Sesja 1:
Uzbrojona w świadomość, że machanie głową jest testowaniem mojej pozycji w naszym związku ułożyłam sobie taki plan działania: prośba o o zagalopowanie – machanie głową – ignoruję machanie – nadal proszę. Strategia się nie sprawdziła, bo „nadal proszę” do niczego nie prowadziło. Zmieniłam na: prośba o o zagalopowanie – machanie – stajemy – cofamy. Poskutkowało na tyle, że przestał machać. Żeby nie być piłą, przeszłam do innych zajęć.
Sesja 2:
Proszę o zagalopowanie. Już nie macha, ale nie zagalopowuje. Przerwałam, jak udało mi się wydusić jedno zagalopowanie. Przeszłam do ćwiczenia przejść w dół. Okazało się, że się mocno popsuły. Nie wiem dlaczego.
Przerwa w sesjach:
Skoro nic nie wychodzi, nie wsiadam, żeby się jeszcze bardziej nie zdołować i nie obwiniać konia za swoje błędy. Zamiast sesji spacerek z ziemi na sznurku. Dla relaksu i dla kopyt. Żeby koń pochodził trochę po twardym.
Sesja 3 (wczoraj):
Planowałam poćwiczyć przejścia w dół. Nastroju do nieudanych zagalopowań nie miałam. Tymczasem kłusujemy, kłusujemy i czuję, że Dusik ma ochotę zagalopać. Bierz, co koń oferuje. Więc proszę o galop – i galopujemy! Wychodziły nam te zagalopowania na obie strony, stopniowo wydłużałam galop. Było super.
Poza nastrojem Duszka dużą rolę odegrała podpowiedź Sylwii, co mogę jeszcze zrobić, żeby łatwiej koń zrozumiał, o co mi chodzi. I zastosowanie się do zasad głoszonych w PNH (nie twierdzę, że są one wyłączną własnością PNH, ale ja je poznałam przez PNH): 1. Nowości wprowadzamy pojedyńczo. 2. Obowiązki konia: "Maintain gait” (utrzymuj chód) jest przed "maintain direction" (utrzymuj kierunek). A ja w pewnym momencie chciałam za dużo na raz: żeby zagalopował, utrzymał chód i galopował wzdłuż ogrodzenia.
Co jeszcze z tego wynikło:
Skoro konik się przełamał, ja postanowiłam dla niego złamać schemat.
Duszek jest koniem żarłocznym. Jestem przekonana, że określenie „food focused” zostało stworzone z myślą o nim. Na trawę rzuca się tak, jakby był głodzony wieki całe. Mamy ustalony sygnał, na jaki może jeść i na jaki ma przerwać. Nie muszę mówić, że sygnał numer jeden działa sto na sto i błyskawicznie. Numer dwa już nie jest takim pewniakiem. Do tej pory używałam obu sygnałów tylko naziemnie. Nie mogłam przemóc się, żeby pozwolić mu jeść trawę, gdy był pod siodłem (wizja zapoprężenia).
No i wczoraj nastąpił ten przełomowy moment. Mówię Dusikowi jaki mądry z niego koń i mówię, że może jeść trawę. A tu niespodzianka! Koń nie je. Konia wyrażnie zamurowało. Chyba nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Zareagował dopiero za drugim razem. Ale zrewanżował mi sią tym, żejak powiedziałam dosyć, po prostu przestał.
A tu wracamy. Zdjęcia autorstwa Miłki, która akurat czatowała z aparatem, żeby fotografować kopyta Andaluzji obrabiane przez Zbynka czyli Oblubieńca. Przy okazji ja się załapałam. Szkoda, że ujeżdżalnia tak daleko, może by obfociła nasze galopy.
5 komentarzy:
Fajnie razem wyglądacie :) Pozdrowienia dla Duszka i jego lidera :)
Aniu, ile Ty już lat ćwiczysz PNH? A ile lat jeździsz konno? W tym tempie to Wam obojgu życia nie starczy.
A na co nie starczy? My się po prostu bawimy. Nigdzie mi się nie spieszy. I jest mi z tym dobrze.
Duszek był zajeżdżany w wieku 6 lat (teraz ma 8). Powoli wprowadzamy nowe rzeczy. Powoli, bo czasu mało (praca, opieka nad dwoma końmi – kurcze, ile czasu np. zajmuje werkowanie 8 kopyt!), bo przerwy wywołane różnymi okolicznościami, bo brak hali itd. Tak naprawdę na Duszku dopiero zaczynamy galopować (bo galopy w terenie to inna bajka). Ale ja nie mam parcia na tempo i osiągnięcia. Cieszą mnie małe rzeczy. Np. jeszcze niedawno chody boczne robiliśmy tylko wzdłuż ogrodzenia, teraz robimy na każdej przestrzeni. Dużo to czy mało? Jasne, że mało, ale i tak mnie to cieszy.
PNH zainteresowalam się po kupnie Truskawki (przed Duszkiem), ale ona wtedy źrebięciem była. Teraz jest małolatą (w lutym skończyła 4 lata).
Zastanowiłam się nad pytaniem, ile lat jeżdżę konno. I doszłam do wniosku, że krótko. Mój nowy początek to dzień, kiedy przyjechał do mnie Duszek. Całkowicie przestawiłam się mentalnie na nową sytuację: jazda na własnym koniu i jazda przy użyciu innych rekwizytów. Czuję się, jakbym wraz z Duszkiem dopiero zaczęła jeździć. W pewnym sensie to prawda, bo jeszcze nie doszliśmy do jazdy na wędzidle, a nigdy przedtem nie jeżdziłam bez kontaktu. He, he, taka „gruba kreska”. To, co było wcześniej przestało się liczyć. Liczyć w sensie mego rozumienia doświadczenia jeździeckiego. Od kiedy nastał czas Duszka chyba tylko raz jeździłam na innym koniu. W dodatku zdecydowanie więcej jeździłam przed czasem Duszka. Aż boję się pomyśleć, co będzie, jak nadejdzie czas Truskawki.
Aniu cieszę się że w końcu było owocnie!
Po ostatniej jeździe zdecydowanie muszę parę rzeczy przemyśleć z tego co napisałaś!
Prześlij komentarz