21 maj 2012

You can't always get what you want

Czasem udaje się zrealizować plany.



Na przykład spędzić piątkowy wieczór i noc trochę odmiennie, przy świetle laserów i prostej rozrywkowej muzyce, w towarzystwie wielu obcych osób i jednej Bardzo Nieobcej Osoby :) aż do stanu Umieram z Bólu Stóp i powrotu do domu nad ranem, słuchając obudzonych już ptaków.

Na przykład spędzić sobotnie popołudnie w lesie, biegając odkrytą ostatnio drogą z koniem na sznurku (no co, różne są zboczenia ...), spotykając ciekawskie warchlaki wyglądające z przydrożnych bagien i wsiadając na Dużego Konia, który coraz bardziej realizuje się w nowej roli i zdaje się coraz bardziej to lubić, choć nadal zabawnie testuje jakie w tym nowym świecie obowiązują zasady.

A czasem chciałoby się jeszcze, lecz plany biorą w łeb. Bo zwierz (ten mniejszy... ten wśród ważnych jednak najważniejszy) funduje stres. Kolka. Bolesność, pokładanie, cierpienie w oczach. Nie myśli się już o wspólnych chwilach w lesie, o radości. Mierzy się tętno, dzwoni się po wetach, oprowadza się, słucha się odgłosów z brzuszyska. Z ulgą i niepewnością obserwuje się poprawę, parskanie, zwalniające do normy tętno, ale siedzi się jak na szpilkach przez kilka godzin. Myśląc - dlaczego?

Biorę się za dyplom, może dam radę. Może?

Brak komentarzy: