Udostępniłam rudą "zielonemu" człowiekowi, nie skupiając się w 100% na tej parze (miałam innego konia). Pozwoliłam emitować do niej wybitnie mętny przekaz. Widziałam rosnącą frustrację i doprosiłam się. Co prawda na koniec dnia wzięłam ją jeszcze na plac (odbiegła jak tylko zdjęłam kantar) i chwilę się pobawiłyśmy na wolności, skupiła się na mnie i zadaniu i nawet jej się podobało - na koniec odprowadziła mnie do bramy i wcale nie chciała odejść, ale i tak w ostatecznym rozrachunku jest na mnie słusznie "obrażona".
To było tydzień temu.
Wczoraj przyjechałam do stajni i mój koń nie podszedł do drzwi boksu się przywitać, co zawsze robi. Zawołałam ją, rzuciła mi spojrzenie znad worka z sianem, wykonała wzdych ,,o raaany, to ty....'' i nie ruszyła się nawet o centymetr.
Konie są szczere. Czasem boleśnie.
Przepraszam. Nie zrobię tego więcej. To był brak szacunku do końskiego partnera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz