Ostatnio nie było czasu pisać... sporo się działo, choć niekoniecznie w naszej stajni.
Brytania w porządku, nie ma kolek, nie ma robali, weszłyśmy z całą naszą czwórką na system odrobaczeniowy 4 razy do roku, za każdym razem innym środkiem, mam nadzieję, że się sprawdzi. Póki co bestia się błyszczy jak dzika, napatrzyć się na nią nie możemy. Foty trzeba zrobić jakieś.
W międzyczasie skończyła trzy latka. Powoli myślimy więc o wsiadaniu - i o pracy przygotowującej (o tym więcej później). Jedno co się nieco popsuło, to kopytka... było na glowie parę dziwnych rzeczy i przeciągnęłam terminy, nie zaglądałam w Bryśkowe strzały, bo przecież zawsze były piękne. No i się zmyły. Teraz jest pogłębiony rowek środkowy i w wolnym stępie chód z palca :(
Wiedźmin od dość dawna czysty. JUPI!!! Piłujemy kopytka, u niego najładniejsze z całej trójki. Też trochę strzałki oberwały, ale już się zbierają.
Campi dziwnie. Kuleć nie kuleje, ale czasem skraca wykrok na ten prawy przód. Tak więc praca pod siodłem i praca na kołach, podobnie jak wysiłek w wyższych chodach - odpada. Trochę mnie to już dobija, bo myślałam, że się uda zabrać panienkę na kurs PNHowy na jesień, a pytać chciałam własnie o galop i circling między innymi. Może się jeszcze uda, zobaczymy. Jej kopytka też zapuściłam przez "inne sprawy" :(, wyrosły za długie i ruch się mocno popsuł. Teraz wróciła na rozpiskę 2-4 tygodni i powolutku się poprawiamy.
Na nasze kulawce (jeszcze Orfik) mamy teraz nowy plan, zaimportowany przez Anię prosto z niemieckiej kliniki ;) Trzy razy w tygodniu - dłuuuuga rozgrzewka stępem (czyli spacerek w terenie), później zakłusowania na długich ścianach ujezdżalni (na prostych), po tej rozgrzewce praca na drążkach nad podnoszeniem i wyciąganiem łap, później znowu rozstępowanie. Cały czas zwracanie uwagi na rozluźnienie, sensowne obniżanie głowy i rozciąganie grzbietu, ergonomiczną pracę. Tego ma być 6 tygodni. Poza tym stępowe spacery ile wlezie. Mam plan doczepić się z Campi do Orfika, a pewnie i Wieśkowi by się przydało (plan brzmi rozsądnie wzmacniająco) i Brysi (pod kątem przygotowania do wsiadania, wzmocnienia ogólnie). Wszystkim się to powinno przydać na strzałki, które po przedwiosniu wyglądaja nieszczególnie.
Żeby nie było, że to tak totalnie słomiany zapał - już chodziłysmy na dłuższe stępowe spacery, w celu zrzucenia kulawcom nadwagi (po kopytnym kursie wyznaczyłam "indeksy" Orfikowi i Campinie i wyszło, że plasują sie gdzieś między 8 a 9 w skali 1-9... absolutnie niedopuszczalne dla konia z kulawizną). Te stępy wymysliłam, bo to jest cos, co mogą robić bez szkody dla siebie. No a na padoku ruchu mają niewiele - trawy mało, więc większośc czasu parkują przy siatkach z sianem. Stojąc.
W ramach podejścia wszechstronnego do kopyt, kulawizn i kondycji dokończyłyśmy tez rozpoczęte w zeszłym tygodniu sprzątanie pastwiska. Wszystkie kupy wywiezione!! A była tego potworna hałda. Jeszcze część zagrabiona przy płocie czeka na wtorek i panów stajennych, którzy obiecali zgarnąć "na maszynę" - od teraz zaczynamy regularne, cotygodniowe sprzątanie - no ale co to będzie, po tym zimowym porządkowaniu nic już nas chyba nie ruszy :)
Dzięki temu, że pastwisko posprzątane, w szczególności obszar przy siatkach, w kopytach mniej syfu i strzałki zaczynają się powoli poprawiać.
Ogólnie - roboty jak zwykle więcej niż czasu i sił. Dzisiaj miałam zacząć dłubanie w kopytkach, zabrakło mi siły. Jutro już naprawdę muszę - bo czeka 16 sztuk. Poza tym w planie znowu dłuższy spacer rehabilitacyjny. A w poniedziałek jadę do lasu do tamtejszych podopiecznych, podstrugać 12 kopytek i może się znowu uda wykorzystać 4 z nich do przewiezienia tyłka w terenie :) Dwa tygodnie temu przejechałam się na stępokłusa do lasu i przypomniałam sobie, że lubię jeździć. Szczególnie na koniu, który kiedyś był leniwy, stękający i potykający się, a teraz ma rakietę w tyłku ;) czysta przyjemność.
Na koniec jeszcze kopytny sukces - prawdopodobnie nigdy wcześniej nie strugana klaczka zimnokrwista, o roboczym pseudonimie Lejdi Bi, która mieszka w tej samej stajni, w której zamieszkał Lucek, ma wreszcie w 100% zrobione kopytka! Za kolejne 6 tygodni przyjadę już prawdopodobnie bez pomocników, którzy okazali się nieocenieni (i tak miałam zakwasy od cęgów następnego dnia). Liczę na to, że się uda zafundować Lejdi Bi pierwsze zupełnie normalne struganie - bez brzeszczotów i ogłupiaczy. Miłego używania nóg, dziewczynko, pracuj nad ładną, dobrze przyspojoną ścianą :)
2 komentarze:
Dea- szacunek:) Ech Ty to dziewczyno tez sobie bierzesz obowiazków na glowę... Tyle koni do strugania? Ja po jednym mam dosyć:) Nutke tez musze zrobić ale jak pomyśle jaka ona jest chetna do trzymania nóg to sama sobie już wspołczuję... Zainteresowałąs mnie tym programem rehabilitacyjnym dla Orfika bo ja tylko z Fialą zmieniam tempa w stepie a jak sie rozfika to juz mowy nie ma o innej pracy bo zachowuje sie jak latawiec:) No cóz sie dziwic ze chce sie dziecko wyszumieć troche... Musze jescze raz dokladnie przeczytać co napisałaś i w razie czego napisze do Ciebie o szczególy. Pozdrówki dla wszytskich kulawców!
Ja ze struganiem dwóch lewo daję sobie radę. I myślę sobie, jakie latwe jest mieć jednego konia.
Prześlij komentarz