Nawiązanie do uwagi Małgosi o braku szczęścia.
Od wczoraj do tej pory, jak o tym pomyślę, gęba mi się śmieje. Dojechałam do stajni i zatrzymałam się przy samochodzie (a raczej zostałam zatrzymana), żeby porozmawiać z właścicielem. Ciemno oczywiście już było i samego budynku stajennego nie widziałam (stajnia angielska). Stoimy, gadamy i nagle słyszę, jak Duszek przeraźliwie głośno rży. On często rży na mój widok, ale zwykle jest to takie ciche i krótkie zarżenie, takie hasło, że mnie widzi. A wczoraj wyraźnie wydzierał się: „przyjechałaś do mnie i tam stoisz, zamiast tu przyjść” .
To było szczęście. Nie wiem, czym sobie na nie zasłużyłam.
Ha, i nie porównuję Duszka do Truskawki, która nie rży, bo ona jest mniej gadatliwa.
1 komentarz:
doceniaj doceniaj, takie momenty warto miec w pamieci na potencjalnie gorsze czasy :)
Prześlij komentarz