11 gru 2012

Krótkie dni

...wygrywają ze mną, niestety. Nie mogę zebrać się, żeby wstać i pojechać do stajni. Jak już wstanę i wyjadę, to robi sie 12-13, liczę: zanim dojadę do stajni, wezmę konia, będzie 14-15, zmrok. Najczęściej wtedy odpuszczam. Trzy tygodnie nie widziałam koni. Zaczęły mi się śnić, chude i brudne, upchnięte w 3 w jednym boksie, uciekające z niego oknem. Ostatnio w sobotę przyjechałam, musiałam je zobaczyć. Ale późno było. Policzyłam nogi. Policzyłam głowy. Podzieliłam jedno przez drugie. Wyszła liczba całkowita, pierwszy plus. Liczba głów też prawidłowa, drugi plus. Kobyłom opiłowałam przydługie pazurki. Mama wspomogła w czyszczeniu. Witaminki uzupełniłam. Ruda nie przyszła się przywitać. Nie mam jeszcze siły pracować nad jej nastawieniem, najpierw muszę nad swoim popracować ;) Mam nadzieję, że w międzyczasie nogi im nie poodpadają. Kuce wyglądają nieźle. Duże kobyły słabo. Spadły im mięśnie. Podejrzewam, że siano ma za mało białka. Muszę się zorganizować i wysłać je do badania, żeby potwierdzić te domysły. Może im sieczkę z trawy lucerną zastąpię? Poza tym czekam na siatkę. Paśnik chcę zrobić na cały balot. Żeby nie były głodne na wybiegu, nie żarły słomy w boksach w nocy. Jakoś tak powoli to wszystko idzie. Dzień taki krótki, trudno się wstaje. Jeszcze trochę. Byle do końca świata. Później się ma wydłużać. Tak zawsze było. Może się uda jeszcze raz.

Powód, żeby rano wstać

Od niedzieli mam pod opieką Arcusa :) Jego niegasnący entuzjazm do ,,tylu rzeczy do obsikania'' bywa zaraźliwy :) No i świadomość, że chce wyjść, wyciąga mnie z łóżka o jednocyfrowej godzinie. Dobrze. Chodzimy po lesie, wąchamy...

Myszek szukamy...

...czasem dość głęboko, w zmarzniętej ziemi, z wielkim zaangażowaniem!...

Bierzemy się za ambitne patyczki!

...i dajemy radę zabrać je ze sobą.

...Rzuuuuć! Poooszarp się!...

Byliśmy w Matemblewie, u matki matek. GPS padł w połowie, więc dwie części. Byliśmy w pobliskim lesie, na starej strzelnicy i wracaliśmy po nieznanej ścieżce. Szlifowaliśmy tę nowopoznaną ścieżkę w trudniejszej wersji - po zmroku, a na koniec dorzuciliśmy plażę.

Dobrze nam razem. Szkoda, że jutro Arcus wraca do domu. Rano jeszcze raz pomoże mi wstać ;) i pojechać na uczelnię, spróbować powalczyć. Głupio tak się dać skosić przed samą metą. Chyba.

Została jedna wizyta w terenie dziś. Dokąd by tu... las? plaża? wokół sąsiedniego osiedla? Wyjdzie w praniu. Go.

Brak komentarzy: