Nareszcie się ociepliło - mamy i słońce, i wygrzewające się na nim końskie leniuchy i nieśmiało wyglądające z ziemi kwiatki. Nawet wiatr, który dzisiaj wieje tak, jakby chciał urwać komuś głowę, jest ciepły.
A co w sprawach końskich? Dziś M przypomniał mi jedną z prawd już dawno objawionych. Że co jak co, ale mając konia nie należy robić żadnych założeń. Bo porwisty wiatr, który 2 dni temu powodował, że zamiast partnera miałam walczące o przeżycie zwierzę uciekające, dziś, mimo że co najmniej tak samo silny, nie robi na M żadnego wrażenia. Do tego stopnia, że można przy nim spać - tak mocno, że przegapia się i fazę pierwszą, i drugą, i trzecią i dopiero łubudub jest drastyczną pobudką. Tak wiec musiałam zarzucić przygotowany wcześniej plan zajęć stabilnych (noga tu, noga tam i takie tam po jednym kroczku) na rzecz działań z większą dozą energii.
Wróciliśmy więc do zmian kierunku na kole (nadal, mimo licznych pozytywnych wzmocnień, zmiana ze strony ulubionej na nieulubioną nie przychodzi tak łatwo jak w drugą stronę), chodów bocznych od i do siebie (pół kółka CG w celu przyspieszenia SG sprawdza się doskonale) i na koniec trochę prowadzenia z Z5 (przy okazji okazało się, że sterowanie z Z5 nam trochę siadło). Kartkę z zadaniami na precyzję zostawiłam na inny dzień.
2 komentarze:
Ależ słodko leżą!
nos w nos - a wlasciwie nos w pupe i pupa w nos :)
Prześlij komentarz