5 lis 2012

Piękna pogoda na... weterynarię

W niedzielę miałam plany. Chciałam wsiadać na rudą, może na jakiś spacer się przejść.

Plany wzięły w łeb na etapie padokowego przeglądu konia. Koń zabawił się z rana w szaszłyka - nadział sobie nogę na gałąź, produkując niebywałej urody dziurę i równie piękną opuchliznę dokoła. Bolesną. Z machnięciem głową spotykała się każda próba dotknięcia okolicy (rana i obszar w promieniu metra od niej) - tak, nie mogłam nawet szyi po tej stronie dotknąć bez wyraźnego dania do zrozumienia, że "auć! boli!"

Z jednej strony dobrze - nie przedziurawiła sobie stawu, nie nacięła ścięgna, rana jest na mięśniu, więc pewnie spokojnie do wyleczenia. Z drugiej - nieco upierdliwie. Dziura jest akurat na takiej wysokości (kawałek pod łokciem), że ciężko zawinąć opatrunek tak, żeby nie zjeżdżał. Montowałam wczoraj konstrukcję z owijek, waty, bandażu i znowu owijek, lałam riwanol. Zobaczę jak dziś będzie pacjentka wyglądała. Wczoraj była Biedna. Miała zdecydowanie kiepski humor, próbowała do rany dojść pyskiem i lizać, nie dosięgała.

W każdym razie - dawno nie jeździłam codziennie do stajni, już mi czegoś brakowało ;) Będzie kolejna okazja do pomęczenia konia, pocierpimy sobie razem. A co.

2 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

a takich ran się nie szyje? Biedna ruda.

dea i Campina pisze...

Nie, nie szyje się, bo to generalnie rana typu "kłuta" - musi być otwarta, żeby wypływał wszelki syf który się w niej tworzy (bo rzadko kiedy kłuje się sterylnym narzędziem :-S)

Ruda dziękuje za wszelakie objawy litości, przy okazji chciała pozdrowić Ciocię z Warszawy i przekazać chciała, że TAK, JEST BIEDNA I TRAKTOWANA STRASZNIE. Ale o tym w następnym odcinku.