...czyli Nic, Co Luckie, Nie jest Mi Obce
Wczoraj był Dzień Lucka.
Lucek został wczoraj wykąpany (przyznaję, że bardziej było to zanurzenie/habituacja niż przybliżanie i oddalanie/approach'n'retreat - nie było czasu na "cackanie", a efekt wcale fajny - po pół godziny zlewania z węża, szorowania manusanem i znowu zlewania z węża, z uwzględnieniem rzepa ogonowego i grzebienia grzywy, mały stał i nawet po swojemu nie kwiczał - bo rży on przeraźliwie, został jednogłośnie okrzyknięty najbardziej intensywnym dźwiękowo koniem w stajni ;)
Podobnie niestety z odrobaczeniem - dostał pastę metodą "na chama", ponieważ wzgardził dwiema strzykawkami kubusia marchewkowego. Na przekonywanie do strzykawki będzie czas później - póki co, odrobaczony.
Klozet-szczotka przycięta, wygląda bardziej jak ogon... źrebięcy, bo skróciłam mu do stawów skokowych i nieco postrzępiłam ;) Ogólnie wygląda jak źrebaczek teraz. Mały rozmiar i drobna budowa pasują do obrazu.
Później przyszedł czas na sprawdzenie, jak młody podaje nóżki - okazało się, że nie tak źle, jak myślałam, natomiast kopytka wyglądały tak źle, jak myślałam, że mogą wyglądać po pół roku braku ingerencji z zewnątrz. Chodził machając każdą nogą w inną stronę - skoro dzień Lucka, to dzień Lucka, kopytka też mu zrobiłam. Było trochę batalii i machania zadnimi nóżkami pod koniec, ale daliśmy radę. Póki co, twarde końcówki Lucola są dalekie od ideałów, ale doprowadziłam je do stanu "...i poczekać dwa tygodnie" - zobaczymy, co tam zacznie rosnąć teraz, jak zrobiłam miejsce.
Poza tym, żeby nie było, że wszystko robiłyśmy koniowi, a nie dla konia, zabrałyśmy też małego na trawkę z Campi. Okazało się, że jest spokojniejszy, kiedy nie widzi koni - taka ciekawostka - oraz że nie robi różnicy, jak daleko od stajni się znajduje - zachowywał się tak samo (w końcu ta stajnia jeszcze nie jest dla niego "domem"). Oczywiście ciągnie, napiera, nie potrafi podstawowych ustąpień - trzeba będzie odrobinę nad nim popracować. Zobaczymy, co się uda uzyskać.
Przy okazji oględzin dokładnych przyuważyłysmy, że (niedawna) kastracja nie przebiegła całkiem bezproblemowo - cosik małemu wisi w okolicach, gdzie nic wisieć nie powinno ;) wymaga więc konsultacji weterynaryjnych.
Ze stajennych nowości - przybyła nam w stajni nowa źróbka. Urodziła się wczoraj w nocy. Jej matka jest wybitnie zdziwiona, co też się koło niej pęta, wącha malutką z nieśmiałą ciekawością, śmiesznie podnosi zadnią nogę, kiedy mała pije i ogólnie widać, że próbuje się odnaleźć. To jej pierwszy źrebak. Rano po porodzie była taka zamieszana, że kiedy stajenny otworzył boksy, wypuszczając stado na pastwisko, wyszła z resztą nie oglądając się specjalnie na pociechę. Mała została, leżała na słomie. Kiedy przerażony stajenny zauważył "bonus" w boksie, poszedł wyrodną mamusię złowić na pastwisko i... ganiał za nią dwie godziny - nie odczuwała potrzeby powrotu do stajni.
Z mniej ciekawych nowości - dostałam "wymówienie" padoku za gnojownikiem (chodziła na niego Campina). Ma tam odrosnąć trochę trawa i ma być właśnie dla klaczy ze źrebakami - logikę tego posunięcia pozostawiam bez komentarza, ale i bić się o to miejsce nie zamierzam, przyczyna jest jedna - w tej chwili to miejsce przypomina skrzyżowanie wanny do kąpieli borowinowych z polem ryżowym. Intensywnie myślę, jak zorganizować padokowanie 4 koni specjalnej troski, które pójść razem nie mogą, a wychodzić na spokojne tuptanie powinny... jak coś wymyślę, to napiszę, póki co bywam w stajni codziennie i już mi lekko to myślenie sufitem wychodzi :]
4 komentarze:
Co mu tam wisi? Tak konkretnie, bez niedomówień.
Nie mam pojęcia - ja się nie krępuję, tylko brakuje mi wiedzy z końskiej anatomii okołooperacyjnej (coś "opadło"? Nie wiem co się tnie, a co się zostawia). We wtorek będzie wet i powie co to - mam nadzieję. W każdym razie wałachy nie do końca tak wyglądają ;) Trochę mnie niepokoi, że on się ogierzo mocno zachowuje, może to jednak niedocięte jajco...
Póki co, na wszelki wypadek, nie puszczamy go z klaczami - zresztą Brytania się go boi, a Campiną nie chcę ryzykować.
Ja mam film nagrany podczas kastracji, której byłam świadkiem (ha,ha, mogłam spokojnie patrzeć na lejącą się krew, bo to nie był MÓJ KOŃ). Może chcesz się podedukować? A kiedy on był kastrowany? Może jeszcze ma prawo zachowywać się ogierzo?
Pewnie trochę ma prawo, chyba z miesiąc minął. Jak kojarzę późno kastrowane wałki, trzymane wcześniej oddzielnie od koni, to tak to wygladało... Wczoraj nam wymęczył Wieśmina, dzisiaj postoi w boksie :/
A edukować się, chętnie ]:-> Jaką drogą mogę zdobyć ten film?
Prześlij komentarz