___________
M to LBI, jeśli nie musi to się nie rusza ("a po co?"), na padoku parkuje się w cieniu i albo przysypia, albo gromi wzrokiem harcujące po łące dziewczyny ("młode to to i głupie..."), do domu z łąki, kiedy reszta wraca galopem, on wyciąga tylko kłusa ("jeszcze się poślizgnę na zakręcie..."), nawet kiedy postanawia kogoś w stadzie przywołać do porządku, robi to tak, jak na zwolnionym filmie ("najważniejsze, żeby się nie przemęczać").
Jednym słowem wielka, klasyczna LENIUCHA. Ma jednak wielką zaletę - MYŚLI. Oczywiście intensywnie myśli jak się nie spocić, ale myśli - rozważa czy należy się ruszyć, czy może jeszcze poczekać, jak się dostać z punktu A do punktu B najmniej męczącą drogą i co zrobić, żeby ona (czyli ja) w końcu dała odpocząć, najlepiej z pyskiem pełnym nagródek lub nosem w trawie. Do naszych historii rodzinnych przeszła opowieść o tym jak M uczył się przeciskać nad przeszkodą. Póki było nisko - przełaził przez nią najwolniejszym z możliwych stępem, kiedy zrobiło się wyżej i trzeba było skoczyć, bo przejść się nie dało - M pomyślał, westchnął, po czym obszedł przeszkodę dookoła i z uśmiechem na końskim pysku zameldował się w postawie wyczekującej nagrody po drugiej stronie. Efekt końcowy był jak najbardziej zgodny z moim oczekiwaniem, sposób wykonania - już niekoniecznie...
W poniedziałek M znów dowiódł, że całe jego życie obraca się wokół "aby się nie spocić" - pasażerujemy sobie w kłusie, jedna, druga, trzecia, piata, dziesiąta minuta - koń się zmęczył, sapnął i zaczął myśleć. Po chwili miałam propozycje przyspieszenia kłusa, potem skok przez przeszkodę (jak dobrze, że ostatnio obniżyłam...), kłus przez zawsze omijane drągi oraz zagalopowanie (to dopiero desperacja...). Uśmiałam się szczerze i koniec końców zsiadłam. Dlaczego? Bo w odróżnieniu pewnie wielu innych jeźdźców dowody na myślenie cenie sobie bardziej od prawidłowego wykonania zadania. W końcu kupiłam konia a nie rower :)
*leniucha - wersja żeńska od leniuch, stworzona początkowo przez męża Czecha na potrzeby naszej leniwej suki, obecnie używana w polsko-czeskim domu dla wszystkich leni, także tych rodzaju męskiego i nijakiego
3 komentarze:
Małgosia, a ile on ma lat? Bo może Truskawka wyrośnie z tych dzikich galopów? Ona też zdecydowany LBI, a Sylwia mówi, że do pracy się nie pali - czyli też "leniucha".
Też gęba mi się śmieje, jak Duszek kombinuje, co zrobić, żeby dostać nagrodę (u niego odpoczynek nie jest nagrodą, nagrodą jest coś do gęby). Jeździmy, zadzwonił telefon, stanęliśmy i gadam, gadam, gadam ... A Duszek myśli –„co ona może chcieć? Może chcesz, żebym cofnął” – i rusza do tyłu. „Nie? – to może w bok?” I proponuje chody boczne. A przy tym wszystkim ma taką myślącą, skoncentrowaną minę, że nie sposób się nie cieszyć.
hehehe, u mnie jakis czas temu po walkowaniu chodow bocznych na rozne sposoby i mocnym ich nagradzaniu, staly sie one odpowiedzia na wszystkie moje prosby - ja prosze w klusie o "galop" a moj kon na to "tak jest, juz chody boczne!" - w klusie zeby nie bylo - z mina skupiona na maxa oczywiscie.
M ma teraz 11 lat - trudno mi powiedziec czy on wyrastal, czy tez wzrost moich umiejetnosci mu pomogl - anyway jak juz ma wiecej energii i go troche popchne to szaleje jak dziki osiol i wali te swoje hiper-barono-wystrzaly z zadu- ciezko mi wlasnie znalezc taki zloty srodek
Prześlij komentarz