Rano wychodzę do
pracy – ciemno-zimno albo ciemno-mokro. Po
pracy mam jechać do stajni. Wychodzę z pracy
– wciąż ciemno-zimno albo ciemno-mokro. Odechciewa mi się stajni, szukam
pretekstu, żeby nie jechać. Dojeżdżam metrem do zaparkowanego samochodu, jeszcze
bardziej mi się nie chce, ale pretekstu nie znalazłam. Wsiadam i jadę 30 km. Tam też ciemno-zimno albo ciemno-mokro.
Ale
jak już dojadę, nie chce mi się wyjeżdżać. Ciemno, zimno i mokro przestaje się
liczyć. Jest fajnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz