20 lip 2010

Rzucam rękawicę

Doprawdy nie wiem co mnie tak bojowo nastroiło - czy te dwa kleszcze, które znalazłam na moich spodniach po wieczornym zciąganiu koni z łąki, czy niesubordynowany na spacerze pies, który zrugał niewinnego rowerzystę (bo niby skąd miał facet wiedzieć, że jedzie skrajem naszej łąki, a nasze psy mają mocno rozbudowane poczucie własności i dodatkowo sporą niechęć do pojazdów jednośladowych), czy też ciągnący się na re-volcie chyba już przez 90 stron wątek o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą i padające tam propozycje udowadniania tejże w formie medialnej. Nie wiem. Może raczej trzymajmy się wersji, że chcąc empirycznie stosować teorię wstrzemięźliwości, należy mieć sporą inwencję twórczą. A tą, w moim przypadku, eksperta od cyferek i kasy, lepiej nie grzeszyć, bo kreatywność może prowadzić wprost za kratki.

Zatem - szukam inspiracji, podejmę wyzwanie, stanę do walki.... na zadania on line na poziomie 3/4.

A na rozluźnienie atmosfery - Mleczko czyli Maksi, który dziś skończył swoje pierwsze półrocze:

3 komentarze:

edka pisze...

O, matko... Podziwiam za poziom energii życiowej... U mnie ZERO motywacji aktualnie... Aż się wczoraj zwzięłam za porządkowanie materiałów edukacyjnych PNH, żeby się trochę podkręcić ;-)

Malgosia i Mentos pisze...

to te hormony :) matki muszą mieć kopa, bo inaczej ich dzieci umarłyby z głodu, w brudnych ubrankach i z pieluchą wypełnioną po brzegi...

No to jak przeglądasz materiały, to jesteś moim pierwszym kandydatem do rzucania wyzwań. Tylko proszę bez wycinania krów, bo najbliższą mamy jakieś 5km od domu :)

edka pisze...

A to wdepłam ;-) Krów w zasięgu wzroku nie mamy, psy by je zażarli. I nie ma się co wyzywać - dla mnie już samo wleźnięcie na konia to już wyzwanie. A Koleżanka, jak czytam, to nawet GALOPUJE :-)))