___________
„Truskawki to bardzo wrażliwe owoce” – mówi Jan Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej .”Można nawet powiedzieć, że rozpieszczone.”
Wypada mi tylko dodać, że w przypadku mojej Truskawki jest to prawda. Nomen omen.
Zaczęło się tak.
Doszłam do wniosku, że czas trochę odkleić się od Duszka i zacząć jeździć na Truskawce. Sylwia mi pokazała, co ona już potrafi i postanowiłam, że wsiadam, jak pogoda się ustabilizuje. Pogoda w końcu się poprawiła i wymówki sie skończyły. Wsiadłam, ruszyłyśmy. Chwilę popasażerowałyśmy, a potem podjechałam do ogrodzenia. Plan na dzień pierwszy był follow the rail w stępie, potem w kłusie. Niestety, nieszczęsny rail nie pozwolił planu zrealizować. Ogrodzenie jest tak zrobione, że poziome belki nabite są od zewnątrz, czyli od wewnątrz są słupki (nigdy do tej pory nie zwracalam uwagi na konstrukcję ogrodzenia). Jadąc wzdłuż ogrodzenia zahaczyłam nogą o slupek, odruchowo mocniej przycisnęłam nogę (a Sylwia mi mówiła, że Truskawka regauje na bardzo delikatne sygnały) i kobyła dała czadu. Raz, było za mocno, dwa nie wiedziała, co to znaczy i zanim się zorientowałam, już mnie na niej nie było. Zrobiła autentyczne rodeo, ja nie kowboj, nie miałam szans. Wzięłam ją na długą linę i dopiero przeraziłam się, jak zobaczyłam z boku, co ona wyprawia. Przyznam, że nigdy na żywo nie widziałam takich baranów. Do tej pory znałam to z filmów o rodeo. Zachowywała się tak, jakby miała po raz pierwszy w życiu na sobie siodło i chciała się go pozbyć.
Pozwoliłam jej przestać, gdy w obie strony galopowała spokojnie bez napinania liny. Wsiadłam jeszcze na chwilę na stępa, ale był to już z mojej strony wyczyn heroiczny.
Od tamtej pory wsiadanie odpuściłam sobie zupelnie i skoncentrowałam się na kontroli samej siebie w naszych stosunkach. Dopiero w ostatnią sobotę dojrzalam do kolejnej próby. Wsiadłam, posiedziałam, zsiadłam, wsiadłam, kilka kroków, koniec. Truskawka zachowywała się wspaniale. Gdy wsiadałam, sama robiła zgięcie boczne.
Zachęcona wczoraj postanowiiłam zrobić to samo + trochę postępować. Najpierw pobawiłyśmy się na linie (na nią nie zamierzam wsiadać z marszu, jak na Duszka). Ładnie reagowała, nie wyrywała do przodu, więc wsiadam. Osiodłałam i idziemy, żeby ją trochę poruszać przed dociągnieciem popręgu. Jeden krok, drugi i powtórka z rozrywki. Rodeo na krótkiej linie jest bardziej przerażające niż na długiej, więc jakimś cudem udało mi się ją błyskawicznie uspokoić (do tej pory nie wiem, jak to zrobiłam) i zmieniłam linę. Robimy CG. Jest to CG z efektami specjalnymi. Tak jak poprzednio, zakończyłam, jak galopowała i zagalopowywała spokojnie z luzem na linie. Ale nie zdołałam już w sobie wzbudzić chęci do wsiadania.
Potem cały wieczór główkowałam, co ja takiego zrobiłam, że sprowokowałam ten wybuch. Bo wiem, że jeśli nie zrozumiem, będę bała się na nią wsiąść. Olśnienie przyszło dziś rano. Myślę, że za mocno dopięłam popręg.
P.S.1. Przy okazji dowiedziałam się, że truskawka tak naprawdę nazywa się poziomka truskawkowa.
P.S.2 Czy ktoś lubi poziomki truskawkowe nie tylko w wersji doustnej?
7 komentarzy:
AAA, witam w klubie właścicieli "wariatów"...
Ja na Siwej chyba na wieki wieków będę się bała jeździć... Wystarczyło, że widziałam jak kiedyś posłała z baranami na glebę me dziecię (w sumie 3 razy)... I Ala mnie nie przekona, że TERAZ Siwe to MUŁ... Jakby Ala widziała, co Siwe potrafi(ło)...
eee, nikt nie potrafi tak walic z zadu jak M - on po prostu przerzuca sobie tylne kopyta nad glowa w galopie...
i jak ja mam na nim jezdzic???
my wczoraj bawilismy sie z siodla w tryliont przejsc miedzy stepem a klusem - i o dziwo z siodla wychodzi nam to sto razy lepiej ( czyt. na samo pomyslenie) niz w cg - hmmm interesujace, prawda?
Hmm... My mialysmy podobny problem... Tylko jesli za slabo dopniesz popreg, siodlo moze sie zsunac z jej grzbitu i wtedy to juz tylko bedzie gorzej, no nie?
Co dziwne, moge jezdzic na moim koniu na podkladce do jazdy na oklep (tez jest popreg), ale jak tylko siodlo pojawia sie na grzbiecie (barefoot + pad physio; dodatkowo byla badana przez kregarza!!!), pojawia sie tez kon-brykacz ;)
Bede sledzila Wasze postepy - byc moze pomozecie mi rozwiazac nasz problem :)
Zycze powodzenia :)
Małgosia, i co? Przecież jeździsz?
Żeby ona tylko waliła z zadu! Ona wygina grzbiet w łuk, wali równo i pędzi z szybkością światła. Zastanawaiam się, po co ja w ogóle się na nią pcham. Przecież mam Duszka, a Duszek to koń z sercem na kopycie.
Tak naprawdę ja nie wiem, czy to było spowodowane popręgiem. Ale przecież jakiś powód musiał być. Wczoraj zapięłam luźniej i bryk nastąpił dopiero przy zagalopowaniu. I był tylko jeden. W związku z tym wdrapałam się na nią kilka razy, ale odwagi do ruszenia nie potrafiłam w sobie wzbudzić.
Najśmieszniejsze jest to, że przy wsiadaniu jest to koń ideał. Ani drgnie, sama zgina szyję, nawet nie trzeba skracać wodzy.
Mam wrażenie, że zsunięcie siodła by na niej wrażenia nie zrobiło. Ją takie rzeczy generalnie nie ruszają. Kiedyś machnęła ogonem, zerwała i zaplątała się w sprężynę zamykającą wejście na padok. Sprężyna była wszędzie – pod ogonem, pod brzychem, na zadku, wiła się i żyła własnym zyciem. Żeby kobyłę oswobodzić musiałam kawałek ogona wyciąć. A ona podczas tych zmagań nic, spokój kompletny.
To, co ona robi nie jest spowodowane strachem. Ale przyznam, że wolę bojaźliwe reakcje Duszka, są bardziej przewidywalne.
To jest tym spowodowane, że koń całkowicie, całkowicie Cię olewa, zupełnie nie szanuje i toleruje (nie akceptuje) tylko o tyle to, co z nim robisz, o ile mu to nie przeszkadza. Dodać to tego Twój strach przed jazdą konną i brak umiejętności jeździeckich, i efekt jest taki, jak właśnie opisujesz.
Anonimowy, co do olewania i braku szacunku masz rację. Pracuję nad tym i co nieco się zmienia - jeszcze nie tak dawno grozila mi zadkiem, gdy wchodzilam z żarciem do boksu i nie dostawała tego żarcia natycnmiast. Teraz grzecznia czeka, kiedy pokaże jej ręka, że może podejsć do jedzenia.
Natomiast nie wiem, skąd wzięło się twierdzenie "Twój strach przed jazdą konną". Ja boję się jazdy na Truskawce i wcale tego nie kryję, więc nic nowego nie powiedziałeś (powiedziałaś?). Ale jazda na Truskawce nie jest równoznaczna z jazdą konną. Gdyby tak było, jedyną osobą jeżdżącą konno na tm pieknym świecie by była Sylwia, bo tylko ona na niej jeżdzi. Nie boję sie jazdy konnej, boję się jazdy na Truskawce.
Prześlij komentarz