Wczoraj poprosiłam M o wykonanie chodów bocznych ze strefy pierwszej przez kłodę drzewa. Dla mojego końskiego ciapy, notorycznie ciągnącego nogi przez piach i zabijającego się na jedynej kępce trawy na całym placu, było to piekielnie wymagające zadanie. Bo chody boczne są ok, kłoda też, ale razem jest mieszanka, która M przyprawia o szybsze bicie serca. No bo jak to przejść, żeby nie upaść nosem w piach? Skupienie na pysku, najpierw zupełny brak oddechu, potem urywane f-f-f-f prosto w moją twarz ... i poszło.
Widzieć, jak twój koń naprawdę stara się dla Ciebie - bezcenne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz