



Ruda raz była z siodłem w terenie, ale Bryś zaabsorbowała nas na tyle, że nie chciałyśmy się rozdrabniać. Ja robię za support z ziemi, trzymając na linie dwa konie (z Brysią coraz mniej "rozmawiam", przekazujac sterowanie na tyle na ile to możliwe "do góry"), rude idzie sobie jako luzak, a Młoda z Brysieńką ćwiczą wierzchowcowanie. Jak one dojdą do jakiejś "kropki", to zamieniamy się rolami i pomęczę rudzielca. Zobaczymy zresztą jak wyjdzie. Spontanicznie działamy i - póki co - jesteśmy zadowolone z postępów.
Ruda chodzi dobrze. Dzisiaj nawet bardzo mi się podobał jej ruch. Sporo szła z głową w dole, pierwszy raz spontanicznie, bez szczególnych wysiłków wyszedł jej kłus z dokraczaniem. Tego jeszcze u niej nie widziałam - nigdy! Zdarzało jej się dokraczac, przekraczać o kopyto w stępie (to swoją drogą też dziś prezentowała przez większość trasy), ale kłus zawsze jednak był nieco sztywny i skrócony. Dzisiaj inaczej - wrażenie elastyczności, sprężystości, okrągłości - pozytywne.
...tym bardziej pozytywne, że wczoraj mnie zestresowała swoją prawa przednią kończyną. Wiatr wiał dośc konkretnie, więc konie były nabuzowane - sama proponowała mi galop.


Oczywiście na prawą stronę wyglądał tragicznie - kładła się do wewnątrz, zero wygięcia, paniczne przyspieszanie. Chciałam żeby choć tempo uspokoiła, więc kilka kółek zrobiła.

No i później już nawet w kłusie kulała na tę nogę :/ a dziś - magia. Po pierwsze, przychodzę i widzę konia stojącego prosto i równo na czterech nogach. Żadna zadnia nie wstawiona pod kłodę. Rzadko spotykany obrazek! Po drugie - dzisiejszy ruch, naprawdę mi się spodobał - jest też wybitnie chętna do ruchu ostatnio. Optymistyczne, że nawet chwile odlotów jej nie zaszkodziły. No i mobilizujące do ruszania dupska aktywniej (choć galop na prawo póki co zdecydowanie sobie odpuścimy). Trzeba się ruszać, zanim bydlę mi znowu utyje poza granice możliwości i zacznie mieć problem z toczeniem się przed siebie. Bo znowu przytyła trochę. Trawka jej "służy".
Wracając jeszcze do terenów i okolicy stajni - jest jeszcze jeden plus tego miejsca - możemy tam zabierać psa. Nie ma morderczej atmosfery, wrogiej dla czegokolwiek co szczeka bądź miauczy. Koty nie są tępione, przychodzą na kolana się poprzyjaźnić. Lokalne psy nie są agresywne. Arcus docenia - a mieszkańcy stajni nie mogą się nadziwić, cóż to za odmieniec szaleje im pod bokiem, szukając niewiadomoczego w kretowiskach.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz