31 sie 2010

Kubeł zimnej wody

Po pierwsze, zupełnie nie w temacie, chciałbym powiedzieć, że to skandal jest. Żeby się człowiek o przygodach z brakiem amortyzacji w przyczepie i zapaleniem płuc musiał dowiadywać z smsów czytanych na cudzym telefonie, a inni tacy jedni żeby sobie na wakacje jechali i nic końskiego nie pisali. Że o jeszcze innych, którzy swoje koniowanie ograniczyli do wypuszczania koptynych na łąki to już nie wspomnę.

Po drugie, już w temacie, byłam na kursie, a właściwie z uwagi na małą ilość jeźdźców i bardzo zróżnicowany poziom - na workshopie. Przywiozłam ze sobą wychudzonego konia, masę zadań na przyszłość, trochę zdjęć (dzięki księżniczko :) i jedno ważne przemyślenie. Nasze błędy (choć pewnie lepiej je nazwać słabymi stronami) ciągle wracają do nas czkawką. Pocieszające, że na innym, zwykle wyższym poziomie. A najgorsze jest to, że przy tym wszystkim występuje zwykle pomroczność jasna - czyli my tego nie widzimy i żyjemy w błogim przekonaniu, że wszystko jest dobrze, kiedy nie jest.

Kiedyś jeździłam na kursy po nowe zadania, pomoc przy pewnych ćwiczeniach, inspiracje na następne pół roku. Dziś jeżdżę po lekarstwo na pomroczność, czyli tytułowy kubeł zimnej wody. I mam nadzieję, że to orzeźwienie zostanie ze mną na dłużej.

2 komentarze:

folkmyself pisze...

Z tym kubłem zimnej wody to coś jest na rzeczy;] Na mnie on spada jak pełna entuzjazmu pokursowego biorę się do pracy... a okazuje się ze nie wychodzi tak jak Berniemu itd.
Mam nadzieje że zdjęcia chociaż niektóre są w miarę.

Malgosia i Mentos pisze...

Jedyną rzeczą, która wychodzi mi tak jak Berniemu to tycie, ale muszę się przyłożyć ;)

Zdjęcia lepsze, niżbym sama robiła, jeszcze raz dzięki.