba krótkiej ściany, czy nadal działa - działa. Pojechałyśmy od bramy, wróciłyśmy do. Prośba o drugą ścianę. Ruda kilka kroków przeszła, a potem zaczęło się wężykowanie i próby zawracania. Nie chciałam z nią walczyć, więc poprosiłam o wspomaganie z ziemi - trzeba ustawić na drugim końcu tej ściany jakiś punkt, do którego koń będzie chciał, albo chociaż nie obawiał się, pójść. Na punkt została wybrana Brysia wraz z Młodą, za płotem równolegle jeszcze Mama, no i oczywiście Pies. Czyli wszyscy poszli na drugi koniec pola - tylko nas tam brakuje. To wcale nie znaczyło, że ruda już żwawo i dzielnie potuptała - nadal miała obiekcje, ale w końcu udało się dotrzeć na koniec drugiej ściany. Tam - zawrotka i podróż do bramy (z tym już było nieco łatwiej). Później nasz "punkt ciężkości" nieco się rozpełzł - Bryś z Młodą odjechały realizować swoje cele programowe ;) w okolicy narożnika została na wabia tylko Mama. Tym razem ruda kilkakrotnie się zatrzymywała, wężykowała, widziałam, że miała naprawdę problem z dotarciem do celu. Kiedy wreszcie się udało, postarałam się przekazać jej, że jest moim Mistrzem Świata (tak się zresztą wtedy czułam) - mnóstwo pochwał, kilka marchewek (ćwiczenie zgięć bocznych ;)) i wtedy poczułam, że mój Koń Podjął Decyzję. Ruszyła. Ale nie ruszyła z powrotem do bramy, tylko na trzecią ścianę, a później na czwartą! Zaoferowała mi całe okrążenie placu, mimo że tego nie wymagałam w tym momencie. To był piękny prezent - i na tym oczywiście sesja się skończyła. I nie, trzecia i czwarta ściana wcale nie są łatwiejsze od drugiej - jak już wspominałam, był tam naprawdę głęboki śnieg, dodatkowo przy czwartej jest podejrzana wiatka, w której czasem coś się suszy i ogólnie czają się tam wilki.



2. Testujemy...!
...czyli co się raz dostało, niekoniecznie staje się standardem :P


Kolejna sesja, z drugą ścianą było jakby łatwiej, kobyła znów ruszyła na trzecią, ale już bez takiego wyczuwalnego wewnętrznego "postanowienia". Nie planowałam jeszcze tejże trzeciej (bo druga nie była do końca bez wahania), ale chciałam spróbować, czy powtórzy się sytuacja z poprzedniej sesji. Lekkim łukiem dotarłyśmy do końca trzeciej ściany, weszłyśmy na czwartą i z grubsza na wysokości wspomnianej wcześniej wiatki koń Zdecydował, że Zawraca. Trochę próbowałam z siodła z nią dyskutować w tym temacie, ale dość szybko stwierdziłam, że to nie ma sensu, nie mam na to strategii i umiejętności - kobyła zaczęła się usztywniać, przestała się skupiać i słuchać i zaczęła mnie "wozić". Z drugiej strony, poddawać się też nie zamierzałam - skoro już zaczęłyśmy walczyć z tą ścianą i raz się udało, to ten jeden raz jeszcze chcę ją przejechać - czułam, że mogę tego wymagać. (teraz czas na rechot loży szyderców) Zapewne byłby to niezły moment na "trzy szybkie", które miałyby konia przekonać, że wiata nie zjada, i robi się to, co człowiek każe - być może to by zadziałało, ale ja mam takie głupie założenie, że się absolutnie z koniem nie kłócę z siodła. Zobaczymy jak długo mi się uda je zachować ;) Póki co działa - jest spokojna dyskusja, jak widzę, że moje słabe jeździeckie argumenty do rudego łba nie trafiają, to pani zsiada. Nie chcesz, koniu, żeby pani zsiadła. Skoro takim problemem było przejście stępem z człowiekiem na grzbiecie wzdłuż ściany, w tym kopnym śniegu, to oczywiście można tę drogę pokonać z człowiekiem obok. Kłusem. Przekłusowałyśmy ścianę w te i z powrotem. W narożniku znów wsiadłam - prośba o stęp, znów to samo - dwa kroki i zawracamy. Ja, z postanowieniem, że poćwiczymy zsiadanie i wsiadanie, że mam dwa dni i marzę o bieganiu obok konia w kopnym śniegu, raźno zeskoczyłam :) i zaprosiłam zwierzę do kłusa. Prawdę mówiąc, zaskoczyło mnie, że tak szybko odpuściła. Wsiadłam po raz drugi, nakierowałam rudzielca na uprzednio obrany narożnik i poprosiłam o ruszenie. Głęboki wzdych z kucykowej piersi - i pojechałyśmy do celu. Zdecydowałam właśnie wtedy, że chcę doprowadzić jazdę wzdłuż Drugiej ściany do takiego stanu, jak jazdę wzdłuż Pierwszej - żeby nie była absolutnie żadnym problemem, i wtedy dopiero wrócę na Trzecią i Czwartą. Póki co tamte zostawiłam.



3. Nadal testujemy...
...czyli druga ściana bez wspomagania.


Tu już była sesja po roztopach - bez śniegu. Koń nadal miał obiekcje, żeby przejść drugą ścianę. To naprawdę ciekawe, bo kiedy jestem na ziemi obok niej, nawet jeśli nie mamy żadnych sznurków, wędrowanie wzdłuż tej ściany nie sprawia rudej trudności. A jednak czuję, że to nie są fochy, tylko niepewność. Jeśli coś kompletnie nie jest dla niej problemem, to ona po prostu tu robi. To nie jest koń mocno testujący człowieka. Druga ściana nadal nie jest zupełnie "czysta" - kiedy w jej narożniku nie ma "mobilnej bazy" w postaci kogoś znanego. Kolejna próba pokonania tejże ściany i koń wymyślił następną unikostrategię - można zacząć płynąć chodem bocznym, zamiast iść prosto do przodu wzdłuż płota (zad nam odpływał od ściany). Najpierw użyliśmy pomocy pod postacią Młodej, która szła równolegle i odstawiała zad na swoje miejsce. Później wymyśliłam coś, co bardzo pomogło rudej jako etap tymczasowy - kilka razy pokonałyśmy rzeczoną ścianę ze mną na ziemi, ale na wolności i w piątej strefie, prawie poza zakresem widoczności konia. Przejścia - stęp, kłus, cofanie. Tak jak myślałam, to już nie było dla niej takie proste. Ha! Czyli jednak niepewność. Pojawiły się dokładnie te same odpowiedzi co z siodła - wężykowanie, odpływający zad, chody boczne. A jak jest reprodukcja problemu, to można go naprawiać! Oczywiście z ziemi mogłam to wszystko dużo łatwiej wyprostować, mamy ustalony solidny język bazowy (hmmm koń w wersji debugowej?..).
Później olśniło mnie, że do odstawienia zadu na swoje miejsce nie potrzebuję pomocy z ziemi. To akurat działa z siodła i nie podpada pod "kłótnię" - jest "dyskusją". Także kiedy z piątej strefy już działało wszystko ładnie, wsiadłam, dwa razy odstawiłam lekko spływający zad na swoje miejsce i udało nam się dojechać do końca ściany.



Coraz lepiej to idzie, czuję, że niewiele już brakuje do normalnego okrążenia placu - bardzo byłam zadowolona z ostatniej sesji. Tym bardziej, że nie tylko w narożniku nikogo nie było, ale na całym placu byłyśmy zupełnie same. Tak... to jedna z zalet tej stajni - nie ma nic bardziej przydatnego do takich spokojnych dyskusji z koniem, niż duży, pusty plac (ewentualnie jeszcze jeden koń na nim, czyli Młoda z Bryś albo z Wieśkiem). Nie wpada się co i rusz na jakiegoś konia... jak sobie przypominam, że w Łapinie próbowałam ,,jeździć'' na biednym, nierozumiejącym niczego rudzielcu, po mniejszym placu, manewrując między narozstawianymi gęsto przeszkodami i siedmioma innym jeźdźcami... to się nie dziwię, że obie wyniosłyśmy z tego tylko frustrację i długo potem na placu nie wsiadałam. A z tych sesji teraz mamy autentyczny FUN obydwie - ruda bardzo chętnie ostatnio przychodzi na pastwisku na widok sznurków.

Brak komentarzy: