W kilku zdaniach o naszym "stadku kulawców": namierzyłam drugi użyteczny padok. Puściłam tam dzisiaj Campinę z Brytanią, chodziły całkiem spokojnie, szczęśliwe, że mają trawę. Trochę było biegania nadprogramowego jak stajenny przyjechał i, zanim zdążyłam zareagować, puścił resztę koni do stajni :/ One muszą schodzić pierwsze.
W sumie nieźle wyszło z wymówieniem nam tej podmokłej łączki - ten wybieg jest dużo fajniejszy, tyle że dalej.
Na drugim padoczku zorganizowałyśmy zapoznanie Lucka i Wiedźmina, do towarzystwa dostały znanego Wieśkowi hucułokuca, który "stabilizował mieszankę" i sprawiał, że Wiedźmin miał trochę mniej ochoty opuścić miejsce zdarzenia (pierwsze wypuszczenie obu chłopaków razem na ujeżdżalnię właśnie tak się skończyło - po 5 minutach Wieś stwierdził, że ma już dość tego obcego kurdupla i spada).
Jutro próbujemy w miarę od rana przekonfigurować konie (klacze na ten dalszy padok, a wałki razem na bliższy). Jak będą spokojnie chodziły, pozostanie jeszcze problem "automatyzacji" wyprowadzania - nie wiem czemu, ale to jest problem, wyprowadzić dwa konie, które mogą iśc razem i idą grzecznie, na plac 100m od stajni... Może za flaszkę się uda dogadać...
Ogólnie ruchu było dzisiaj trochę nadmiarowego, mam nadzieję, że kulawcom nie zaszkodzi - Campi nogę schłodziłam po tej galopadzie, zobaczę, jak będzie chodziła jutro. A poza tym - strzałki nam pięknieją z dnia na dzień :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz