__________
Z Duszkiem na huśtawce
Duszek jest koniem bardzo żarłocznym. W jego opinii widzieć trawę znaczy jeść trawę. Mamy ustalony sygnał przyzwalający i sygnał nakazujący przerwanie jedzenia. Oba sygnały Duszek rozumie znakomicie, natomiast na pierwszy reaguje z prędkością światła, z drugim różnie bywa. Dodatkowo próbuje wykorzystać każdą okazję, żeby rzucić się na trawę poza „rozdzielnikiem”, czyli bez sygnału „tak” albo ignorując sygnal „nie”. Ostatnio tak bardzo to się nasiliło, że przestałam chodzić na dużą ujeżdżalnię,która jest porośnięta trawą. Cała moja jazda polegała na próbach udaremnienia jedzenia trawy.
W zeszły weekend pojechałyśmy z koleżanką do lasu i było to porażka całkowita. Nie dość, że konie były bardzo podminowane z powodu ataków owadów, Duszek przeszedł sam siebie w atakach na kępki trawy. Byłam załamana. Do tego stopnia, że zaczęłam się zastanawiać, czy na jazdę nie wkładać mu kagańca (pomysł Sylwii).
W ten weekend w stajni objawił się mój mąż, żeby popatrzeć, jak mi idzie na Duszku (ostatni raz oglądał nas w zeszłym roku podczas urlopu). Chcąc nie chcąc pojechałam na tę nieszczęsną trawiastą ujeżdżalnię. I co? Trawa jakby nie istniała. Kłus, galop – żadnych gwałtownych stopów, żeby coś złapać do pyska. Po drążkach prościutko, nogi wysoko. Nie wiem, co spowodowało tę nagłą odmianę. Wczoraj to samo. Poza tym, że spłoszył się, jak jakieś kwaczące ptaszysko wyleciało z mijanej kępki zielska, było to powtórzenie soboty. Czyżby nie musiał jeść?
Z Truskawką na huśtawce
Truskawka jest koniem o zdecydowanie wyższym poziomie energii niż Duszek. Czasami energia ją aż roznosi i uskutecznia dzikie galopy na padoku. Któregoś dnia poszłyśmy na round-pen i ledwo zamknęłam wejście, ona rzuciła się do galopu. Przebiegła pewnie ze dwadzieścia kółek, a ja stałam w środku i starałam się „sflaczeć” jak najbardziej, żeby swoją energią jej jeszcze dodatkowo nie pobudzać. Nic to nie zmieniło, już przymierzałam się do rozpłaszczenia na ziemi jako do najwyższej (w mojej opinii) formy „sflaczenia”. Na szczęście zakończyła turkę i podbiegła do mnie. Z ulgą pogłaskałam ją po pysku, myśląc, że to koniec jej indywidualnej wersji wydarzeń. Tymczasem zrobiła zmianę kierunku i rzuciła się w drugą stronę na kolejne dwadzieścia kółek. Nawet się nie spociła.
To samo widać przy squeeze game w kłusie czy galopie: niskie przeszkody przeskakuje z podwójnym lub nawet potrójnym zapasem. Do wysokich wolę jej nie dopuszczać.
Wykorzystując stajenną wizytę męża chciałam mu pokazać, jaka ona energetyczna i jak powinien mi współczuć, że muszę zmagać się z tym huraganem. I co? I nagle w CG ledwo kłusowała, galop też mocno ospały, przez rurę owszem, przeskoczyła, ale zahaczyła tylnymi kopytami. Tak też potrafi?
1 komentarz:
Wytłumaczenie jest proste - Dusiu ukradł Czarnej Mambie cale żarcie - na skutek czego ona padała bez siły a on już nie mógł patrzeć na trawę :)
Prześlij komentarz