Jedną z rzeczy, które ćwiczyliśmy z M na kursie był specyficzny typ jojo, czy też wahadła. Poruszaliśmy się kłusem, potem 9 stopniowe cofanie, znów ruszaliśmy kłusem i znów cofaliśmy. W kłusie zadanie wychodziło całkiem całkiem, problemy zaczęły się pojawiać, kiedy chciałam przejść o poziom wyżej, czyli do galopu. Okazało się, że przejścia w dół już nie takie fajne, koń nie myśli o cofaniu, tylko leci do przodu, a dodatkowo wyszedł nasz stary problem czyli zapieranie się na wodze.
I bardzo dobrze, że wyszedł. Bez chwili wahania porzuciłam galopowanie i poprosiłam Berniego o pomoc. Zrobiliśmy kilka mocnych cofań z odpuszczeniem dopiero, kiedy koń nie tylko ruszał do tyłu, ale także współpracował z wodzą. Zakończyliśmy pozytywnie, zsiadłam i nie dotykałam więcej, żeby nie popsuć.
W domu dopiero okazało się jak piorunujący efekt zrobiło to na M. Nie tylko poprawiły się cofania, brak jest ciągnięcia nóg po piasku a nos nie wyrywa wodzy. Metamorfozie uległy ku mojemu zaskoczeniu wszystkie zwroty. Kon kręci się w miejscu, bez zastanowienia, bez wahania, bez wątpliwości. Podmienili mi go w tym Siannie czy co...?
Ktokolwiek widział, ktokolwiek coś wie? Folblut, lat 11, skarogniady, 164 w kłębie, leniuch, nierób i łakomczuch. Załączam zdjęcia en face:
3 komentarze:
Podmienili! Oni tak tam mają! Ten z wąsami w czapce z daszkiem podmienia! Sama kilka razy widziałam;)
List gończy wysłać!
Swoją drogą to dzięki tej jeździe ja się zainspirowałam i nam się też "naprawia"!
Jestem ciekawa jak dlugo te naprawianie bedzie trwac - bo ostatnio wzielam na tapete galop i tez sie naprawilo...
Prześlij komentarz