18 cze 2009

No i co ja poradzę...



...czyli sezon na kolki.

Naprawdę chciałabym pisać o PNH a nie o weterynarii. Co ja poradzę - weterynaria mnie "atakuje". Ostatnie dwie noce przerabialiśmy dwie kolki Brytanii.

Przedwczoraj jakieś 10 minut po opuszczeniu stajni wieczorem (wszystko było OK jak wychodziłam) zawrócił mnie telefon, że Bryśka zachowuje się nieciekawie - leży, popatruje na brzuch, ciężko i szybciej niż zwykle oddycha. Przyjechałam i faktycznie - tętno wyczuwalne i przyspieszone, oddechy przyspieszone, brzuch rozdęty jak balon. Nasz wet jak zwykle, zgodnie z prawami Murphy'ego, miał wyłączony telefon. Udało się dodzwonić do tego, który poprzednio ratował nam Brysiątko. Co prawda chory i leżący w łóżku, ale wysłał do nas swojego wspólnika. W międzyczasie derka na grzbiet zwierza i oprowadzamy... Całe szczęście nie wyglądało to tak poważnie jak pierwsza kolka. Bryśka nie spociła się, nie pokładała w trakcie ruchu. Po zastrzykach przeciwbólowych i rozkurczowych się ustabilizowała, więc już o 1 w nocy ruszyłyśmy do domu :)

Wczoraj też już chciałam wychodzić, kiedy maleństwo zafundowało drobną powtórkę - położyła się, wielki brzuch, szybsze oddechy, szybsze i wyraźnie wyczuwalne tętno. Tym razem wystarczyło oprowadzanie - po ok. 2h wyglądała dobrze, więc ją zostawiłam. Podejrzewam, ze powtórka była za względu na problemy w rozumieniu słowa pisanego przez naszych stajennych - pod żłobem wisiała kartka, żeby nie podawać Bryśce paszy ze względu na kolkę. Przy samym karmieniu akurat byłam poza stajnią, ale jak wróciłam, to widziałam, że wyjada coś ze żłoba. Echhh... No i kilka godzin później "atrakcje".

Podsumowanie: odrobaczenie robiliśmy ostatnio fenbendazolem, czy skuteczne - przekonam się, wczoraj dałam kupę do analizy. W każdym razie nie widziałam od czasu odrobaczenia, żeby coś w jej kupach się ruszało. Poza tym od czasu odrobaczenia nie ma biegunki - naprawdę nie ma - aż trudno mi było w to uwierzyć. Przypadek? Albo trochę jednak robale dostały. Brzuch ma większy niż powinna. Jak coś się dzieje to ma potwornie wielki. Wszystkie trzy kolki nie były "z zatkania" - drożność jelit była potwierdzona badaniami oraz regularnym dostarczaniem świeżych kupek ;) Za to gazu ma nazbieranego w trzewiach masę. No i teraz myślę - dlaczego tak jest i co robić?? Logika podpowiada, że to efekt niewłaściwej flory bakteryjnej (na dodatek kolkom towarzyszy dziwny zapach w boksie) lub niewłaściwego żywienia, albo jednego i drugiego - bo to się wiąże. Nie wiem co może być niewłaściwego w żarciu - dostaje treściwej niewielkie ilości (na ok. 500 kg masy dwa razy dziennie po pół miarki pavo musli dla młodych koni) do tego ma full słomy i siana do przegryzania.
Może być też zapiaszczenie - Wiedźmin jako mistrz wytrząsania siana zawsze ma w boksie prawdziwą piaskownicę, Bryśka chyba to wszystko zjada, bo ma piasku na podłodze ledwie odrobinę. Zarządzam więc akcję odpiaszczenia.
Na florę - będzie dostawała znowu enteroferment i drożdże. Jedno przez tydzień, drugie przez tydzień.
Poza tym szukałam czegoś co objawowo (albo i nie tylko) pomoże jej z tym nadmiarem gazów - i zamawiam zioła z D&H.
Muszę jeszcze tylko rozpracować terminarz działania - no i ciekawe co wyjdzie z badania parazytologicznego...

Na innych frontach...

Campinie mogę nogę miętosić, nie zabiera. Mogę ciągnąć za włoski, nie zabiera. Przy wbijaniu paznokci ma jeszcze do mnie pretensje i widać, że ogólnie nie jest teraz zachwycona jak się zabieram za jej nogi. Ale kontrolować emocje się uczy, dzielna dziewczyna. Dzisiaj ma być wet - na pewno poproszę o USG tej nogi, jeśli będzie przy nim spokojna to zastrzyki też zrobimy. Jeśli nie, to jeszcze będę ćwiczyć. Niewiele już brakuje, jest dużo lepiej...

Strzałki w przodach po kuracji dwutlenkiem chloru się bardzo wyraźnie poprawiły. Pewnie ma też znaczenie fakt, że konica chodzi teraz na sprzątane wybiegi. Rączki od taczki tylko trochę mi odpadają. W sumie reszta to korzysta tylko przy okazji, sprzątam dla Brysi... Echh... Czasami już naprawdę nie mam siły.

Lucek... to jest historia. Wstawię kilka zdjęć, jak się do nich dorwę, bo tu słów brakuje ;) W każdym razie jest żywiołowy, pozytywnie nastawiony do całego świata, najpozytywniej jest nastawiony do końskich zadów płci dowolnej ;) Kumację ma ograniczoną. Uczymy go prowadzenia - ruszania, zatrzymywania w synchronizacji z człowiekiem. Raz się nie zatrzymuje, obrywa po ryjku, czy to szarpnięcie, cofnięcie, wiatrak z liny, cokolwiek - działa, na drugi raz. Za trzecim znowu wyprzedza, a mnie opadają witki. No ale może się uspokoi z czasem, jak trochę do miejsca przywyknie. W każdym razie jego wcześniejszy tryb życia (samotne chodzenie na wybiegi) ma taki plus, że można go puścić bez innych koni, dość daleko od stajni i nie świruje nadmiernie - nawet jak chwile porży, to zaraz zabiera się za trawę. Picia z poidła automatycznego jeszcze nie opanował. Rży straszliwie, dziury się robią w bębenkach ;)

1 komentarz:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Kasia, synbiotyk, który dawałam Truskawce to Biotics NAFa. Biotics zastąpił Synbiozyme. Jeśli w jakimś sklepie internetowym znajdziesz Synbiozyme, znaczy to, że nie uaktualnili oferty. Jak ja w moich poszukiwaniach pytałam czy jeszcze mają Synbiozyme (wiedziałam, że już zosatła wycofana z produkcji, ale miałam nadzieję, że może jeszcze gdzieś zalega), sklepy sprawdzały u przedstawiciela i potwierdzały, że już tego nie ma. Co nie zmienia faktu, że swoich ofert nie zmienili i w wielu Synbiozyme wciąż figuruje. Ale już jej nie produkują - na oryginalnej stronie NAFa jest ta informacja (albo przynajmniej była, jak ja szukałam, może teraz jest już tylko nowy produkt Biotics).