27 wrz 2010

Uzależniam się

Znów spotkałam się z Anią, znów poczułam jak się powinno czuć i znów wyniosłam z naszego spotkania kilka cennych rzeczy.

Na tapecie, po ostatnim kursie PNH, były oczywiście przejścia i ruch wahadłowy. Dlaczego? Bo chciałam to robić dostojniej, ładniej, efektywniej, z długą nogą, delikatną ręką i "szeptaniem". Uczyłam się cofać od napięcia mięśni i zmiany punktu równowagi (tak, żeby nie było tej strasznej nogi do przodu, zgarbienia i załamania w odcinku krzyżowym a'la PNH) oraz zatrzymywać i ruszać w równowadze, bez zmian w długości przodu i tylu tułowia (co przy przejściach cofanie- kłus nie jest takie łatwe i oczywiste).

OBOPem naszego spotkania było cofanie w synchronizacji z nogami - do 9-stopniowego cofania dodałyśmy lekkie odpuszczenie, kiedy noga myślała o oderwaniu się od ziemi. W połączeniu z osadzeniem i zmianą równowagi na cofanie jako fazą pierwszą, spowodowało to, że znów poczułam jak się pływa. Doznałam, zapamiętałam i od teraz będę tych doznań poszukiwać. Tak, potwierdzam - niestety dla swojego portfela, stety dla konia i mojego końskiego rozwoju - powoli zaczynam się uzależniać...

2 komentarze:

folkmyself pisze...

Fajne takie uzależnienie, ja tam zazdroszczę;]
P.S. A zdjęcia to nie łaska?

Malgosia i Mentos pisze...

Mhh, rodzinny fotograf bawił najmniejszego, stad zdjęć z treningu nie ma... Na pierwszym spotkaniu mieliśmy nawet film, który potem analizowaliśmy wspólnie po zajęciach, ale teraz nic a nic.