Poprzedni wpis był ściśle historyczny - ten jest dzisiejszy (uups... wczorajszy) i traktuje o innym zakresie naszej współpracy siodłowej - czyli o terenowaniu.
O ile na placu pracujemy nad komunikacją i pewnością siebie w sytuacji słuchania człowieka z góry, więc zapewne jeszcze dość długo czeka nas wyłącznie stęp, o tyle w terenie - w lesie! - koń wie z grubsza, co ma robić - iść przed siebie drogą, co zostawia nieco pola do popisu. Wątpliwości i konieczności komunikacji jest mniej - rozdroża na przykład. Oczywiście nie znaczy to, że w terenie wcale nie "rozmawiamy" - przeciwnie, ponieważ nie muszę co kilka metrów dawać nowych dyrektyw i jest więcej czasu na reakcję, to ćwiczymy sobie ruszania, zatrzymania i przejeżdżanie z lewej strony drogi na prawą (i z powrotem). Takie ot podstawy, bez jakiegoś nacisku - bo jednak teren ma być przede wszystkim odpoczynkiem psychicznym i odrobiną ruchu (fizycznie) dla rudzielca. Póki co, dla mnie też, bo sporą jego część przechodzę z ziemi (mówiłam, że nie chcę kłócić się z koniem z góry..?), ale rozciągamy granice.
Zaliczyłyśmy ostatnio z rudą dwa częściowo siodłowe tereny w przemiłym towarzystwie normalnego, dużego konia z normalnym (acz cierpliwym) jeźdźcem. Cierpliwy jeździec, z braku innego towarzystwa chyba, toczył się cierpliwie przez większość czasu z nami stępem. Koń duży, więc i stęp miał dobre tempo - podoba mi się to, bo rude ma mobilizację i się nie snuje.
Z zeszłotygodniowego wyjścia mam dwie ciekawe obserwacje:
Mój koń doskonale opanował sygnał do zatrzymania. Mianowicie sygnałem tym jest... moje sięgnięcie do kieszeni polara. Jak ona to wyczuła, naprawdę jest dla mnie zagadką (jeszcze bardziej doceniam końską zdolność odbierania naprawdę subtelnych sygnałów), ale wyraźnie bydlę wie, że w kieszeniach polara często przebywają marchewki. Faktycznie zatrzymanie ćwiczymy tak, że jest zgięcie boczne - a do zgiętego łba wędruje marchewka, żeby nie robił problemów przy zginaniu. Działa, bo ruda w ogóle nie ma odruchów oporu przy zginaniu. Generalnie o to przecież chodzi, żeby koń w odpowiedzi na sygnał najpierw zginał szyję, potem pomyślał - jesteśmy na najlepszej drodze do tego. Jednak na wydech, zatrzymanie dosiadem, sygnał liną - reakcja jest po kroku, dwóch. Na sięgnięcie do kieszeni - była natychmiastowa, powtórzyło się to trzy razy. I rozbawiło mnie, naprawdę.
Koń postanowił skręcić w drogę prowadzącą do domu nieco wcześniej, niż ja chciałam - mikrosukces: udało się przedyskutować tę sprawę z siodła. Mała rzecz, a cieszy :)
A dzisiaj stwierdziłam, że czuję się na rudzielcu na leśnej drodze (i z tymże miłym towarzystwem) na tyle pewnie, że w sumie mogłabym zakłusować. Wdech, energia, lekkie przyłożenie łydek i... czuję, że koń się zbiera. Ruszyła! Kilka kroków, wydech, prośba o zwolnienie - przeszła do stępa. Super. Jeszcze kilka razy powtórzyłam, wygląda na to, że kłus ze mną na grzbiecie nie sprawia Campi trudności. Możemy więc teraz ćwiczyć trochę przejść - no i jak na placu stęp dogadamy, to będzie następny element do włączenia w trening "precyzyjny". Aspekt fizyczny też jest nie bez znaczenia - jak rude z ludziem kłusuje, to możemy chodzić dalsze dystanse. Oczywiście na początku będziemy tego kłusa budować powoli, ale ogrooomnym plusem jest to, że ona się nie rozpędza i nie usztywnia. Żadnej tam kucykowej maszyny do szycia. Idzie fajnie, spokojnie, nie goni, miękko niesie. OK, nie byłam jeszcze na tyle pewna, żeby pozwolić odgalopować koniowi-towarzyszowi, ale myślę, że i takie ćwiczenia możemy niedługo uprawiać - chciałabym, żeby ona zupełnie spokojnie akceptowała fakt, że towarzystwo w dowolnym momencie może nas opuścić. Mamy to wszystko przetrenowane z ziemi, więc teraz tylko przekazać koniowi, że "i z siodła też".
Fajnie jest, wreszcie, tak jak miało być już dawno... oby i Bryś wróciła z L-4 (wycięty sarkoid na grzbiecie) do pracy, bo wyraźnie by chciała. A w międzyczasie Wieśmin troszkę nadgania za kobyłami - Aga by pewnie napisała, bo też jest o czym, ale ją uczelnia pochłonęła solidnie.
No, to jestem wreszcie na bieżąco :)
Dobranoc...
2 komentarze:
Jak koń samodzielnie pracuje na ujeżdżalni, w terenie też nie ma z tym problemów. Takie mam wnioski z obserwacji mojego rudego. Ale z kolei jak przyzwyczajony jest do braku towarzystwa, nie wie, na czym polega jazda w zastępie. To też z obserwacji mojego rudego. On w terenie nie potrafi iść za innym koniem. Wciąż stara się go wyprzedzić.
Dlatego mieszamy i ćwiczymy jedno i drugie :)
Prześlij komentarz