czyli decyzja
Wspomnienie wkacyjne nr 2
Lato jakie było wszyscy wiemy. Deszczowe było. Dużo kałuż wyprodukowało.
Poszliśmy na spacer, Duszek na dole, ja na górze. Jak to na wakacyjnach, nigdzie się nie spieszy, luz, spokój ... Duszek po swojemu wędruje kombinując, jak by tu zboczyć ze ścieżki i zaparkować na trawie. I tak dojechaliśmy do małej wody, czyli kałuży. Mała woda rozpatrywana w kategoriach kałuż nie była mała. Zajmowała całą szerokość ścieżki i jak się potem okazało, sięgała powyżej stawów pęcinowych. Duszek stanął. A ja nadal luz, spokój, nigdzie mi się nie spieszy. Czekam, co chłopak zrobi. Chłopak stoi. Stoi, stoi i myśli, prawie słyszę trybiki obracające się w dużej glowie. Po jakimś czasie zaczął wodę wąchać. A potem westchnął i ruszył. Bez wahania pokonał małą-dużą wodę.
A dla mnie była to lekcja, co to znaczy dać koniowi samodzielnie zadecydować. Nie przepychać. Od tej pory kałuże przestały być otchłanią bez dna. Szedł jak czołg, nie bylo różnicy czy suchy ląd czy woda. A jeszcze rok temu ....
1 komentarz:
mnie zawsze najbardziej rozbraja te "westchniecie", czyli pogodzilem sie ze swoim ciezkim losem brutalnie traktowanego zwierzecia...
Prześlij komentarz