2 paź 2011

Co zapisało się na dysku

Wspomnienie wakacyjne nr 1.

Przypominam nasz sukces zeszłowakacyjny:

http://sympatycy-pnh.blogspot.com/2010_11_01_archive.html

Po powrocie do domu kontakt z wodą ograniczał sie do deszczu i myjki. Jeziora do wchodzenia - brak. Tak więc byłam ciekawa, co po roku zostało w głowie Duszkowej.

Pierwsze podejśce było ziemia-ziemia. Przygotowałam się właściwie (a przynajmniej tak mi się wydawało), czyli ruszyłam w kaloszach. Duszek jak to Duszek - po drodze był czujny, bo nigdy nie wiadomo, jaka potwora czai się w lesie, ale w sumie do jeziora dotarliśmy bezkolizyjnie. A tam niespodzianka - pokazuję wielką wodę, a on chwilę pomyśłał i wszedł. Nie powiem, żeby z jakimś zapałem, ale też bez nadmiernych oporów. Skoro tak, to idziemy. I tu właśnie okazało sie, że słabo się przygotowałam, bo szybko przeszliśmy przez górną granicę kaloszy. Coraz trudniej było mi poruszać kończynami, ale skoro on szedł, ja też.

Kolejne podejście było ziemia-siodło. I też bez oporów. Mniej chętnie, ale wszedł. A jak dostał pozwolenie na jedzenie trawy rosnącej w jeziorze, atrakcyjność miejsca wzrosła kolosalnie i nawet wkłusowywaliśmy do wody.

A w nowej stajni mamy za ogrodzeniem jezioro z łagodnym zejściem.

2 komentarze:

Malgosia i Mentos pisze...

zazdroszcze tego jeziora... i brawo dla dzielnego konia! :)

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Faktycznie, chłopak robi się coraz dzielniejszy.

A co z maliną?