12 cze 2009

Lucek, kopyta i stajenne nowości

...czyli Nic, Co Luckie, Nie jest Mi Obce

Wczoraj był Dzień Lucka.

Lucek został wczoraj wykąpany (przyznaję, że bardziej było to zanurzenie/habituacja niż przybliżanie i oddalanie/approach'n'retreat - nie było czasu na "cackanie", a efekt wcale fajny - po pół godziny zlewania z węża, szorowania manusanem i znowu zlewania z węża, z uwzględnieniem rzepa ogonowego i grzebienia grzywy, mały stał i nawet po swojemu nie kwiczał - bo rży on przeraźliwie, został jednogłośnie okrzyknięty najbardziej intensywnym dźwiękowo koniem w stajni ;)

Podobnie niestety z odrobaczeniem - dostał pastę metodą "na chama", ponieważ wzgardził dwiema strzykawkami kubusia marchewkowego. Na przekonywanie do strzykawki będzie czas później - póki co, odrobaczony.

Klozet-szczotka przycięta, wygląda bardziej jak ogon... źrebięcy, bo skróciłam mu do stawów skokowych i nieco postrzępiłam ;) Ogólnie wygląda jak źrebaczek teraz. Mały rozmiar i drobna budowa pasują do obrazu.

Później przyszedł czas na sprawdzenie, jak młody podaje nóżki - okazało się, że nie tak źle, jak myślałam, natomiast kopytka wyglądały tak źle, jak myślałam, że mogą wyglądać po pół roku braku ingerencji z zewnątrz. Chodził machając każdą nogą w inną stronę - skoro dzień Lucka, to dzień Lucka, kopytka też mu zrobiłam. Było trochę batalii i machania zadnimi nóżkami pod koniec, ale daliśmy radę. Póki co, twarde końcówki Lucola są dalekie od ideałów, ale doprowadziłam je do stanu "...i poczekać dwa tygodnie" - zobaczymy, co tam zacznie rosnąć teraz, jak zrobiłam miejsce.

Poza tym, żeby nie było, że wszystko robiłyśmy koniowi, a nie dla konia, zabrałyśmy też małego na trawkę z Campi. Okazało się, że jest spokojniejszy, kiedy nie widzi koni - taka ciekawostka - oraz że nie robi różnicy, jak daleko od stajni się znajduje - zachowywał się tak samo (w końcu ta stajnia jeszcze nie jest dla niego "domem"). Oczywiście ciągnie, napiera, nie potrafi podstawowych ustąpień - trzeba będzie odrobinę nad nim popracować. Zobaczymy, co się uda uzyskać.

Przy okazji oględzin dokładnych przyuważyłysmy, że (niedawna) kastracja nie przebiegła całkiem bezproblemowo - cosik małemu wisi w okolicach, gdzie nic wisieć nie powinno ;) wymaga więc konsultacji weterynaryjnych.

Ze stajennych nowości - przybyła nam w stajni nowa źróbka. Urodziła się wczoraj w nocy. Jej matka jest wybitnie zdziwiona, co też się koło niej pęta, wącha malutką z nieśmiałą ciekawością, śmiesznie podnosi zadnią nogę, kiedy mała pije i ogólnie widać, że próbuje się odnaleźć. To jej pierwszy źrebak. Rano po porodzie była taka zamieszana, że kiedy stajenny otworzył boksy, wypuszczając stado na pastwisko, wyszła z resztą nie oglądając się specjalnie na pociechę. Mała została, leżała na słomie. Kiedy przerażony stajenny zauważył "bonus" w boksie, poszedł wyrodną mamusię złowić na pastwisko i... ganiał za nią dwie godziny - nie odczuwała potrzeby powrotu do stajni.

Z mniej ciekawych nowości - dostałam "wymówienie" padoku za gnojownikiem (chodziła na niego Campina). Ma tam odrosnąć trochę trawa i ma być właśnie dla klaczy ze źrebakami - logikę tego posunięcia pozostawiam bez komentarza, ale i bić się o to miejsce nie zamierzam, przyczyna jest jedna - w tej chwili to miejsce przypomina skrzyżowanie wanny do kąpieli borowinowych z polem ryżowym. Intensywnie myślę, jak zorganizować padokowanie 4 koni specjalnej troski, które pójść razem nie mogą, a wychodzić na spokojne tuptanie powinny... jak coś wymyślę, to napiszę, póki co bywam w stajni codziennie i już mi lekko to myślenie sufitem wychodzi :]

4 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Co mu tam wisi? Tak konkretnie, bez niedomówień.

dea i Campina pisze...

Nie mam pojęcia - ja się nie krępuję, tylko brakuje mi wiedzy z końskiej anatomii okołooperacyjnej (coś "opadło"? Nie wiem co się tnie, a co się zostawia). We wtorek będzie wet i powie co to - mam nadzieję. W każdym razie wałachy nie do końca tak wyglądają ;) Trochę mnie niepokoi, że on się ogierzo mocno zachowuje, może to jednak niedocięte jajco...
Póki co, na wszelki wypadek, nie puszczamy go z klaczami - zresztą Brytania się go boi, a Campiną nie chcę ryzykować.

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Ja mam film nagrany podczas kastracji, której byłam świadkiem (ha,ha, mogłam spokojnie patrzeć na lejącą się krew, bo to nie był MÓJ KOŃ). Może chcesz się podedukować? A kiedy on był kastrowany? Może jeszcze ma prawo zachowywać się ogierzo?

dea i Campina pisze...

Pewnie trochę ma prawo, chyba z miesiąc minął. Jak kojarzę późno kastrowane wałki, trzymane wcześniej oddzielnie od koni, to tak to wygladało... Wczoraj nam wymęczył Wieśmina, dzisiaj postoi w boksie :/

A edukować się, chętnie ]:-> Jaką drogą mogę zdobyć ten film?