14 lip 2010

Leniucha*, czyli jak się nie spocić

___________

M to LBI, jeśli nie musi to się nie rusza ("a po co?"), na padoku parkuje się w cieniu i albo przysypia, albo gromi wzrokiem harcujące po łące dziewczyny ("młode to to i głupie..."), do domu z łąki, kiedy reszta wraca galopem, on wyciąga tylko kłusa ("jeszcze się poślizgnę na zakręcie..."), nawet kiedy postanawia kogoś w stadzie przywołać do porządku, robi to tak, jak na zwolnionym filmie ("najważniejsze, żeby się nie przemęczać").

Jednym słowem wielka, klasyczna LENIUCHA. Ma jednak wielką zaletę - MYŚLI. Oczywiście intensywnie myśli jak się nie spocić, ale myśli - rozważa czy należy się ruszyć, czy może jeszcze poczekać, jak się dostać z punktu A do punktu B najmniej męczącą drogą i co zrobić, żeby ona (czyli ja) w końcu dała odpocząć, najlepiej z pyskiem pełnym nagródek lub nosem w trawie. Do naszych historii rodzinnych przeszła opowieść o tym jak M uczył się przeciskać nad przeszkodą. Póki było nisko - przełaził przez nią najwolniejszym z możliwych stępem, kiedy zrobiło się wyżej i trzeba było skoczyć, bo przejść się nie dało - M pomyślał, westchnął, po czym obszedł przeszkodę dookoła i z uśmiechem na końskim pysku zameldował się w postawie wyczekującej nagrody po drugiej stronie. Efekt końcowy był jak najbardziej zgodny z moim oczekiwaniem, sposób wykonania - już niekoniecznie...

W poniedziałek M znów dowiódł, że całe jego życie obraca się wokół "aby się nie spocić" - pasażerujemy sobie w kłusie, jedna, druga, trzecia, piata, dziesiąta minuta - koń się zmęczył, sapnął i zaczął myśleć. Po chwili miałam propozycje przyspieszenia kłusa, potem skok przez przeszkodę (jak dobrze, że ostatnio obniżyłam...), kłus przez zawsze omijane drągi oraz zagalopowanie (to dopiero desperacja...). Uśmiałam się szczerze i koniec końców zsiadłam. Dlaczego? Bo w odróżnieniu pewnie wielu innych jeźdźców dowody na myślenie cenie sobie bardziej od prawidłowego wykonania zadania. W końcu kupiłam konia a nie rower :)

*leniucha - wersja żeńska od leniuch, stworzona początkowo przez męża Czecha na potrzeby naszej leniwej suki, obecnie używana w polsko-czeskim domu dla wszystkich leni, także tych rodzaju męskiego i nijakiego

3 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Małgosia, a ile on ma lat? Bo może Truskawka wyrośnie z tych dzikich galopów? Ona też zdecydowany LBI, a Sylwia mówi, że do pracy się nie pali - czyli też "leniucha".

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Też gęba mi się śmieje, jak Duszek kombinuje, co zrobić, żeby dostać nagrodę (u niego odpoczynek nie jest nagrodą, nagrodą jest coś do gęby). Jeździmy, zadzwonił telefon, stanęliśmy i gadam, gadam, gadam ... A Duszek myśli –„co ona może chcieć? Może chcesz, żebym cofnął” – i rusza do tyłu. „Nie? – to może w bok?” I proponuje chody boczne. A przy tym wszystkim ma taką myślącą, skoncentrowaną minę, że nie sposób się nie cieszyć.

Malgosia i Mentos pisze...

hehehe, u mnie jakis czas temu po walkowaniu chodow bocznych na rozne sposoby i mocnym ich nagradzaniu, staly sie one odpowiedzia na wszystkie moje prosby - ja prosze w klusie o "galop" a moj kon na to "tak jest, juz chody boczne!" - w klusie zeby nie bylo - z mina skupiona na maxa oczywiscie.

M ma teraz 11 lat - trudno mi powiedziec czy on wyrastal, czy tez wzrost moich umiejetnosci mu pomogl - anyway jak juz ma wiecej energii i go troche popchne to szaleje jak dziki osiol i wali te swoje hiper-barono-wystrzaly z zadu- ciezko mi wlasnie znalezc taki zloty srodek