________
Miejsce akcji: wieżowiec widokowy w Szanghaju.
Atrakcja tego miejsca: podest okrążający ten wieżowiec, podłoga ze szkła. Jak się stanie na tym podeście, widać pod sobą 260 metrową przepaść.
Ludzie chodzą, śmieją się, robią zdjęcia. Normalka. Próbuję wejść. Robię krok i drętwieję. Zachęcają mnie, tłumaczą ... Rozumiem, że to bezpieczne, przecież ludzie chodzą, śmieją się, robią zdjęcia. Ale nie potrafię. I wtedy zaczęłam myśleć o tym, jak musi czuć się koń wprowadzany do przyczepy.* Koń, zwierzę reaktywne. On nie wie, po co ma tam wejść. Nie rozumie, że to nie jaskinia, gdzie może na niego czychać drapieżnik. Dla niego to miejsce, gdzie będzie uwięziony, gdzie odebrana zostanie mu główna strategia obronna: ucieczka.
Konie wchodzą do przyczepy. Ja na podest nie weszłam.
Droga Duchów prowadząca do grobowców Mingów pod Pekinem. Tam miałam swoje chińskie najbliższe spotkanie trzeciego stopnia z koniem, czyli siedziałam na koniu. Tyle, że miał kilkaset lat i był z kamienia.
*W Szanghaju, na wysokości 260 metrów myślę o koniach. Czy to nie obsesja?
3 komentarze:
Obsesja, zapewne. Ja, czytając książki na temat pozytywnego szkolenia psów, w miejsce słowa PIES nieodmiennie wstawiam sobie słowo KOŃ i wyobrażam sobie, że stosuję metodę psiego szkolenia do uczenia koni...
No właśnie, kiedy kończy się pasja a zaczyna obsesja?
Edka, pozytywne szkolenie koni to ewidentnie dobry kierunek, nie obsesja! ;) a chińskiej przygody tylko pozazdrościć, nawet bez widoku z widokowego wieżowca :)
Prześlij komentarz