A stało to się w sobotę. Było tak:
Najpierw wsiadłam na Truskawkę. Początki były trochę kulawe, bo automatycznie się spięłam. Ale jak mi przeszło, zrobiło się tak „lekko” – lekko ze wszystkim, co robiłyśmy, na niej w ogóle nie musiałam się wysilać. I ze zdumieniem zauważyłam, że kłus przestał być wybijający. Ja byłam sztywna (choć nieświadoma) – ona była sztywna – kłus był wybijający; rozluźniłam się – kłus przestał wybijać.
No i jak miałam wzorzec – wzorzec, jak np wyglądają dodania w stępie - wsiadłam na Duszka, żeby ten wzorzec powielać. Częściowo się udało, częściowo nie (jedną z przyczyn niewatpliwie jest fakt, że na Duszku czuję się jak na kanapie i trudniej mi jest się skoncentrować na tym, że mam coś robić), ale jest to nowy pomysł na uruchomienie Duszka i regulowanie mego poziomu energii.
Nowa strategia jest dość męcząca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz